wtorek, 28 lipca 2015

Lody o smaku pizzy, czyli wakacje all inclusive

Czy można w tym samym momencie mieć loda i zjeść loda? 

W biurze podróży twierdzą, że tak. Można mieć wszystko! I to w ciągu jednego tygodnia! Jedni nazwali by to cudem, pracownicy tychże biur określają to po prostu mianem wakacji "all inclusive". Apetyczne widoki, piach pod stopami, morze pod nosem i jedzenia po dziurki w nosie. Do tego przejażdżka na wielbłądzie i taniec brzucha zamiast bajki na dobranoc. Można mieć to  i dużo, dużo więcej. 

Za odpowiednią cenę

Co znaczy odpowiednia? Cóż, przyjmijmy, że moje oczy i ciśnienie zwiększyły się odpowiednio bardzo, gdy się z nią zapoznałam. 

Ale... przecież to wakacje! Raz się żyje! Carpe diem! Niby czemu zawsze mam odmawiać sobie luksusów? Tym bardziej, że ulotka wygląda tak kusząco...Równie kusząco jak mrożona czekolada z dużą ilością bitej śmietany i kolorową posypką. 

Tamtego upalnego dnia nie sposób było zobaczyć ją Instagramie i przejść obojętnie. Nim nadeszła pora podwieczorku, ja dostarczyłam sobie ekstatycznych doznań przy spijaniu kremowej konsystencji orzeźwiającego i słodkiego napoju. Nasyciłam nie tylko zmysły, ale i żołądek. Z pogardą zerknęłam więc na czekający na mnie obiad. Przecież to szaleństwo by w takim upale jeść usmażonego omleta! Zamiast tego wolę iść sama posmażyć się na słońcu i zdrowo podjeść sobie czereśni.

Niestety w pełnym słońcu  czasem trudno cokolwiek zobaczyć. Pewnie dlatego nie zauważyłam, kiedy nagle znikł cały kilogram owych czereśni... 

Chociaż po takiej ilości owoców mój brzuch był naprawdę pełny, do pełni szczęścia jeszcze czegoś brakowało. Na przykład, lodów czekoladowych.

Taki wybór okazał się nie tylko zachcianką, ale wręcz koniecznością. Po południu temperatura poszła w górę. Najpierw dlatego, że z nieba znikły wszystkie chmury. Po wtóre dlatego, że na horyzoncie pojawił się Pan B. Punktem szczytowym był moment, w którym po wspólnym odwiedzeniu kilku biur podróży, zrozumiałam, że wszystkie czynione od miesięcy wizualizacje pozostaną jedynie wizualizacjami. Cóż, dziennikarstwo daje dużo swobody i satysfakcji, ale nie pieniędzy...

Nie wybrawszy żadnych wakacji, wybrałam się wreszcie na owe lody. Tu wybór nie był wcale łatwiejszy... Zdecydowałam, że w końcu, iż moje emocje najlepiej ostudzą te o smaku arbuzowym. 





Po ich raptownym zlizaniu, nadal czułam niedosyt. Skoro nie mogłam mieć wszystkiego w przypadku wakacji, przynajmniej pozwolę sobie na wszystko do jedzenia! Oryginalna włoska pizza kosztuje znacznie mniej, niż wakacje all inclusive we Włoszech, a sprawia, że czujemy się jak młody bóg po odwiedzeniu Panteonu. 

W związku z tym, że fundatorem oryginalnej włoskiej pizzy był Pan B. (który nie lubi, gdy jego dziewczyna chodzi z miną, pt. "Niech mi ktoś kupi obrzydliwie słodkie ciastko, bo zaraz będę gryźć/płakać/kopać"), pozwoliłam sobie zamówić jeszcze oryginalne włoskie tiramaisu. Mało tego, całość ostentacyjnie zalałam karafką czerwonego wina.

A rzecz działa się bardzo późnym wieczorem... 

Natenczas wszystkim czego chciałam było nic nie robienie. Łóżko wydawało mi się bardziej łakomym kąskiem, niźli hamak zawieszony między jedną palmą kokosową a drugą. Poszłam więc spać. Na krótko...

Nim zdążyły mi się przyśnić wakacje all inclusive tanie i syte jak porcja frytek na dworcu kolejowym, poczułam coś w ciele. A odgrażam się, że tamtej nocy nie spałam z Panem B. Gdzieś między przełykiem, żołądkiem, a jelitami działo się coś niepokojącego. Ból? Kłucie? Zgaga? Uczucie ciężkości? Wszystko! A nawet więcej... Nie chcecie wiedzieć jak wyglądała reszta tej nocy. W każdym bądź razie, przez resztę życia będę pamiętać, że można mieć wszystko na raz, ale za odpowiednią cenę... W tym wypadku cena była zbyt wysoka - była nią kondycja mojego układu pokarmowego. Już (chyba...) nigdy nie zjem naraz tylu smakołyków. Boleśnie przekonałam się, że czasem wszystko znaczy nic. A lepiej często znaczy mniej

Mniej więcej nad ranem zasnęłam. Ale wcale nie było mi lepiej. Dopiero po południu poczułam ulgę, gdy wpadł do mnie Pan B. Przyniósł krople żołądkowe. I zapewnił, że nie muszę przejmować się kosztami wakacji, bo on chętnie je przygarnie.

Do teraz nie wiem, czy natychmiastowa poprawa stanu mojego zdrowia była efektem ziołowego medykamentu czy raczej słów Pana B. Lub też jego pocałunku. A może wszystkiego naraz? 

Jedno jest pewne w tamtym momencie naprawdę miałam wszystko czego pragnęłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?