czwartek, 3 maja 2018

Sklep pachnący czekoladą (wywiad)

Zdjęcie użytkownika Bą Bą.

Każdy kiedyś o tym marzył - mieć na własność sklep z czekoladą! Półki pełne pralin, trufli i najróżniejszych czekoladowych tabliczek. Ten sen zrealizowała Ika Makowska, która w Bydgoszczy prowadzi urokliwe miejsce rodem z Belgii pod wdzięczną nazwą Bą Bą.




Aurora Czekoladowa: Skąd u polonistki pomysł na prowadzenie sklepiku z czekoladkami? Czyżby moja intuicja dobrze mi podpowiadała, że stoi za tym lektura książki Joanne Harris “Czekolada”?


Wszystko zaczęło się 15 lat temu, kiedy po raz pierwszy odwiedziłam rodzinę mojego męża w Belgii. Zauroczyły mnie belgijskie sklepy z czekoladą i pralinami, zwane tam "chocolatier". W Polsce czegoś takiego nigdy nie widziałam. Już wtedy pojawił się pomysł otworzenia podobnego miejsca w mojej rodzinnej Bydgoszczy. Życie jednak potoczyło się inaczej... moje Bą Bą otworzyłam 4 lata temu, rezygnując raz na zawsze z pracy na etacie i ruszając na przygodę "bycia na swoim"!

Zdjęcie użytkownika Bą Bą.


I nazwała Pani swój interes Bą Bą. To bardzo oryginalna nazwa. Co właściwie oznacza?


Nazwa była bardzo spontaniczna! Siedzieliśmy z kolegą przy herbacie i myśleliśmy o nazwie Bombonierka. Ale wydawała nam się za długa. Potem zaczęliśmy ją skracać. Bom Bom, Bon Bon, Bą Bą - i nagle okazało się, że ta nazwa ma wiele ukrytych znaczeń. Bo "bon" to po francusku coś dobrego, ale w wielu innych językach - bon bon (czytane: bą bą), to pralinka, czekoladka z nadzieniem. Jeszcze czasami można usłyszeć na Śląsku nazwę "bonbonsy", w zdaniu np. "Poproszę tutkę bonbonsów", mając na myśli kilka czekoladek (cukierków czekoladowych) z nadzieniem. Lepiej nie mogliśmy wymyślić (śmiech).


I rzeczywiście, w asortymencie są drobne łakocie, w przeważającej mierze...


Tak postawiliśmy przede wszystkim na praliny i trufle, bo dla mnie to małe dzieła sztuki cukierniczej! Nawet jedna sztuka, ale finezyjnie zapakowana sprawia odbiorcy wielką radość! Tu nie liczy się ilość, tu zawsze liczy się jakość, wyjątkowość.


To bardzo małe i delikatne smakołyki i zdaje się, że łatwo popsuć tę ich wyjątkowość. Jak najlepiej je przechowywać - są jakieś wskazania?


Uwielbiam ten moment, kiedy otwieram świeżo przywiezione praliny i wykładam je na ladę - ten zapach jest urzekający! Zawsze powtarzam klientom, że im szybciej je zjedzą tym lepiej (śmiech). Ale generalnie praliny i trufle mają do 2-3 miesięcy ważności. Lubią temperatury dodatnie, między 15 a 18℃, ja jednak przytrzymuję je w chłodni między 13 a 15℃. W domu najlepiej schować je do barku lub do chłodnej szafki, piwniczki, z dala od słońca i grzejników, ważna jest też wilgotność na poziomie 50 %.

Zdjęcie użytkownika Bą Bą.


Co jeszcze znajdziemy w słodkim sklepiku?


Posiadamy też wyborne, ręcznie robione czekolady, ciasteczka w czekoladzie, owoce i orzechy w czekoladzie, figurki... Posiadamy część asortymentu stałego i część takiego, który zależy od sezonu, świąt, pory roku. Staramy się zamawiać rozmaitości co miesiąc. Zawsze można znaleźć u nas coś nowego, inspirującego, nawiązującego do obecnego czasu. Dzieci kochają czekoladowe lizaki w bajkowych figurach, kobiety praliny w kształcie serc, mężczyźni - praliny z likierami. Każdy znajdzie u nas coś dobrego i wyjątkowego. Zdarza się też, iż jakiś smak praliny pojawia się tylko raz i nigdy nie wraca - wtedy jest okazja zjeść naprawdę coś wyjątkowego.


Czy jest tajemnicą skąd pochodzą te wyjątkowe smakołyki? Są dziełem jednego producenta czy macie różnych dostawców?


Długo szukaliśmy rodzinnych firm, w których wyrabia się czekoladę i praliny od pokoleń. Wybraliśmy pięć rożnych familii cukierniczych, w różnych regionach Belgii - w Brukseli, Brugii, Antwerpii, Gent, Limburgii. Zależało nam na dobrej jakości produktu, na tradycyjnym wyrobie belgijskich pralin, które nie są produkcją masową, na szeroką skalę, ale które działają lokalnie.


Postawiła Pani na belgijskiej czekoladę - czy rzeczywiście jest ona najlepsza? Czy belgijscy czekoladziarze rzeczywiście znają sekret na idealne słodkości?


