środa, 23 grudnia 2015

Goniąca Panna Młoda

Przyznam szczerze - miałam w tym roku nie mały problem z napisaniem listu do św. Mikołaja. I ten sam pojawił się, gdy przyszło mi stworzyć moją listę prezentów pod choinkę. Czyżbym zapomniała jak się trzyma długopis w ręku? Nie znała adresu Świętego? Była niegrzeczna i liczyła jedynie na krzywą rózgę? Cóż... Nic z tych rzeczy. Sedno leży w tym, że nie bardzo wiedziałam, co napisać, bo wszystko o czym zawsze bardzo marzyłam już się spełniłoRety! I co teraz?!



Na szczęście samo życie zatroszczyło się o to, by mi przypomnieć, że zawsze znajdzie się coś czego jeszcze nie mam. I nie mam tu nawet na myśli jednej z tych odlotowych czerwonych sukienek, w których wyglądałabym zgrabnie jak wisienka na torcie. Ani długich nóg, w których owa sukienka wyglądałaby jeszcze lepiej na mnie. Ani też fabryki czekolady... Tym czego wciąż mi notorycznie brakuje jest czas.

Komu dziś go nie brakuje? Może tylko niemowlakom, emerytom oraz chomikom. Mi ten czas kurczy się wprost proporcjonalnie do długości mojego życia. Zupełnie tak, jakbym w pewnym momencie przypadkowo nacisnęłam jakiś trefny guzik, po którym rozpoczęłam regularną gonitwę,w której wygraną jest wyrobienie się ze wszystkim na czas. Nic dziwnego, że gdy Pan B. zaproponował, by nasz ślub zorganizować już w marcu, rozdziawiłam usta niczym karp. I... podjęłam wyzwanie. Być może to objaw zuchwalstwa. Lub naiwności. Szkoda mi jednak czasu na czcze myślenie. 

Jedne panny młode uciekają sprzed ołtarza, ja zaczęłam wyścig w jego kierunku. Dosłownie. Z marszu zarezerwowaliśmy termin w kościele i salę. A chwilę później orkiestrę. W przerwach między pracą, domem, a snem, innymi słowy codziennym zapieprzem, wybrałam się do 1 (słownie: j e d n e g o) Salonu Bez i Kremówek Sukien Ślubnych. I zamówiłam suknię. Jeszcze tylko butów brak... Może powinnam zamówić takie do biegania? W końcu to nadal nawet nie połowa maratonu weselnych przygotowań... Trzeba kupić napoje wyskokowe, rozdać zaproszenia, zamówić tort, przygotować prezenty dla rodziców... Zaraz, zaraz czy ktoś powiedział prezenty?






Czy to aby nie one powinny znaleźć się pod choinką? Tylko gdzie jest choinka?! Oblana zimny potem, jedną ręką sięgającą po czekoladę z kawałkami pomarańczy, drugą musiałam się uszczypnąć w policzek, by uwierzyć, że to naprawdę już połowa grudnia! Z niemałym (by nie powiedzieć cholernie ogromnym) przerażeniem zrozumiałam, że będę musiała biec jeszcze szybciej. Albo wytrzasnąć skądś maszynkę do wydłużania doby. Albo... z czegoś zrezygnować. Ze snu? Jedzenia? Seriali? Śpię i tak krótko, jeść muszę, telewizji nie oglądam... A więc może powinniśmy się przez jakiś czas nie spotykać z Panem B.? Czymże jest te kilka miesięcy wobec całego wspólnego życia? Przecież buziaki można posyłać sobie w smsach, opowiadać o swoim dniu przez skypa, a czułości wymieniać na Facebooku. Prawda? Prawda?!?! Moje myśli biegły szybko jak jak moje nogi... 

I wtedy ktoś podłożył mi pod te nogi kłodę. A właściwie Panu B. Z dnia na dzień trafił w bardzo kiepskim stanie do szpitala. A ja wraz z nim - jako nieodłączny element wystroju wnętrza jego szpitalnego pokoju, którego stanowiłam prawdopodobnie jedyny ludzki akcent. Nagle przestało być ważne, który jest dzień. Co muszę zrobić. A nawet czy mam na sobie dwie niedopasowane skarpetki.  Nagle czas stanął w miejscu. A może to my przestaliśmy wrzeszczcie przestaliśmy się z nim ścigać? 

Goniąca Panna Młoda zrezygnowała natenczas ze wszystkiego, co było choćby średnio ważne. Innymi słowy, ze wszystkiego - dosłownie. I zajęła się tym, co najistotniejsze. Panem B. I nagle, gdy przestała tak biec i biec jak dziki zwierz na sawannie, zobaczyła, że to czego jej najbardziej brakowało i to o czym najmocniej marzyła, ma na wyciągnięcie ręki. Czas. O mały włos, a przez ten śmieszny maraton przeoczyła by to, co najistotniejsze w przygotowaniu do ślubu. I świąt. Obecność i bliskość. Teraz przestała marzyć o innych prezentach. Zaczęła pragnąć cudu - Pana B. nie w szpitalnym, lecz jej łóżku. A skoro Święta tuż tuż, może zdarzy się i ten?   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?