sobota, 17 października 2015

Jak rozpoznać, że ten to TEN

Jeśli życie jest jak pudełko czekoladek, to z całą pewnością tymi czekoladkami są mężczyźni. Nie sposób nie spróbować choćby kilku... I warto. Tym bardziej, że spośród tego słodkiego zestawu w pewnym momencie trzeba wybrać tą jedną czekoladkę, którą będzie się już jadło do końca życia.

Brzmi jak coś odpowiedzialnego. 

Owszem - dobór życiowego partnera to nie kupno kolejnej pary szpilek. Partnera życiowego raczej nie powinno się używać jako dodatku do sukienki. Ani wychodzić razem tylko wieczorami. Ani też wyrzucać, gdy się znudzimy. Dlatego nim podejmie się najwłaściwszą decyzję z właściwych, należy się upewnić, że ten to Ten. Pan Właściwy. Pan Mąż. Pan ... B.?


Bardzo prawdopodobne. 

Tylko... Skąd wytrzasnąć tego pokroju pewność? Jak to sprawdzić?

Cóż, dla wszystkich tych, którzy w tym momencie załamują ręce, lamentują lub popadają w panikę mam dobrą wiadomość - istnieje na to wiele sprawdzonych sposobów! Co więcej, większość z nich można wykonać w domowych warunkach przy niewielkim nakładzie finansowym. I przy pomocy  jednej ręki

Otóż, jeśli mniej więcej po roku w zasięgu naszej ręki ten sam facet nadal jest obecny, a my tą ręką zamiast wymierzyć mu policzek lubimy zrobić mu dobrze (czyt. ugotować obiad, podrapać po plecach itp.) to niezawodny znak, że facet ewidentnie pretenduje do miana Pana Właściwego. Jeśli dodatkowo na tej ręce znajdziemy coś na kształt pierścionka, możemy umościć się wygodnie w fotelu z kubkiem gorącej czekolady, bananem na twarzy i miodem na sercu - bo o to znalazłyśmy właściwą połówkę. 






A co, jeśli po roku nie mamy nawet połowy z tego, co nadmieniłam? 

Dokładnie w dniu naszej rocznicy, Pan B. przebywał setki kilometrów z dala ode mnie. A jedyne, co było na mojej ręce to płynna czekolada. Cóż, jakoś musiałam zapełnić tą pustkę... I osłodzić sobie smutek... 

Nie lepiej od razu pójść na miasto uzbrojoną w siatkę na facetów, by poszukać takiego, który dotrzymałby mi tego wieczoru towarzystwa?

Cóż... Być może tego dnia miałam na twarzy podkowę zamiast rogala, brakowało mi Pana B. i pierścionka, ale miałam pod dostatkiem jednego. I tym razem nie chodzi o czekoladę. Gdzieś za smugą rozmazanego tuszu do rzęs, fali żalu i smutku, miałam  rogala nie na ustach, ale w sercu. Innymi słowy - niewzruszoną pewność, że ten to Ten.  

Nie dlatego, że jako jedyny facet upiekł dla mnie ciasto. Napisał list ( i to nie elektroniczny!). Zawsze ma ochotę na chińskie jedzenie. Nie chrapie. Wozi mnie luksusową furą. I ma pieprzyk na nosie. 

Nie dlatego, że znajomi stwierdzili, iż do siebie pasujemy. Nasze wspólne zdjęcie na Instagramie zgarnęło rekordową ilość polubień. A moi rodzice już traktują go jak członka rodziny.

Prawdziwa pewność, że ten to Ten nie jest wprost proporcjonalna do ilości otrzymanych bibelotów, choćby i osadzanych złotem lub diamentami. I nie jest zależna od aprobaty innych, choćby były nimi najwyższa instancja, czyli przyjaciółki. Nie zmniejsza się, mimo zwiększenia się ilości czasu spędzonego bez siebie. Nie burzy się, gdy nami buzują emocje. I powinna pojawić się nieco wcześniej, niż pierścionek na palcu lewej ręki. A może prawej? Phi. Nie wiem... 

Wiem tylko jedno - ważniejsze od tego czy facet chce mnie jest to czy ja chcę tego mężczyznę. 

Czy chcę?

Paradoksalnie, właśnie dzięki temu, że spędziłam naszą rocznicę sama - bez bałamucenia kwiatami, czekoladkami, winem i nagim torsem - utwierdziłam się we właściwej decyzji.

Chcę. Bo tak

Doprawdy, wobec argumentacji za wyborem życiowego partnera, żadna inna odpowiedź nie wydaje się słuszniejsza i bardziej logiczna, niż ta powżysza. Jeśli tylko jest zgodna z naszą najgłębszą kobiecą intuicją. Nie myślami. Nie przypuszczeniami. Nawet nie uczuciami. I ta pewność wypływająca ze mnie to chyba najlepszy prezent jaki mogłam dostać po roku znajomości z Panem B. 

Druga część prezentu - wspólny wypad do Paryża - z całą pewnością też brzmi apetycznie i okaże się przydatnym elementem naszego związku. W końcu rogal na twarzy to jedno, a francuski rogalik z czekoladą to drugie. A ja nadal mam apetyt na wiele. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?