czwartek, 3 maja 2018

Kobieta i czekolada (wywiad)

Z miłością do czekolady jest jak z uczuciem do człowieka – po zauro­czeniu przy­chodzi wciągający etap poznawania. W przypadku tej kobiety ta miłość zaprowa­dziła ją aż do dzikiej Islandii. Teraz podąża ku najdalszym zakątkom wyobraźni w tworzeniu czekoladowych dzieł – polska chocola­tiere – Katarzyna Joanna Wrzesińska.


Aurora Czekoladowa: Czekoladę moż­na tworzyć wszędzie. Skąd pomysł na to, że akurat w dalekiej Islandii?
Katarzyna Wrzesińska: Cóż, zakocha­łam się w Islandii! Widziałam kiedyś zdjęcia jej krajobrazów, więc pojechałam na wy­cieczkę. Zdziwiłam się, gdy okazało się, że zdjęcia oddają tylko część jej piękna. Postanowiłam więc zostać.

Aurora: Tak po prostu?
K.W.: Musiałam mieć jakiś punkt zaczepie­nia, więc zaczęłam intensywne poszukiwania pracy. W związku z tym, że jestem techno­logiem żywności, szukałam pracy w bran­ży spożywczej. Tak oto, po kilku dniach intensywnych poszukiwań, trafiłam do fir­my produkującej czekoladę. Był to o tyle szczęśliwy traf, że na Islandii nie ma zbyt wielu producentów czekolady. Zwłaszcza zaś tal dobrych jak te, które produkuje Hafli.i Ragnarsson. I nie mówię tego jako chwyt reklamowy – nasze czekolady są uznawane za majstersztyk zarówno przez zwykłych klientów jak też znawców branży. Niektórzy piszą do nas specjalne maile z podziękowa­niami za dostarczenie im szczególnych do­znań smakowych (śmiech). To zrozumiałe, gdy obserwuje się mojego szefa przy two­rzeniu czekolady. Jest prawdziwym magi­kiem! Jest zarazem znawcą, designerem, osobą o nieprzeciętnym smaku i umiejęt­nościach pracy z czekoladą.

Aurora: Miałaś swego rodzaju tremę przed rozmową z nim?
K.W.: Może bym i miała, gdyby nie to, że do­piero po rozmowie dowiedziałam się, jak ważna to postać w międzynarodowym cu­kiernictwie! Poza tym jest to przemiły czło­wiek, który wszystkich traktuje jak równych sobie. Z uśmiechem na twarzy rozmawiał o moich zainteresowaniach, o tym, co mia­łabym robić w firmie, i jak – krok po kroku – będzie mi przekazywał swoją wiedzę. Sam o sobie mówi, że wciąż się uczy...
Aurora: Ciekawe słowa jak na sław­nego cukiernika... 
K.W.: Hafli.i to nie tylko wielki chocolatier oraz mój szef, to przede wszystkim bar­dzo dobry człowiek. Uczynny i pomocny. Potrafi wysłuchać i wesprzeć dobrą radą. Zawsze stawia na pierwszym miejscu do­bro bliskich mu osób, w tym pracowników, których traktuje jak rodzinę! To człowiek pełny pasji, która doprowadziła go do suk­cesu zawodowego. Pasji, którą zjednuje sobie ludzi i która jest niezwykle zaraźliwa!
Zdjęcie użytkownika Katarina Joanna Wrzesinska.
Aurora: Jakie są owoce tej pasji – co znajduje się w ofercie firmy? 
K.W.: Aktualnie produkujemy głównie pra­liny i czekoladowe tabliczki z różnymi do­datkami oraz orzechy, migdały i lukrecję w czekoladzie. Jesteśmy też jedyną firmą na Islandii, która realizuje indywidualne pomysły na czekoladowe słodkości wymy­ślone przez samych klientów.
Aurora: To nieco trudniejsza sztuka, niż upieczenie brownie. Od razu zo­stałaś przyjęta do pracy czy musiałaś przejść jakieś specjalne szkolenia?

K.W.: Najpierw zostałam zaproszona na dzień próbny, bym zobaczyła, czy pra­ca z czekoladą mi się spodoba. Tego akurat byłam pewna, ponieważ czekoladę uwiel­biam od dziecka... Poza tym – jak taka praca może się nie spodobać (śmiech)?! To przecież raj na ziemi!
Aurora: Jako laik nie miałaś trudności w opanowaniu trudnej sztuki robienia czekolady? 

