piątek, 14 listopada 2014

Przymrużone oko, rozchylone usta...

Ale tylko na chwilę. Następnie należy je zagryźć. Niespiesznie. Dobrze, jeśli ich właścicielka pamiętała, by umalowane były na kolor dojrzałej wiśni. Jeszcze lepiej, by pamiętała, by ich nie rozchylać zbyt często i za bardzo. Może przypadkiem wpaść do nich mucha. Albo wypaść  liść rukoli. Lub, co gorsza, kilka niepotrzebnych słów... Tymczasem kobieta powinna być tajemnicza




W żadnym wypadku na pierwszym spotkaniu nie zdradzać ile ma lat. A już nigdy ile waży. Co najwyżej, nieumyślnie, ujawnić jaki nosi rozmiar biustonosza, jeśli trafi na takiego, który zna się na sprawnej obsłudze tej skomplikowanej części garderoby. Prawdziwie tajemniczej kobiecie nie zaszkodzi, gdy odsłoni też pozostałe krużganki świątyni swego ciała. Tajemnicza nie znaczy bowiem święta. Świetna powinna być w zasłanianiu wszystkiego, co mogłoby ją sprowadzić do roli pospolitej poszukiwaczki odpowiedniego faceta. To on szuka ją. A ona mu ucieka. Nie jak Harrison Ford w "Ściganym". Raczej jak czarna zwinna kocica, której nikt nigdy nie przyłapie na tym jak dławi się kłaczkami. Czasem miauknie. Innym razem pomruczy. Połasi się na ciepłych cudzych udach, dbając o to, by te uda nigdy nie stały się jej bliższe. Może być spokojna. Tak zaawansowany poziom bycia tajemniczym gwarantuje jej dozgonną adorację mężczyzn. Mężczyzn?

Raczej myśliwych. Wiecznych tropicieli, którzy uganianiem się za zwierzyną zastępują sobie łyk porannej mocnej kawy. Albo agentów FBI zaopatrzonych w szary prochowiec i teczkę z aktami z Archiwum X

Czy odkryją również jaką tajemnicę kryje ta kobieta? Może nocami porasta zielonym futrem i wyje do pierwszej gwiazdki? Albo jest córką szanghajskiego gangstera? Cóż, obie wersje byłyby luksusem. Podobnie jak każdy inny pomysł. Prawda jest pospolita i nudna jak obiad ze szkolnej stołówki... Albo jak owa tajemnicza kobieta. Zdziwieni? 


Cóż, rozchylone niemo usta to nie koniecznie wyraz oczekiwania na włożenie do nich cudzego języka. Niestety, bywa i tak, że są wyrazem braku słów. Może się okazać, że kobieta tajemnicza nie ma do zaoferowania nic poza tą tajemniczością.  Albo mogłoby przypadkiem wyjść na jaw, że jej słowa pochodzą z zupełnie innego słownika, niż tego, który używa jej potencjalny absztyfikant. Zdaje się, że w takim wypadku lepiej nie liczyć na szczęśliwy przypadek...  Zdaje się, że czasem lepiej jest grać w otwarte karty, niż budować cienkie jak tani papier toaletowy relacje. 

Lubię tajemnice. Gdybym miała ogon, machałabym nim jak oszalała przy oglądaniu każdego starego odcinka serialu o Foksie Mulderze. Z tego samego tytułu posiadam też całą kolekcję książek Stephena Kinga. I marzyłam niegdyś, by zmienić nazwisko na Christie, najlepiej od razu wraz z imieniem na Agatha. Lubię tajemnice, ale tylko między mną a bohaterem filmu. Lub książki. Między dwojgiem realnych osób tajemniczość jednak powinna być jak tania szminka - stosowana raz na jakiś czas i szybko się zmywać. W przeciwnym wypadku Owszem, wszelkie niedopowiedzenia może i budują kipiące seksem napięcie, ale związek już nie bardzo... Czy to oznacza, że związek z swej natury jest nudny, a krew ludzi go budujących pozbawiona adrenaliny, niczym twarz Victorii Beckham uśmiechu? Owszem, jeśli tych dwoje zwyczajnie są nudziarzami. W przeciwnym wypadku, można mieć tajemnice nie między sobą, ale wspólnie. Robić coś po kryjomu, po ciemku, po cichu... Tak by nikt nigdy się o tym nie dowiedział... Zwłaszcza wścibscy czytelnicy Bloga Czekolady. Albo umawiać się na randki nie do kina, nie do łóżka, lecz w bardzo tajemnicze miejsce. Jeśli tylko to miejsce będzie miało szansę powstać. Dzięki mnie. Tobie. I innym wielbicieciolm tajemnic. Zamiast więc robić kocie oko, tudzież uganiać się za dzikimi kotami, weź się przebierz w dres i podaj cegłę -> KLIK


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?