sobota, 10 września 2016

O zgubnych skutkach braku urlopu

Wjechanie tyłem auta w bramę (swoją!) to nie najlepszy sposób na spędzenie wrześniowego poranka. W zasadzie samo wjechanie w bramę nie jest tak straszne jak obwieszczenie o tym zajściu innym. Znaczy się - obcemu łatwo się wyspowiadać. Co innego przyznać się rodzinie i znajomym.
Pełen dezaprobaty wzrok, drwiący uśmiech, potrząsani głową, pełne litości westchnięcie. To wszystko też nie jest tak straszne jak jedno pytanie, które usłyszy się po takowym zajściu:

 "Ale jak to wjechałaś w bramę?"


Cóż. Tak po prostu. Nie tak trudno jest tego dokonać. Zasadniczo wystarczy zapalić silnik, włączyć bieg wsteczny. I Być średnio skupionym. Tragedia gotowa.

W sumie jaka tragedia?!

Rozbiłam tylko jedną lampę z boku. Chyba. Nie zdążyłam się przyjrzeć skutkom zajścia, ponieważ się spieszyłam. Gdy w końcu udało mi się ominąć bramę i z niej wyjechać, jak przykładna ciocia  i wyborny kierowca pędziłam przez wieś byleby tylko moja pasażerka zdążyła do przedszkola.

Lekkiego spóźnienia Milenki - mojej 4,5 letniej bratanicy nikt nie zauważył. Chaos, bałagan i rozgardiasz panujący w przedszkolu to zaiste wspaniała rzecz. Co innego w domu.

Jeszcze szybciej, niż wyjechałam ( w końcu!) z bramy, wróciłam do niej. Gdy w końcu pośród porozrzucanych ciuchów, obierek z banana i marchewek, rondla z jajecznicą, załączonej drukarki, kosza z praniem, maty do ćwiczeń i innych mniej zidentyfikowanych obiektów znalazłam Pana B. wiedziałam, że ten poranek to nie będzie bułka z masłem. Wiedziałam, że on już wie. Prawdziwemu facetowi trudno jest zauważyć, że jego kobieta zmieniła kolor włosów. Albo też że kupiła nową sukienkę (chyba, że za jego pieniądze...). Ale, gdy coś złego stanie się z autem mężczyzna wie to nawet, gdy nie jest bezpośrednim świadkiem zajścia.

Nie było większego sensu gadać o pogodzie. Powiedziałam w jednym zdaniu prawdę. Po czym przygotowałam się na najgorsze. Na pytanie:

 "Jak to wjechałaś w bramę"

W związku z tym, że Pan B. ma głowę na karku i wie jak technicznie dochodzi do bliskiego spotkania tyłu samochodu z bramą, wiedziałam, że to pytanie ma głębsze dno. Niestety.





Czy było nim zasugerowanie, że jestem przypadkiem  skrajnie roztrzepanej kobiety, która wyjeżdżając tyłem powinna wcześniej okrywać cały samochód pianką albo styropianem? Lub też wzywać policjanta z lizakiem do wskazywania mi gdzie się kończy a zaczyna przejazd?

Hm. Przecież Pan B. to mój mąż. Chyba nie może aż tak źle myśleć o kobiecie swojego życia. Oby...

Nie pozostało mi nic innego jak uporządkować bałagan w mieszkaniu i głowie. I dokonać głębszej autoanalizy. Z naciskiem na auto, ma się rozumieć.

Rzeczywiście ten poranek nie należał do leniwych. Gdy tylko zawył budzik, uprzejmie prosząc mnie bym wreszcie zwlokła się z łóżka, w tym samym momencie z drugiej połowy łóżka usłyszałam głos  należący do mej drugiej połówki, błagający mnie bym zrobiła śniadanie. Żeby tego było mało zza okna niezbyt słodkim tonem wołała mnie już 4,5 letnia pannica, której spieszno było na spotkanie z koleżankami z przedszkola. No i moje włosy - warczące: "Umyj mnie! Umyj mnie! Albo zgiń...". Ubrana w płaszcz z telefonem przy uchu, jedną ręką robiłam jajecznicę, drugą wyciskałam sok z pomarańczy, trzecią zaś... A, faktycznie człowiek ma tylko dwie ręce... Zatem to musiało się źle skończyć.

Nie żebym chciała kogoś obarczyć odpowiedzialnością za ową niewinną stłuczkę. W gruncie rzeczy, gdy wracam pamięcią do tego mrocznego momentu, uświadamiam sobie, iż to ja siedziałam za kierownicą. Czemu więc utraciłam panowanie nad tą kierownicą? Gdzie były moje ręce? Jedna nerwowo szukała pokrętła od wycieraczek ( nie, nie czekolady!). A druga pewnie na... urlopie. Podobnie jak mózg. Czyli tam, gdzie ich miejsce. Tam, gdzie moje miejsce.

Pewne rzeczy dzieją się nie tak jak powinny tylko dlatego, że zbyt długo funkcjonujemy na zbyt wysokich obrotach. Przypalone gary, wgniecione samochody, potłuczone wazony, zaginione klucze niekoniecznie muszą świadczyć o tym, że ten, któremu się przytrafiają zasługuje na tytuł Nieogara Roku. Raczej na medal.

Ja medalu nie chcę. Tylko urlopu. Inaczej następnym razem to może nie być tylko zbita tylna lampa, ale grubsza sprawa. A ja nie mam pomysłu na odpowiedź na pytanie:

"Jak to wjechałaś całym autem w witrynę sklepu?!"


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?