K.W.: Zaczynałam od rzeczy najprostszych, ponieważ nie miałam nigdy do czynienia z procesem produkcyjnym czekolady. Szef poświęcał mi wiele czasu, a ja miałam coraz więcej pytań. Od początku pożyczał mi książ­ki. Do dziś spędzamy wiele czasu na „czekola­dowych dyskusjach” i pozostajemy w przyja­cielskiej relacji. Z upływem czasu dochodziło mi coraz więcej obowiązków, a po około pół roku wiedziałam, jak wykonywać wszystkie czynności w obrębie mojego stanowiska.
Aurora: I zaczęłaś się nudzić...
K.W.: Cóż, należę do grona osób ambit­nych. Zaczęłam zastanawiać się, jak jesz­cze mogę się rozwijać. Zostawałam często po pracy i w ciszy i skupieniu zaczęłam próbować tworzyć własne receptury oraz wprowadzać własne pomysły w życie – cza­sem udane, czasami nie. I wyciągać wnioski z popełnionych błędów. Wszystko polega na ciągłym próbowaniu...
Aurora: … jeśli aspiruje się do bycia mistrzynią! Masz swoje wzorce? Kto Cię inspiruje? 
K.W.: Na pierwszym miejscu zawsze szef! Z całą pewnością Alexandre Bordeaux. Ogromne wrażenie wywarł na mnie rów­nież zwycięzca World Chocolate Masters – Vincent Vallee. Jeśli chodzi o uczestników konkursu, to ktoś inny skradł moją sympa­tię. Kibicowałam Diego Lozano, którego po­dziwiam za to, że bawi się czekoladą. Trak­tuje ją z powaga, ale i z lekkością. I tworzy zupełnie inne rzeczy niż wszyscy, co było widać choćby w jego projekcie konkurso­wym rzeźby. Moim ulubieńcem jest także Stephane Leroux! Poznałam go osobiście w maju tego roku, gdy przygotowywał w naszej firmie swoje „demo”. Pomaga­łam mu i przy okazji dostałam kilka cennych lekcji. W efekcie asystowałam mu podczas jego show w hotelu Hilton, gdzie wspólnie wykonaliśmy kilka rodzajów pralin, deserów oraz showpiece.
Aurora: To już duże wyróżnienie! 
K.W.: Robię to, co sprawia mi naprawdę wielką radość. Od wielu osób usłyszałam dobre opinie na temat moich prac, jed­nak dopiero po usłyszeniu słów uznania od Stephane utwierdziłam się w przeko­naniu, że mój wysiłek jest warty zachodu.
Aurora: Dostałaś awans w pracy?
K.W.: Jestem obecnie prawą ręką sze­fa. Robię w firmie niemal wszystko – rano otwieram, a wieczorem zamykam drzwi do firmy – dosłownie i w przeno­śni. Organizuję zamówienia towaru, ale też pakuję gotowe produkty, realizuję zamówienia specjalne. Muszę decydo­wać o wielu ważnych kwestiach. I jest to o tyle zabawne, że jestem najmłodszą osobą w firmie!
Aurora: Chyba nie tylko Ty lubisz cze­koladę, ale również ona Ciebie!
K.W.: Rzeczywiście, coś w tym musi być... Sporo nauczyłam się w firmie, zaliczyłam też kilka zewnętrznych kursów, w tym w Barry Callebaut w Wielkiej Brytanii z niesamowi­tą Beverly Dunkley. Niemniej jednak nadal uważam się za samouka, który po prostu kocha to, co robi. Czekoladę lubiłam od za­wsze, jednakże odkąd rozpoczęłam pracę w swojej firmie, zaczęłam ją rozumieć. Cze­kolada to nie tylko składnik, który wykorzy­stuję w codziennej pracy. Jest ona również materiałem twórczym, za pomocą którego mogę wyrazić siebie. Tym bardziej czuję satysfakcję, gdy obcy ludzie piszą do mnie z gratulacjami, gdy prezentuję zdjęcia swo­ich prac w Internecie.
Zdjęcie użytkownika Katarina Joanna Wrzesinska.
Aurora: Skoro zbierasz tak dobre re­cenzje, może powinnaś sama wziąć udział w World Chocolate Masters? 
