wtorek, 3 lutego 2015

To nie jest kolejny produkt bezglutenowy

Jestem niemodna
Jem gluten. Codziennie. W zastraszającyh dietetyków ilościach. Chrupiąca bułeczka z masłem. Sypana szarlotka na ciepło. Tłuste pączusie z różą. Paluszki z sezamem. Powinnam się wstydzić. I rzeczywiście, z lubością spuściłabym wzrok, oblała się rumieńcem i wcisnęła resztki rogalika z Nutellą do kieszeni, gdyby nie jeden zasadniczy problem. Niemodnie jest nie tylko wcinać gluten, ale też niemodnie jest się wstydzić... Słowo wstyd, podobnie jak gluten, już dawno odeszło do lamusa. Konkretnie, trafiło na wysypisko wyrazów nieużywanych, a nawet szkodliwych. Cóż, być może po glutenie faktycznie niektórzy produkują potworne bąki... Nie mniej to raczej od braku, nie nadmiaru wstydu robi się naprawdę mało apetycznie.

Łypnijmy szybko okiem. Albo raczej wyniuchajmy jak jest.

W programie rządzonym ostrym językiem Pani Gessler ludzie chełpią się brudem zalegającym w lodówce, piecu i garnku. W rozmowach prowadzonych miękkim głosem Pani Drzyzgi ludzie chwalą się brudem zalegającym w nich samych. To i tak lekki puszek kurzu w porównaniu z tym z jaki syfem obnosi się na Instagramie Panna Cyrus, tudzież jej kolega po fachu, Pan (?!) Bieber... Wszyscy bezwstydnie obnażają to, co raczej powinno zostać ukryte. No, przynajmniej na poły zasłonięte woalką.

A ja im wtóruję. 

Dobra. Nie do końca. Owszem, też lubię bluzki z dekoltem. Nie obnoszę się jednak z nim wszędzie, gdzie tylko się pojawiam. Nie frapuje mnie, o czym śpiewa Bieber, a tym bardziej, co ma między nogami. Mam na głowie znacznie większe (haha) problemy. Dla przykładu, jak napisać tekst o robieniu loda tak, by nie był niesmaczny. Owszem, łamanie tabu jest ważne. I potrzebne. Zbyt długo ludzkość, zwłaszcza ta piękniejsza jej część, wstydziła się mówienia o pewnych sprawach. I cierpiała nigdy nie odkrywajac, co to takiego jest ten sławetny orgazm. Czy jednak publiczne wkładanie ręki do majtek albo w ogóle ich publiczne ściąganie nie jest jak ściąganie filmów z internetu? Pal licho, że nielegalne... Ale jest drogą na skróty. Jak wiele dróg na skróty pociąga. I wciąga w nadprogramowe tarapaty... 

W niemałych tarapatach są ci, którzy dla mody tudzież szczupłej sylwetki zrezygnowali nie tylko z majtek, ale i glutenu. Drżą za każdym razem, gdy przechodzą obok bezwstydnie pachnącej chlebem piekarni i godzinami studiują etykiety, lampiąc się na półki z łakociami w supermarkecie. A gdyby tak jednak skusić się na jeden gryz bagietki? Nie! To był by dopiero wstyd!

Żyjemy w nader osobliwych czasach. W dobie zupełnej aprobaty dla prawdziwie bezeceńskich praktyk, wstydzimy się rzeczy zwykłych i prostych. Jedzenia chleba. Płakania. Bycia z sobą dłużej, niż tylko na jedną noc. Proszenia o pomoc. Zrobić coś takiego, to dopiero być skandalistą! Cóż, jako że nadszedł czas konkursu na Blog Roku, nadarza się ku temu okazja! 






Tak, ta rolada ma gluten. I milion kalorii. A ja mam tupet by Was poprosić o wsparcie! 

Gdy zaczęłam pisać bloga, przez pierwszy rok jego prowadzenia odnotowałam aż kilka wejść na niego. (Chyba) nie dlatego, że był beznadziejny. Po prostu nikt o jego istnieniu nie wiedział. Chowałam go przed światem, bo się wstydziłam. W związku z tym, że jem sporo czekolady, szybko przyszłam po rozum do głowy i stwierdziłam, że to zupełny absurd pisać bloga tylko dla samej siebie. Skoro bez wstydu piszę na włochate tematy, wstydu powinnam również nie mieć w mówieniu o samym blogu. Nie jest taki zły. W końcu jest częścią mnie! Dziś zatem głośno i wyraźnie mówię: nie wstydźcie się zagłosować na mojego bloga. Nie tuczy! Ba, nawet glutenu nie ma... 





Dziękuję.
Jak wygram będzie bezwstydnie intensywna impreza!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?