piątek, 17 listopada 2017

Zróbmy sobie jesień

Żeby powstało dziecko trzeba by się spotkało dwoje ludzi. Poszło ze sobą do łóżka. I nie po to by smacznie (i grzecznie) zasnąć obok siebie. Mało tego - trzeba by jeden sprytny i ruchliwy plemnik dotarł do komórki jajowej i się z nią połączył. Potem, gdy wydaje się, że sprawa załatwiona, trzeba czekać 9 długich miesięcy. 


Nieco mniej trzeba czekać by powstała czekolada. Ale i tak znacznie, znacznie dłużej, niż sobie myślisz. Dacie wiarę, że tabliczkę, którą przeciętny zjadacz tego smakołyku pałaszuje w przeciągu pół godziny w fabryce produkuje się około 48 godzin. A to i tak niewielka kostka tego, co stanowi cały proces! 

Trzeba czasu i ambarasu by coś powstało z niczego. No dobra, umówmy się, że mały plemnik i nieco dorodniejsza od niego komórka jajowa , jak też największe z tego grona ziarno kakaowe to nie tam takie "nic", ale mimo wszystko elementy te nijak się mają do efektu końcowego. Każdy, kto miał do czynienia choć raz z ziarnem kakaowca wie, że jego gorzki i kwaśny smak w żaden sposób nie odzwierciedla eksplozji doznań jakich dostarcza nam tabliczka odpakowana ze złotka. 

Musiały upłynąć całe wieki, zanim złoto Azteków przybrało postać tabliczki. Chwała tym wszystkim, którzy wymyślili maszynę do konszowania, mleko w proszku, samoloty i inne gadżety,. My już niewiele wniesiemy do historii czekolady. Ja mogę ewentualnie predestynować do zapisania swego imienia wśród wielu uzależnionych od tego legalnego narkotyku. To nie znaczy, że mamy bezczynnie się zajadać czekoladą. Tak naprawdę wiele jest do zrobienia. Wszak, prócz dzieci, wiele innych rzecz nie zrobi się samemu! 

Że niby co? Mamy roboty kuchenne w domu, aplikacje w telefonie, sekretarki w pracy... Świat wydaje się przepełniony ułatwieniami, które mają nas wyręczyć w zmywaniu naczyń, praniu prania, wysyłaniu przelewów, myśleniu,  zmienianiu biegów... Tymczasem, gdy zwolni się nieco bieg życia widać coś innego... 


hmm...





Jesień jest wyborną porą ku temu by przejść w tryb slow motion. I uświadomić sobie kilka rzeczy ponad to, niż tylko, że pora kupić ciepłe skarpety, kocyk w kratkę, słoik miodu i wypożyczyć filmy o miłości. Tak, z "To właśnie miłość" na czele! Głębokim, życiowym refleksjom nic nie sprzyja bardziej, niż spacer pośród kolorowych liści. Niestety pogoda nie sprzyja spacerom... Złota Polska Jesień jest jak połączenie wypłaty i zbuntowanej nastolatki - jak już nadchodzi, to znika nie tłumacząc czemu tak nagle. I kiedy wróci...

Co zrobisz? Nic nie zrobisz...  Na szczęście to tylko tekst pewnej mało ambitnej piosenki. Jeśli za oknem zamiast prawdziwej jesieni umościła się szaruga przyprawiająca o depresję nawet chomiki to niezawodny znak, że trzeba zacząć działać. Trzeba samemu sobie zrobić jesień! Pan Bóg używał do aktu stwórczego słów. I to wcale nie jest głupi pomysł. W tym wypadku jednak polecam użyć czekolady. Być może dla niektórych jesień zaczyna się w łóżku, dla innych w kinie, ale dla mnie zdecydowanie w kuchni. Jeśli mamy odczarować pochmurną listopadową aurę to odpowiednie miejsce do uczynienia takiego cudu. Prócz czekolady będziemy potrzebować rąk, fartuszka (oj, tak!), śmietany (30% brzmi dobrze, 36% jeszcze lepiej) i... jesiennych skarbów. Z resztą, zerknijcie poniżej.

Jesienne trufle czekoladowe

Składniki:
Pół szklanki słodkiej śmietany
2 tabliczki czekolady 70%
Skórka pomarańczy (1 łyżeczka)
1 łyżeczka orzeszków ziemnych
1 łyżeczka orzechów włoskich
1 łyżeczka nerkowców
1 łyżeczka orzechów laskowych
1 łyżeczka suszonej żurawiny
Pół szklanki korzennych herbatników 
Kakao
Cukier puder lub mąka kokosowa

Wykonanie: 
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Dodać śmietany. Wymieszać. Orzechy posiekać (niezbyt drobno). Herbatniki ugnieść na drobny piasek. Składniki sypkie wymieszać i połączyć z czekoladą. Odstawić do wystygnięcia. Najlepiej na całą noc.

Po wystygnięciu masa nadaje się do tworzenia sympatycznych kuleczek, dalej zwanych truflami. Trufle formujemy przy pomocy kolistego ruchu dłoni. Gotowe obtaczamy w kakao. Dla uzyskania odpowiednio jesiennego charakteru, smarujemy środek gotowego trufla czekoladą i przykładamy do cukru pudru. O, właśnie tak! 




I proszę! W ten oto sposób zrobiliśmy sobie nie tylko łakocie. Ale i Złotą Polską Jesień. I na tym ten wpis mógłby się zakończyć. Ale jest jeszcze morał. Cóż, większość przepisów na coś czekoladowego kończy się kropką. A moje morałem... I niech tak zostanie, bo czekolada jest naprawdę magiczna! 

Nic nie zrobi się samo! Oto jest to nadzienie, które dodałam do dzisiejszego przepisu i wpisu. Albo ono samo z niego wypłynęło, jak to nadzienie... Dodam jeszcze, że nic, a już najbardziej nic, co wydaje się oczywiste. Przyzwyczajeni do tego, że gadżety wyręczają nas w codziennych czynnościach zapominamy, że o to, co najważniejsze musimy sami zadbać. Pasje, przyjaźnie, dobry humor, dusza, miłość... Pozostawione same sobie, nawet z pomocą najlepszych aplikacji nie będę się rozwijać. 

Znajdźmy dla siebie czas. Zaangażujmy się. Porozmawiajmy. Odłóżmy na bok telefony. Spójrzmy w sobie oczy. Tak niewiele. A tak dużo. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?