czwartek, 10 listopada 2016

Przepis na ciasto do kosza na śmieci

Przepis? Jaki przepis! Przecież robię to ciasto odkąd skończyłam 9 lat. Jest tak proste w wykonaniu, że poradziłby sobie z nim na wpół ślepy handlarz złomu, który nie odróżnia moreli od brzoskwini (tak jak 2/3 ludzkości). Szkoda by było w ogóle czasu na zerkanie do notatek. Lepiej wykorzystać go na wykonanie telefonu do przyjaciółki. I Siostry.  Celem zaproszenia ich na ciasto. Pogaduchy, znaczy się ( przy cieście). Godzinę później smakowity cynamonowy zapach informuje mnie, że pora wyjąć gotowy placek marchewkowy z pieca. I oto wyjmuję. Zaraz, zaraz miał być placek . A nie... platfus... I co teraz?



Czyżbym słyszała dzwonek do drzwi? Nie, to na pewno nie był dzwonek, bo nigdy nie wpadliśmy z Panem B. na pomysł by takowy zainstalować. Uff... A więc to musiał być dźwięk genialnej myśli w mojej głowie. Bo może jeszcze nie wszystko stracone? Mam jeszcze trzy godziny do przyjścia dziewczyn. Może to tylko wygląda jak zakalec? Ostrożnie wyjęłam ciasto z foremki. Przekroiłam na pół, by ocenić rozmiar katastrofy. I niestety katastrofa ukazała mi się w całej swej katastrofalności. To był zakalec

Nie mogłam się z tym pogodzić. Niewierny Tomasz włożył rękę do jezusowego boku, a ja musiałam wbić moje zęby w placek by przekonać się o słuszności mojej tezy. Fakt, było trochę gumiaste, ale w gruncie rzeczy placek z taką ilością marchwi i rodzynek suchy i puszysty nigdy nie będzie. Prawda? Okazało się, że nadgryziony kęs nie tylko w smaku nie jest aż tak tragiczny, ale też wygląda o niebo lepiej, niż taki równo ukrojony. Nadzieja - w przeciwieństwie do ciasta - rosła jak na drożdżach. W głowie zaczęłam knuć plan przechytrzenia zakalca i tych, którzy mieli go zjeść.

I wtedy znowu się stało! Nie, z mojego pieca nie wyszedł kolejny zakalec (chwała Najwyższemu !!!). Znowu zadzwonił dzwonek. Na poły trzeźwa od nadmiaru emocji, nadal miałam świadomość, że to nie ten do drzwi.

- Halo? - odebrałam dzwoniący telefon, strzepując z niego resztki mąki i obierek z marchewki.

Dzwonił Pan B. Jednak byłam na tyle upojona nadmiarem emocji, że zapomniałam, iż tego wieczoru miałam go odebrać z pracy. Ajć. To ci zakalec do kwadratu.

. . .



Sprawy się nieco skomplikowały... Ciasto musiało poczekać na reanimację. Dziewczyny na jego zjedzenie. Ale nic straconego! Przełożyłam spotkanie na późniejszą porę. Przecież to tylko 45 min. drogi!

Nie szczędząc siły w prawej nodze ruszyłam z impetem, tak by być w domu jeszcze szybciej. Jednak jakimś dziwnym trafem po 15 minutach zabawy w pirata drogowego moja nawigacja poczęła wskazywać, że zamiast być bliżej oddalam się od celu. Ciemno zrobiło mi się przed oczyma. I to nie tylko, że zaczął zapadać wzrok. Jak to możliwe ?! Przecież wszystko robiłam według wskazówek GPS! Lamentowałam, jadąc dalej przed siebie.

Jechałabym tak pewnie jeszcze długo. Mój mąż pewnie zamarzłby na śmierć, a zakalec zostawiony w domu porósłby pleśnią, gdyby nie nagły zwrot akcji. Który sama spowodowałam. Zatrzymałam się gdzieś w środku lasu. I zawróciłam

Dwie godziny później siedziałam na kanapie w domu trzymając w ręku piękną różę. Prezent od Pana B. Zrobiło mu się żal, gdy usłyszał mało wzruszającą opowieść o tym jak jego żona na znajomej trasie pomyliła zakręt w lewo z tym w prawo. Eh... Czy aby zasłużony prezent? Siedziałabym tak pewnie jeszcze długo. Gdyby, nie nagły dzwonek. Tym razem znowu nie do drzwi. Ani nie telefonu. Tym razem naprawdę w mojej głowie zabimbała pewna myśl.

Wstałam z kanapy. Wyrzuciłam marchewkowy placek do kosza na śmieci. Odwołałam spotkanie z dziewczynami. Czasem nie warto coś robić za wszelką cenę. Przestać ratować. Brnąć w głąb zakalca. Czasem, gdy coś poszło nie tak, trzeba zawrócić. Przyznać się do błędu. I nie ma w tym nic złego. Nawet jeśli błędy robimy tak, gdzie powinniśmy już dawno być wielkimi specjalistami.

Jak dotychczas moją jedyną bezbłędną specjalizacją jest pakowanie się w tarapaty. I chwała ci życie za to! Inaczej, gdybym była idealna, sama wkrótce zamieniłabym się w paskudny zakalec. Zakałę, znaczy się.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?