Uwielbiam belgijską czekoladę! I tak, myślę że jest najlepsza. Gdybym w to nie wierzyła, na pewno bym jej nie sprzedawała. Belgowie mają najdłuższą historię wyrabiania pralin, dlatego tamtejsi mistrzowie cukiernictwa są po prostu najlepsi. Sława belgijskiej czekolady nie wzięła się znikąd…

Zdjęcie użytkownika Bą Bą.


Czym charakteryzują się te belgijskie wyroby, które znajdziemy u Pani?


Przede wszystkim wysoką jakością. Dobra czekolada zawsze się obroni. Nie potrzebuje polepszaczy smaku, wystarczy jej zawartość dobrej jakości miazgi kakaowej i masła kakaowego. Reszta jest standardowa: cukier, wanilia, mleko. Wiele też zależy od dobrej jakości nadzienia praliny: delikatny ganache czy krem, który nie jest za ciężki ani za słodki. Zrobienie naprawdę dobrej praliny to sztuka. Jadłam wiele pralin, każdy cukiernik wyrabia ją inaczej. Chyba że kupuje tzw. gotowce czyli wyprodukowane masowo nadzienia, którym wypełnia swoje praliny. Wtedy to są cukierki. Zdarza się, że smakują identycznie na dwóch różnych kontynentach. Takie mnie nie interesują. Wtedy taki cukiernik nie jest artystą, tylko odtwórcą. Nie mam takiego asortymentu w Bą Bą.


I przeciętny klient potrafi zobaczyć tą wyjątkowość asortymentu? Czy trzeba przekonywać o wyższości takich czekoladowych łakoci nie z supermarketu?


To bardzo indywidualna kwestia, myślę że 50/50. Polacy coraz więcej podróżują, wielu z nich dobrze kojarzy belgijską pralinę. Wiedzą, że to produkt wyjątkowy, łączą go z luksusem, dobrym smakiem i wysoką jakością. Tym, którzy dopytują - chętnie opowiadam o Belgii, belgijskiej czekoladzie i balotynkach - urokliwych opakowaniach przeznaczonych wyłącznie do pakowania pralin i trufli. Nie rzadko odwiedzają nas też cukiernicy z różnych cukierni i pytają, co mamy nowego. Zdarza się, iż kilka tygodni później widzimy u nich praliny o naszym smaku, a często i wyglądzie. Nawet nasze opakowania są inspirujące. Ale to dobrze. Konkurencja jest potrzebna, kiedy klient pyta o jakiś konkretny smak praliny bądź kawy, a wiem, że ma to konkurencja - odsyłam klienta do tejże cukierni. Bo dlaczego nie? Niech ten klient ma wybór, niech zagląda czasami do Bą Bą, a czasami do innych cukierni. Myślę, że tak jest dobrze.


A czy jest jakaś krzywa tego w jakich okresach klienci najchętniej kupują czekoladowe specjały?


Oczywiście to czas świąt - Bożego Narodzenia, Wielkanocy, Dzień Matki, Walentynki, Dzień Kobiet, przyjęcia komunijne, śluby. Ale też urodziny, imieniny, 18-stki. Chętnie kupują też u nas firmy - prezenty dla swoich pracowników i klientów, Kupują klienci indywidualni na własne potrzeby - do kawy z przyjaciółką, dla długo niewidzianego dziadka czy cioci. Każda okazja jest dobra na czekoladki!

Zdjęcie użytkownika Bą Bą.


I o tym przekonuje Pani - bardzo skutecznie - w mediach społecznościowych, w których jest Pani bardzo aktywna! To dobry sposób na reklamę sklepiku? A może do kontaktu z klientem?


Facebook i Instagram bardzo pomagają rozruszać markę w świadomości klientów. Czy ta reklama jest efektywna? Na pewno jakaś część klientów przyjdzie i z ciekawości odwiedzi sklep w tzw. "realu". Najważniejsze jednak, aby zechcieli do nas wrócić, aby nie byli rozczarowani, żeby zechcieli opowiedzieć o Bą Bą swoim bliskim, kolegom i koleżankom w pracy. Instagram i Facebook jest pomocny, ale pamiętajmy - jeśli oszukamy klienta w sieci - nigdy do nas nie wróci i żadne, nawet najlepsze reklamy tego nie zmienią.


Czy w związku z aktywnością online można również zamawiać słodkości przez Internet?


Właśnie jesteśmy w trakcie przygotowania sklepu online, tak aby każdy klient w Polsce mógł się cieszyć naszymi pralinami i otrzymać je prosto do domu w maksymalnie 48 godzin. Póki co działamy stacjonarnie w Bydgoszczy, a nasz sklep funkcjonuje również jako mała kawiarenka.


Skoro firma się rozwija, to znaczy, że klientów przybywa. Ma pani satysfakcję z porzucenia etatu nauczycielki na rzecz bycia właścicielką sklepu z czekoladą?

Zdjęcie użytkownika Bą Bą.

Myślę że każdy biznes ma swoje plusy i minusy. Jesteś kilkoma osobami w jednej - sprzedawcą, negocjatorem, PR-owcem, marketingowcem. Ponosisz konsekwencje każdej samodzielnie podjętej decyzji. Nie ma porażek - jest nauka. I to każdego dnia. Największą satysfakcja - uśmiech, zaufanie klienta. Kiedy słyszysz- "jest Pani moją inspiracją!" To miód na moje serce.


Dla mnie była Pani inspiracją do podjęcia ciekawego wywiadu! Bardzo dziękuję i zapewniam, że będę pierwszą klientką sklepu internetowego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?