środa, 19 listopada 2014

Palce lizać! I nie tylko...

Jako typowa, by nie powiedzieć pospolita kobieta uwielbiam szpilki, czekoladki, puchate króliczki oraz grę wstępną. Danie główne bez przystawki zjem ze smakiem, pozostałych aktów konsumpcji nie przełknę bez rozgrzewki. Grymaszenie? Raczej nieszkodliwy wyraz słabości do eksperymentowania. Być może chcę nadrobić wszystkie stracone lekcje fizyki i chemii, na których przysypiałam. Dziś podczas tych eksperymentów raczej następują gwałtowne wytryski chemii związkowej. Do czasu... Co jeśli to, co ma być urozmaiceniem samo stanie się nudne

Jako tradycyjna, by nie powiedzieć staroświecka kobieta zawsze byłam twierdzenia, iż lepsze od wymianu modelu na nowy jest naprawa tego starego. W tym wypadku stare, a nawet przestarzałe może okazać sie nasze podejście do tematu gry wstępnej. Choć to czynność tylko dla dorosłych, trzeba mieć podejście świeże jak dziecko przystępujące po raz pierwszy do zjedzenia zupy. Lub jak Neo. Łyżka nie istnieje. Zupę można wysiorbać. Ustami. Lub słomką. Potraktować widelcem. Czemu nie i nożem. Albo po prostu palcami

Ach, te palce... Jeśli ktoś ma więcej wyobraźni, niż zahamowań, może z nimi wiele zdziałać, wkładając w co przyjemniejsze struktury. Nie tylko do zupy. Można wkładać tylko jeden albo kilka na raz. Szybko i powoli. A na koniec całej zabawy mało kulturalnie posprzątać po niej, czyli te palce oblizać

Albo schrupać


http://kochamylakocie.pl/


Choć uwielbiam zaprzęgać mój język do pracy, zwłaszcza gdy trzeba opróżnić resztki w pudełku z lodami lub też wysprzątać talerz po torcie szwarcwaldzkim, moim zdecydowanym faworytem wśród czynności konsumcyjnych jest właśnie chrupanie. Nic dziwnego więc, że w mojej kuchennej szafce, prócz wszelkiej maści słodyczy czekoladowych jest zawsze miejsce na prażoną kukurydzę, paluszki, krakersy i orzeszki. Stanowią one doskonały przerwynik między jednym a drugim posiłkiem, sposób na zabicie nudy, ukojenie nerwów podczas, gdy facet nie odpowiada na smsa, a nade wszystko wstęp do dania głównego! 

Za sprawą tej nieco przydługiej i podstępnej gry wstępnej, dochodzę do sedna, czyli przedstawienia Wam produktu nieomal idealnego, który zaspokaja wszystko, co wyżej wymienione. A najbardziej miłość do łakoci.

http://kochamylakocie.pl/



Jakiś genialny twórca (a nie byłam to ja...) połączył czekoladę i paluszki. Słone i słodkie. Lizanie i chrupanie. W paczce beskidzkich znalazłam więc wszystko, czego oczekuję, czekając na obiad, lepszą Polskę lub faceta. A nawet więcej... Prawdę życiową! Dacie wiarę?! Po łapczywym rozerwaniu  palcami opakowania łakoci i dobraniu się do nich, natrafiłam na ciekawy okaz paluszków. Dwa złączone w nieomal miłosnym uścisku. Zlepione czekoladą... Czekolada łączy jednak nie tylko paluszki, ale i ludzi. Całe szczęście, prócz naprędce opróżnionej paczki, miałam jeszcze kilka w zanadrzu. W sam raz by poczęstować nią znajomych, ludzi czekających na przystanku autobusowym lub też... palcami włożyć paluszek do ust absztyfikanta. Tak, to będzie bardzo ciekawy element zacieśniania znajomości... Swoistego rodzaju gra wstępna. Na wstępie trzeba upewnić się tylko czy absztyfikant lubi tego typu atrakcje. Jeśli uzna, że tylko on ma prawo wkładać swoje palce w nas, my w niego paluszki już nie, powinien wiedzieć, że raczej nici z schrupania kobiety. Jego palce nie będą błądzić po gładkich udach. Zasadniczo zobaczy on tylko jeden nagi fragment ciała - palec wskazujący (przy braku kultury lub nerwów, również środkowy...). Na drzwi wyjściowe. Bez względu czy wobec powyższego poleją się słone łzy i będzie to gorzki koniec znajomości, możemy być pewni, że jest na to lekarstwo w postaci słodkiej belgijskiej czekolady. W końcu, co kilka paluszków do schrupania, to nie jedno ciacho... 


Wpis jest efektem niezwykle satysfakcjonującej i smacznej współpracy z marką Beskidzkie w ramach akcji "Kochamy łakocie". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?