K.W.: Nie ukrywam, że chciałabym spró­bować swoich sił, ale jestem też realistką. Wiem, że przede mną dużo ciężkiej pracy, nim osiągnę ten pułap... Sama mam w so­bie dużo ambicji i zapału, ale musiałby mnie jeszcze ktoś podszkolić. Niestety mój szef, który jest istnym magikiem czekolady, jest teraz zbyt zajęty. Sama „dłubię” sobie w czekoladzie. Ostatnio stworzyłam lilię i bukiet weselny z plastycznej czekolady. Ci, którzy go widzieli, nie mogli uwierzyć, że jest jadalny (śmiech).
Aurora: A więc może to zbytnia skromność? 
K.W.: Hmm... Rzeczywiście jest coś takiego w kobietach, że nie potrafią się tak chwa­lić swoimi umiejętnościami, jak mężczyźni.
Aurora: Czyżby stąd tak słaba repre­zentacja płci pięknej na konkursie World Chocolate Masters?
K.W.: Z początku myślałam, że świat cze­kolady jest zdominowany przez mężczyzn, ponieważ praca z tym surowcem jest dość trudna i wyczerpująca fizycznie. Z czasem jednak przekonałam się „na własnych rę­kach”, że to nie do końca prawda. Myślę, że to brak wiary w siebie. Jesteśmy wobec siebie surowe i przez to gorzej oceniamy nasze kwalifikacje. Ma to podłoże w tym, że przez wiele lat kobiety były tłamszone za­wodowo. Do dziś, gdy często przedstawiam się jako inżynier, słyszę śmiech. Zwłaszcza jeśli dodam, że jestem Polką. Tymczasem z roku na rok wzrasta liczba kobiet tech­nologów żywności, cukierniczek, chocola­tiers... Sama widzę, obserwując pracę kobiet w mojej firmie, że radzą sobie lepiej. Więcej kobiet ma lepszy zmysł estetyczny, wyczu­cie koloru, talent do robótek manualnych. Bardziej też dbamy o detale, np. pilnując odpowiedniej temperatury przy tempero­waniu czekolady... A te wszystkie szczegóły są bardzo ważne przy sztuce robienia cze­koladek. Mnie samej bardzo pomogło do­świadczenie, jakie zdobyłam jako florystka.
Aurora: Z florystki zrobiła się pani chocolatiere, a co dalej?
K.W.: Wciąż myślę o nowych szkoleniach. Niestety jest ze mną tak, że jeśli dostanę palec, od razu chwytam za całą rękę. Chy­ba nigdy nie przestanę poszukiwać i się uczyć... Ostatnio dostałam propozycję pra­cy w warszawskim Deseo i – znając Piotra Chylareckiego – wiem, że bardzo wiele bym się tam nauczyła. I to kusi!
Aurora: A może to tęsknota za Polską?
K.W.: Być może również. Tu czas płynie znacznie wolniej. Ludzie mają inną men­talność i czasem tracę przez to mnóstwo nerwów, bo to, co ja mogłabym zrobić w dwa dni, tu trwa tydzień, a nawet i mie­siąc (śmiech). Na szczęście mam tu również kontakt z Polakami, których na Islandii jest sporo. Prowadzę teoretyczne i praktyczne zajęcia o czekoladzie dla dzieci z polskiego stowarzyszenia.
Zdjęcie użytkownika Violett Fire MUA.
Aurora: A swoje dalekosiężne plany wiążesz z Polską czy właśnie z Islandią? A może jeszcze z jakimś innym krajem?
K.W.: O tym jeszcze nie zdecydowałam. Wiem tylko, że na pewno zmierzam do otwo­rzenia własnej firmy podobnej do tej, w któ­rej pracuję obecnie. Chcę tworzyć ręcznie robione praliny najwyższej jakości dla kon­sumentów, którzy szukają czegoś doskona­łego, przy czym ktoś spędził wiele czasu, żeby ich zadowolić. Marzy mi się stworzenie miejsca dla pracowników z pasją, którzy pragną się rozwijać w tym, co robią.
Aurora: Nie mogę się już doczekać Twoich autorskich wyrobów! Trzy­mam kciuki i dziękuję za rozmowę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?