środa, 1 maja 2019

Ciasto czekoladowe z truskawkami, czyli dlaczego nigdy nie będę cukiernikiem




"Powinnaś otworzyć swoją cukiernię!". Słyszę to od lat. Od różnych osób. I od lat widzę ten sam wyraz twarzy, gdy obwieszczam, że to ostatnia rzecz na jaką zdecydowałabym się w życiu. Dlaczego? Przeczytajcie, a bonusowo dostaniecie przepis na pyszne ciacho czekoladowe! 




Uwielbiam piec ciasta. Mogę być po ciężkim dniu pracy, mieć ostry PMS, budzik nastawiony na 5.30 i w głowie wiszące nade mną deadliny, a i tak z przyjemnością wejdę do kuchni. Wyciągnę mikser, jajka i mąkę. I oddam się błogiemu relaksowi jakim jest pieczenie ciasta. Tak właśnie odpoczywam. 

Jest coś magicznego w pieczeniu. Powstaje coś z niczego. No, może niezupełnie. Ale czy ktoś o zdrowych zmysłach dałby wiarę, że z rozbełtanej breji (jajek), białego proszku (mąki i cukru), kawałka tłustego kwadratu (masła) i brudzącego pudru (kakao) można stworzyć coś jadalnego. Ba, dobrego! Połączyć  w jedną całość, dając temu imponujący kształt i zniewalający smak! 

Nic dziwnego, że przepadłam w kuchni już dawno... Nie ma tygodnia bym nie upiekła tortu, tarty, brownisa albo innego smakołyku (owszem, to również efekt posiadania żarłocznej rodziny). I nie ma tygodnia bym nie usłyszała od kogoś pytania dlaczego jeszcze nie otwarłam swojej cukierni?! Phi. Pobożne życzenia. Życzenie? Raczej złorzeczenie. 

Pracując od ponad 5 lat w redakcji "Mistrza Branży" poznałam pracę cukiernika od kuchni. I się przeraziłam. To praca dla prawdziwych twardzieli. Coś, co pochłania cię jak paszcza bestii, która nie puszcza nawet w święta i weekendy. Każe wstawać o bezbożnej porze i zasuwać po 300 (lub więcej!) godzin w miesiącu. Czyżbym była zbyt miętka na taką harówę? Cóż, mój pracoholizm i fakt, iż jestem babą ze Śląska predysponuje mnie do ciężkiej pracy. Nie mniej jednak, zamykając się w czterech ścianach pracowni cukierniczej jest bardziej, niż pewne, że zupełnie nie miałabym czasu na nic innego. Kto opisywałby pasję i oddanie innych cukierników? Kto zająłby się promocją rzemieślniczej czekolady w Polsce? Któż tłumaczyłby różnicę między monoporcją a tradycyjnym ciastkiem? No właśnie. Jak sami widzicie zwyczajnie nie mogę zmienić pracy. Haha.

Zostaję przy pisaniu i jedzeniu. 

I pieczeniu dla czystego relaksu. 





Ciacho czekoladowe z bananami i truskawkami

Uwaga!
W szkole podstawowej byłam fatalna z matematyki. I tak zostało. Dlatego nie uznaję innej miary jak "na oko". Wyżynami na jakie jestem w stanie się wznieść są miary podawane w "szklankach", "łyżkach" i "kostkach". Prawdopodobnie to kolejny powód, dla którego nie mogłabym pracować w profesjonalnym cukiernictwie. 

Składniki:
kostka masła
3/4 szklanki cukru
pół szklanki mleka
1,5 szklanki mąki
2 łyżki kaszy manny
1 łyżeczka proszku do pieczenia
4 jaja
200 g czekolady gorzkiej/ deserowej
3-4 banany,


Wykonanie:
W rondelku rozpuścić na wolnym ogniu mleko, masło i czekoladę. Całe jaja wybić do miski, dodać cukier i wszystko razem utrzeć na puszystą pianę. Ostudzić masę czekoladową. W tym celu polecam wyłożyć ją na balkon i obejrzeć w tym czasie kolejny odcinek serialu na Netflix. Po ostudzeniu dodać (cały czas miksując) do masy jajecznej. Wyżyć swoje złości i frustracje gniotąc na miazgę banany. Dodać je do całości. Dosypywać powoli mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Na koniec dosypać kaszę. Można też odrobinę kakao (ja - ma się rozumieć - dodałam). Wylać masę do formy, a następnie włożyć na wierzch truskawki, lekko wciskając je w ciasto. Piec ok 45 min. w temp 180 stopni.

Jedzenie:
Zjeść ze smakiem, bez liczenia kalorii. Najlepiej w towarzystwie jakiegoś ciacha.  Choć babeczki równie mile widziane. I kawa! Ja preferuję sypaną z dodatkiem śmietany 30% i miodu. A wy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?