środa, 10 lutego 2016

Rysopis psychopatycznej narzeczonej



Czy wiedzieliście, że istnieje kilka rodzajów bezy? Na przykład, włoska albo francuska. Nie pytajcie mnie czym się różnią. Natenczas w znacznie bardziej zaawansowanym stopniu znam się na tych bezach weselnych. Znaczy, sukniach ślubnych. Tych - niestety - jest jeszcze więcej… Krótkie i długie. Z tiulu i atłasu. Z dekoltem z tyłu lub z przodu. Cóż, ile panien młodych tyle modeli sukien.



Generalnie jednak możemy wszystkie podzielić na kilka kategorii. Zarówno suknie, jak i panny młode. Są panie… znaczy, panny perfekcyjne, luzaczki, romantyczki, normalne, buntowniczki, histeryczki i ich nieco gorsze wydanie - psychopatki.

Jeśli jesteście jeszcze przed wielką białą bibą, dalej zwaną weselem, polecam wam sprawdzić do jakiej kategorii się zaliczacie. Może się okazać, że w gorączce przygotowań, prócz Pana Młodego, będziecie potrzebować też waleriany, zastępu strażaków albo pluszowego misia. Na szczęście, nie musicie fatygować się wypełnianiem nudnych ankiet. Wystarczy, że doczytacie ten wpis do końca.

Te, które w tym momencie zamknęły komputer i poszły napić się piwa, to z całą pewnością buntowniczki. Te, które zamknęły komputer i zalały się łzami, bo z pewnością i tak wyjdzie, że są histeryczkami, to z całą (ale to z całą!) pewnością histeryczki. Te, które czytają to zdanie należą do pozostałych kategorii. Możecie odetchnąć z ulgą. Zaraz, zaraz… A co z psychopatką? Spokojnie, trzeba się nieźle postarać, by zostać włożonym do tej sympatycznej szufladki.





Typowa psychopatyczna panna młoda nigdy by nie dotarła do tego akapitu. Dlaczego? A no dlatego, że prawdopodobnie już przy drugim jej laptop przestał by działać. A to dlatego, że nim rzuciła. Następnie rzuciłaby się z pięściami na swojego narzeczonego, który (po raz drugi w tym tygodniu!) delikatnie zwrócił jej uwagę na podłe jej zachowanie wobec tak drogocennego przedmiotu. Obezwładniona, stwierdziłaby, że jednak lepiej rzucać się na pudełko czekoladek. Trzasnąwszy drzwiami, ruszyłaby kląc siarczyście pod nosem, gryząc wszystkich dookoła i odgrażając się, że do dnia wesele jej stopa nie przekroczy progu swego łóżka.

Hm… Coś mi to przypomina. Albo raczej kogoś.






Kurczę pieczone spalone na ruszcie… Chyba zaczynam się palić ze wstydu. Przecież to wypisz wymaluj opis tego, co ja sama wyprawiałam w zeszły poniedziałek! A miało być tak kolorowo… Przecież miałam być entuzjastyczną panną młodą, której największym życiowym dylematem jest to czy weselny tort ma być podwójnie czy potrójnie czekoladowy. Tymczasem tamtego dnia kłębiły się we mnie same czarne myśli. Bo nie było w nich miejsca na białą sukienkę.

Bo kiedy niby miałabym się przejmować sukienką?! Przecież jest tyle innych zadań do wykonania. Zanim stanę się żoną, już jestem kucharką. Dziennikarką. Bizneswoman. Nianią. Pielęgniarką. Sprzątaczką. Psychoterapeutką przyjaciółek o złamanym sercu. I - w efekcie -psycho... patką.




Cóż... Jak widać transformacja z normalnej narzeczonej w potwora rodem z japońskich filmów grozy jest szybka i łatwa jak rozprawienie się z opakowaniem Ptasiego Mleczka. I nie jest to moje usprawiedliwienie, lecz raczej ostrzeżenie! 
Nigdy, prze nigdy nie organizujcie ślubu w pół roku, w tym samym czasie otwierając firmę i szukając mieszkania, a także robiąc przy tym tysiące innych rzeczy, o których moi czytelnicy raczą nie wiedzieć. 

Generalnie, by pozostać normalną narzeczoną, należy przez pół roku siedzieć i nic nie robić. Ewentualnie parzyć zieloną herbatę, przeglądać ślubne profile na Instagramie, jedną ręką głaszcząc pręgowanego kocura. Drugą wachlując się, by nie spocić się od nadmiaru emocji.

Na miłość do czekolady, to by był dopiero horror!!!

Prawda ma zawsze słodko-gorzki smak. A brzmi mniej więcej tak: normalna narzeczona czasem bywa smutna, czasem romantyczna, niekiedy się buntuje, innym razem śmieje do upadłego, a czasem - kiedy ma naprawdę wszystkiego dość - wykazuje skłonności psychopatyczne. Jeśli nie kończy się to obrabowaniem lokalnego sklepu, pobiciem wąsatego sąsiada, zjedzeniem 5 zestawów fast foodu tudzież innym głupstwem, należy uszanować jej prawo do bycia na skraju wytrzymałości. I ucałować.

Po (około) dziesiątym całusie skłonności przechodzą jak ręką odjął. Jeśli całus był z języczkiem, mogą przejść szybciej. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?