środa, 4 października 2017

Dobro tkwi w szczegółach

Znacie to? Och, któż tego nie zna! W ciemną noc, w środku lasu goni cię czarny wilczur. Wielki, groźny i bardzo głodny.  Zajadłe warczenie odbija się echem po całym lesie. Słyszysz, że jest coraz bliżej. Czujesz jego oddech na swoim karku. Ale jak to? Przecież biegniesz co tchu! I nagle orientujesz się, że nie zrobiłaś ani kroku... Twoje nogi ciągle stoją w miejscu. Są zbyt ciężkie, by nimi ruszyć. Choć próbujesz z całych sił. Z wolna zapadają się w leśną ścieżkę. Zupełnie jakby w twoich żyłach płynął ołów zamiast krwi... Wilczur dopada cię. I nim zdążysz się przekonać, co tak naprawdę płynie w twoich żyłach, budzisz się... Bo to był tylko sen.

Albo to. Małe miasteczko po zmroku. Widzisz jak za tamtą kobietą skrada się cień. Nie byle jaki. Uzbrojony w ostry sztylet. Idzie za nią krok w krok. Tylko czekając aż nikogo nie będzie w pobliżu. Próbujesz ją ostrzec. Krzyczysz by się odwróciła. Ale ona nie słyszy. Dzieli cię od niej szklany ekran. Bo to tylko film. 

Bezsilność, którą czujemy jest jednak bardzo realna. Dokucza jak bąbel po ugryzieniu komara. I przyprawia o wyższe ciśnienie, niczym prawdziwe włoskie espresso.

To teraz wyobraźmy sobie o ile bardziej bąbel swędzi, ciśnienie skacze, innymi słowy jak ta bezsilność jest dokuczliwa kiedy zło, które się dzieje jest realne. Ścierpnięta ręka, którą nie jesteśmy w stanie ruszyć. Ciasto, które miało być ciastem, a wyszło z piekarnika jako zakalec. Wycieczka w góry, która została odwołana przez deszcz. Samolot, który wylądował w innym mieście, bo w tym właściwym była mgła... To tylko małe bąble. Prawdziwe cierpienie zaczyna się wtedy, gdy zło dotyka najbliższych ci osób. Bo smok bezsilności, z którym się mierzysz, ma aż dwie głowy... Paskuda jedna. Nie jesteś bowiem w stanie ani zatrzymać tego, co się dzieje. Ani uśmierzyć bólu, który czuje osoba dotknięta.

Rwa barkowa. Tak nazywa się bestia, która zaatakowała moją siostrę. Nim wyjawiła swoje imię sprawiła, że z bólu siostra zemdlała, trafiła kilka razy na pogotowie, a nawet do szpitala. Sparaliżowała jej całą rękę, nie pozwoliła się przez dwa tygodnie wyspać i pozbawiła wszelkiej radości życia. 

A mnie poczucia siły i sprawczości. Bo cóż mogłam zrobić? Jak to co?! Obdzwonić wszystkich lekarzy. Obrabować wszystkie apteki. Napchać kieszenie ketonalem i z impetem ruszyć w jej kierunku. Najlepiej samochodem z wielką przyczepą całą załadowaną innym przeciwbólowym świństwem. Może zabrać i pudełko lodów czekoladowych? I wino. Zaraz, zaraz - a wino można łączyć z ketonalem? Nie wiem... Ale jedno wiem - nie można tego wszystkiego podać mojej siostrze (nie licząc lodów czekoladowych, ma się rozumieć). Przeszkadzał w tym jeden drobny szczegół. Szczegół wielkości i kształtu małej fasolki. 






Bułeczka jest w piekarniku. Moja siostra w ciąży. A ja jestem w siódmym niebie! Byłabym z pewnością i w ósmym, gdyby nie grymas agonii na jej twarzy... Cóż.

To właśnie ten drobny szczegół utrudnił jej leczenie. Ale też sprawił, że jakimś cudem przebrnęła przez to paskudztwo bez środków przeciwbólowych. I się nie poddała. Bo czy może być lepsza motywacja? Nowe życie, które rośnie w człowieku nie pozwala chcieć przestać żyć. I walczyć. 

Drobne szczegóły mają moc. 

Pojechałam do siostry z pustymi rękoma. Prawie. Przywiozłam jej zapas odmóżdżających gazet. I jajka z domowego kurnika. No i siebie. Pomogłam jej się ubrać. Poczesałam włosy. Spędziłyśmy szampańskie godziny na leżeniu na łóżku. Oglądaniu zdjęć. Piciu gorącej herbatki. Rozmowach o wszystkim i niczym. Analizie uczestników kolejnej edycji "Rolnik szuka żony". I z apetytem obejrzałyśmy najnowszy odcinek "Bake off - ale ciacho!". Gdy odjeżdżałam, zauważyłam na blacie liścik od jej męża. Słodszy, niż pudełko pralinek z mlecznej czekolady.

Nie mogło być inaczej. Skoro to za jego sprawą mała fasolka znalazła się w mojej siostrze, to i on musi wierzyć w sens dobra tkwiącego w drobnostkach. 

Rwa barkowa wyrywa cię z komfortu normalnego życia na około 4-5 tygodni. Jeśli nie więcej. Od wczoraj, moja siostra znów się uśmiecha. Minęły dwa i pół tygodnia. Jest znaczna poprawa.

Okazuje się, że czasem lepszy, niż zastrzyk w tyłek, jest zastrzyk ciepła okazanego drugiemu człowiekowi. Drobnostka jaką jest czas. Uśmiech. Kawałek czekolady. Bycie z nim w cierpieniu.

Nigdy nie jesteśmy bezsilni. O ile pamiętamy, że dobro tkwi w szczegółach. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?