środa, 23 listopada 2016

Wirujący śnieg. I nagrody.

Na szczęście ani ja, ani Pan B. nie mamy obsesji na punkcie czystości. A już zwłaszcza na punkcie wypolerowanych okien. Inaczej tamtego dnia nie mogłabym przykleić nosa do szyby, gdy to zaczęło
się dziać. Prawdę mówiąc, nie tylko nos, ale cała moja twarz była przytulona do szyby. Cóż, to co pojawiło się za oknem było naprawdę niezwykłe.

Pierwszy śnieg. Białe wirujące płatki, które lada monet mają przeistoczyć się w brudną breję. A jednak jest w tym zjawisku coś absolutnie magicznego i nieopisanie kojącego. Kolor biały.



Biały jest śnieg. I bliźniaczo podobny do niego cukier puder. Też beza, która powstaje z niego i białek. Biały jest również kitel lekarski. Sumienie noworodka. Ściany nowego mieszkania. I welon panny młodej.  

Biała jest wreszcie kartka papieru, na której można to wszystko opisać. Co tu wielce do opisywania? A no, przepis na bezę Pavlova. Wymiary nowo narodzonego bobasa. Opis nowego mieszkania. Ślubne historie. Ach, od czego by tu zacząć? Od tego, co jest najważniejsze! Czyli... ? Cóż, na każdym etapie życia co innego wydaje nam się istotne. A przez to ten sam kolor - biały - kojarzy się z innymi rzeczami. 

Dla mnie biel kojarzy się teraz właśnie z pierwszym śniegiem. Ale nie koniecznie dlatego, że nadchodzi zima. Albo znowu zrobiłam z siebie bałwana. Pierwszy śnieg to dla mnie cisza i spokój. Już niebawem świat na chwilę (byle ta chwila znowu nie trwała do kwietnia...) na chwilę zatrzyma się w swoim biegu. Zamarznie. A tego mi teraz trzeba. Znaczy, zatrzymania. Nie zamarznięcia. 

Choć i mróz jest dobry. W końcu bez niego nie ma śniegu. A jeśli mróz za oknem, jest i sposobność ku temu, by najzwyczajniej ukryć się przed nim pod warstwą grubych kocyków w wygodnym fotelu. Oczywiście nie tak znowu bezczynnie. Zaleca się czytanie książki i popijanie herbatki z syropem malinowym lub imbirem lub cytryną lub goździkami lub rozmarynem. Lub też wszystkim na raz. Od czasu do czasu można to urozmaicić, sięgając po pralinkę. W końcu to książka, w której czekolada odgrywa bardzo ważną rolę.





Nawet w życiu szanującej się czekoladoholiczki, która nie uznaje białej czekolady, kolor brązowy ustępuje pewnego dnia kolorowi białemu. Każda, która przeżyła organizację własnego ślubu, tudzież wesela wie, że biel - i jej 40 odcieni - zdominuje twój umysł, rzeczywistość i stany emocjonalne. Do tego stopnia, że zaczniesz jeść białą czekoladę. A obudzona w środku nocy i zapytana o to, jaki mamy dziś dzień odpowiadasz: biały. Tymczasem jesteś w czarnym lesie. Z tą odpowiedzią, ma się rozumieć.

Całe szczęście ja już swój ślub mam za sobą. Wszystko poszło gładko. Nawet pierwszy taniec, który o mały włos nie zrujnował mojego zamążpójścia, poszedł jak z płatka. Teraz ja patrzę na tańczące na wietrze płatki śniegu. O ślubach czytam jedynie w książkach i śmieję się z tego, co jeszcze do niedawna wpędzało mnie w poczucie paniki. I w przypływie radości rozdaję te książki innym. Wiem, to jeszcze nie Mikołaj. Dlatego prezenty nie trafią do grzecznych dziewczynek, tylko do tych, które odpowiedzą na moje pytanie: 


Z czym kojarzy ci się biały kolor? Uzasadnij. 

Na wasze odpowiedzi czekam do 30.11.2017, do godz. 24.00. O wynikach losowania poinformuję na łamach bloga dnia następnego. Nagrody, czyli 3 cz. opowieści o dziewczynach z klubu czekoladoholiczek - "Miłośniczki Czekolady i ślub" ufundowało wydawnictwo przyjazne czekoladzie - HarperCollins.


***

Up-date - nagrody wędrują do Beaty D. oraz Anny St. - gratuluję. Mama nadzieję, że książki dotrą na czas :D 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?