środa, 5 listopada 2014

Jak wytresować jaka?

Przyznam się bez bicia - nie mam najmniejszego pojęcia!
Hodowałam już chomiki, rybki, żółwia, a nawet lenia, ale z stworem tego pokroju nie mialam do czynienia. I bez tego wiem, że jego obsługa jest zapewne równie trudna jak obsługa monocyklu. Albo nauczenie mężczyzny robienia kłosa. Lub też zmiana życia w cztery (!) dni...

Hm. Ale jeśli udało mi się to ostatnie, to chyba wszystkie pozostałe punkty również jestem w stanie odhaczyć. Jak mi się to, u licha, udało?! 



Cóż, ze zmianą życia jest trochę tak jak z robieniem pralinek. Całowaniem. I hodowaniem jaka. Teoria jest bardziej skomplikowana, niż praktyka. Można wiele na ten temat czytać. O tym rozmyślać. Snuć plany. I szkicować wykresy. Dopiero jednak rzeczywiste działanie przynosi upragniony skutek... Sęk w tym, że okazuje się wtedy, że wszelkie wcześniejsze przygotowania intelektualne były niepotrzebne... Ba, wiedza nabyta wręcz przeszkadza... Tu liczy się indywidualne podejście. Zarówno całowanie, oswajanie dzikiego stwora, jak też zmiana swej egzystencji to tak delikatna materia, iż trzeba absolutnie wyzbyć się nabytych wzorców, celem dostrojenia się do nowej rzeczywistości. 



Aga Urbanek Ilustracje


Dość jednak tego czczego gadania. Nie podobna narzekać na suchą teorię, samemu ją uprawiając. Pora zdradzić, jak ja uporałam się z zmianą toru swojego życia. Cóż... Historia, którą mam zamiar przedstawić, brzmi jak podkolorowana wersja anegdotki o kobiecie, która wychodząc bez make-upu do sklepu po pasztetową, spotyka miłość swojego życia. 

Zacznijmy jednak od tego, że ja miałam na sobie makijaż. Bo umówiłam się na randkę.  I to by było na tyle, jeśli chodzi o zgodność z schematem mojego postępowania. Wszystko, co zaraz nastąpi, przekreśla całkowicie znaną mi siebie. Do tego stopnia, że po owych czterech dniach musiałam wykonać telefon do przyjaciela (a nie był on psychiatrą), by upewnił mnie, że ja to jeszcze ja. Oto, co zaszło: umówiłam się z facetem dużo młodszym od siebie. Nadto z blondynem. I to niezbyt wysokim. Na domiar złego, bratem przyjaciółki. Potem było już tylko dziwniej... Wbrew moim standardom, spotykalam się z nim dzień w dzień, nie zważając na to, że zamiast do przytulnej knajpki zaprasza mnie do przyciasnego samochodu. Co dziwniejsze, więcej było tam rozmawiania, niż szczytowania. Nie mniej, szczytem tych zmian, było wyrażenie ustnej zgody na pójście na mecz piłki nożnej... To były dni, w których nie tylko przeoczyłam dobranockę, ale też  przekreśliłam zakaz jedzenia po 24. Być może zjedzenie miski kapuśniaku i parówki o tej porze nie było zbyt udanym pomysłem, ale nawet zgaga i nadęty brzuch nie były w stanie zdjąć z mojej twarzy uśmiechu. Brzmi jakbym do tego kapuśniaku dodała grzybków rozweselających? 

Cóż... 

Po czterech dniach łamania wszelkich utartych schematów, poleciałam do Londynu. Na jedną z najważniejszych imprez w branży czekoladowej. To był dobry czas na przemyślenie tego wszystkiego. Gdybym tylko miała czas na myślenie... Robiłam wywiady. Byłam podrywana przez współtwórcę najlepszej czekolady na świecie. Degustowałam. Dostałam komplement od najzdolniejszego chocolatier. Cykałam zdjęcia. Robiłam zakupy... I... tęskniłam

Cholera. Żebyś pośród sterty pralin, trufli i innych łakoci, myśleć o czymś innym. Pardon, Kimś. Coś się zmieniło... Bardzo. Jak nigdy dotąd. 

W tym zwyczajnym momencie, licząc nocą barany na lotnisku, uświadomiłam sobie, że 1 + 1 nie zawsze równa się 2. Czasem jest tak, że wynik okazuje się zaskoczeniem. Jest nieskończonością. Jeśli tylko mu na to pozwolimy. Jeśli odważymy przełamać się schematy. Nie tylko te, które wyznacza nam  otoczenie. Społeczeństwo. Religia. Mama. Poradnik miłosny. Przede wszystkim te, które sami sobie nakładamy. Wtedy dzieją się cuda. 

Jeśli jestem cudotwórczynią, to mogę oswoić też nie tylko jednego jaka, ale całe ich stado. Konkretnie, 10.  Oto i one: 

1. Klnie jak szewc. Klnie jak Di Caprio po tym, jak kolejny raz nie dostał Oscara.
2. Zabiera się jak pies do jeża. Zabiera się jak pirania do sałatki greckiej.
3. Proste jak drut. Proste jak odpowiedź na pytanie "czy lubisz czekoladę".
4. Idzie jak krew z nosa. Idzie jak ślimak pod górkę.
5. Brzydki jak noc listopadowa. Brzydki jak skrzyżowanie gwiazdonosa z meduzą.
6. Nudne jak flaki z olejem. Nudne jak kamasutra bez obrazków.
7. Kłamie jak z nut. Kłamie jak ludzie na portalach randkowych.
8. Wyskoczył jak Filip z konopi. Wyskoczył jak "Last Christmas" w listopadzie. 
9. Tani jak barszcz. Tani jak podryw na drogą furę. 
10. Siedzi cicho jak mysz pod miotłą. Siedzi cicho jak kobieta po orgaźmie. 

O całej akcji, która wcale nie jest wynikiem jesiennej nudy, lecz ma bardzo szczytny cel, przeczytacie TUTAJDo tego zadania zobowiązała mnie Paulina, choć spryciarzem, który je wymyślił był Jan, dalej zwany, FavreDo pomocy przy oswajaniu tych dzikich stworów nominuję następujące osobistości: Nadine Lu, Bartosza oraz Sagę. Oczywiście, jaki to na tyle egzotyczne stworzenia, że zapewne do ich pomocy będę potrzebowała więcej giętkich umysłów. Swoje propozycje wpisujcie w komentarzach. I łamcie też wszelkie inne schematy. 

Warto. Nie tylko dlatego, by po latach ludzie bardziej, niż szlagier "Jesteś szalona", cytowali przysłowie typu "Być szalonym jak Aurora". 

Sprostowanie: owszem, na obrazku jest LIS, nie JAK - jak przystało na felieton o przełamywaniu schematów... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?