środa, 6 lipca 2016

Ostatnia kostka czekolady

Wszystko się kiedyś kończy. Słoik masła orzechowego. Stan panieński. Cierpliwość. Oszczędności. Moda na drwalo-seksualnych mężczyzn.Tabliczka czekolady. Pomysły na pisanie bloga...

A teraz odetchnijcie z ulgą. 

Bo to, co napisałam jest tylko kawałkiem prawdy. Dla przykładu - pomysły na pisanie bloga kończą się wtedy, kiedy ktoś je wymyśla. Tymczasem, mój blog, w przeciwieństwie do większości stanowi humorystyczny, czasem sarkastyczny albo dramatyczny opis realnych zdarzeń. Raczę powtórzyć - realnych zdarzeń i stanów emocjonalnych, nie banialuk pociskanych tylko dlatego, że opłaca się o czymś pisać. I to zdarzeń z mojego życia. I o ile to życie trwa, o tyle pomysły na pisanie bloga nie mają prawa się skończyć.

Dlaczego więc przez ostatnie (prawie) pół roku nie pisałam? 

Mogłabym powielić najpopularniejszą wymówkę społeczeństwa XXI - z braku czas. Ale wtedy też dotkliwie gryzłoby mnie sumienie, gdyż to nie prawda. Doba trwa zawsze tyle samo. I gdybym się uparła, znalazłabym czas na pisanie, bo jest ono dla mnie tak naturalne oraz przyjemne jak oddychanie, jedzenie czekolady i przytulanie rudego chomika. Nadto przynosi hajs (przy odrobinie szczęścia, talentu i samozaparcia).





Nie pisałam, bo... nie chciałam pisać

Po raz pierwszy w życiu stwierdziłam, że nie mam najmniejszej ochoty dzielić się tym, co się u mnie dzieje z resztą pospólstwa. Nie dlatego, że było to tajemnicą. Albo rzeczą godną publicznej chłosty. To były normalne dni, powszednie sprawy, zwyczajne chwile. Ale dla mnie bardzo niezwykłe. Zdałam sobie sprawę, że to czas, w którym kończę jedzenie tabliczki czekolady, którą się karmiłam od dobrych kilku lat. Została mi ostatnia kostka czekolady. A z ostatnią kostką czekolady dzielimy się tylko z najukochańszą osobą. 

Celebrowałam ten czas sama ze sobą. Dając skubnąć czasem Panu B. Starszej Siostrze. Psiapsiółom. I nikomu więcej.

I w końcu został mi tylko papierek. Toteż piszę na tej białej kartce, która została. Ale to nie ostatni wpis! Nie martwcie się - nie będę pisać o tym, co było. Konkretnie - nie będę zanudzać szczegółami dotyczącymi mojego ślubu, nocy poślubnej, a także etapów otwierania firmy.

Właśnie zaczął się nowy etap w moim życiu. Tak niezwykły, tak inspirujący, tak świeży, że nieomal słyszę jak każda komórka mojego ciała śpiewa coś pod wąsem. O ile komórki naszego ciała mają wąsa. Bo śpiewać umieją na pewno. To na pewno nie ja, bo ze mnie śpiewak kiepski. Wolę pisać. Już tak. A że właśnie zaczęłam całą nową tabliczkę czekolady, mam o czym pisać! Tyle nowych kostek! Jedna o tym, że mam męża. Druga o tym, że mam firmę. Kolejna o mieszkaniu. Jeszcze inna o...

Chyba nie myśleliście, że wszystko dziś zdradzę. Jeśli jesteście łakomi tego, co teraz jem, jak smakuje robienie tego z mężem oraz dlaczego warto oglądać horrory bez pałaszowania popcornu, czy wolno kłócić się z teściami o murzynka (ciasto, nie rasę ludzką) w pierwszym miesiącu wspólnego mieszkania, do czego służy kot i jak nie oszczędzać pieniędzy, zachęcam do czytania mojego bloga. Obiecuję, będzie o tym, co zawsze. I wyłącznie same bzdury! W końcu życie jest samo w sobie zbyt poważne, by o nim jeszcze poważnie pisać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?