piątek, 21 listopada 2014

I ty możesz mieć większe cycki!

Są traumy, których nie wymaże nawet największa porcja czekoladowych lodów. Choćby i była z dodatkiem toffi i gorących malin. Wszystko, co można z nimi - traumami, nie malinami - zrobić to zepchnąć w najdalszy kąt swej świadomości, gdzie niechybnie zgniją wydając po czasie niemiły swąd. Można też wystawić je na światło dziennie i się z nich zdrowo pośmiać. Wybór opcji pierwszej, gwarantuje nam pewne miejsce w poczecie męczenników. Stawiając na opcję drugą, można zwać się raczej bohaterem. W związku z tym, że odnoszę wrażenie o istnieniu ogromnej dysproporcji między jedną z powyższych grup, a drugą, postanowiłam zasilić szeregi tej ostatniej.


Pamiętam go dokładnie. Był beznamiętny, bez wyrazu... Czekał na mnie w łazience. Nie mówił nic. Zasadniczo, nie chciał rozmawiać. Wszystko czego pragnął to moje cycki. Nie byłam jednak łatwa. Nawet, gdy się do nich w końcu dobrał, przez wiele dni między mną a nim panowała wojna. Dopiero dziś, z pespektywy czasu, widzę, że powinnam zgotować mu nieco milsze powitanie. Mój pierwszy biustonosz przecież nie gryzł. Ba, to dzięki niemu dziś nie muszę borykać się z traumą obwisłych piersi.  Prawdę powiedziawszy, im moje piersi rosły jak drożdżowe bułeczki w piekarniku i stawały się kształtniejsze jak kawałek ciasta w rękach zdolnego cukiernika, tym z większym zapałem buszowałam po sklepach z bielizną. Do dziś spędzam w nich równie wiele czasu, co w sklepach z sprzętem kuchennym. W rzeczy samej, należy im się tyle samo uwagi, co muffinkom. Dają też tyle samo radości, nie tylko temu, do kogo muffinki należą... Czyżby dlatego panowała tendencja do ich pompowania?! Czyżby większa muffinka dawała więcej radości od tej w wersji mini? 

Wszystko jest kwstią pojemności ust. Wielkości apetytu. I ... gustu. Naszego. One mają się podobać przede wszystkim nam. W związku z tym, że w zależności od pogody, stopnia napuszenia włosów i dnia cyklu mam różnorakie widzi-mi-sie, eksperymentuję zarówno z wielkością, jak też smakiem i oprawą muffinek. Bywa, że owoc mojej twórczości jem tylko ja... Orkiszowa babeczka bez cukru, z dużą zawartością alg morskich, siemienia lnianego i tylko odrobiną czekolady wzbudza raczej postrach. Ewentualnie odruch wymiotny. Albo inne traumatyczne odczucia. Grunt, że ja po ich zjedzeniu mam większy uśmiech. I dupę? Dałby dobry Bóg, by poszło w cycki... 







Życzenia... 

Niestety, św. Mikołaj żył w V wieku naszej ery, George Clooney jest już żonaty, a kolejne wybory niczego nie zmienią. Rozmiaru naszych cycków też. Chyba, że wepchniemy sobie do biustonosza po jednej z tych lepiej wyrośniętych muffinek. Wokół nas momentalnie się zaroi od wielbicieli babeczek. Ale czy to coś zmieni? Co najwyżej popsuje humor facetowi, który po opróżnieniu biustonosza z ciasta, będzie miał apetyt na więcej, a znajdzie jedynie... r o d z y n k i 

Bywa, że większe cycki to nie tylko wydumany kaprys. Lub też zachcianka faceta, który obejrzał o jeden odcinek "Słonecznego patrolu" za dużo.  Są kobiety, dla których traumą jest nie tylko pierwszy biustonosz, ale każdy jeden. Bo nie bardzo mają co w niego włożyć. Są też takie, które do żadnego się nie mieszczą. Znam i te, których piersi stwierdziły, że zbyt nudno jest, gdy są obie takie same i poróżniły się znacznie wielkością. I kształtem. A i takie, których piersi przestały być ich piersiami po tym, jak wykarmiły nimi potomstwo. 

Być może, ja nie widzę w tych piersiach nic zdrożnego... Nie mniej, tym paniom nie podobają się ich cycki. I bez względu na to czy to się komuś podoba czy nie, te panie mają prawo to zmienić. Jak w przypadku każdej traumy, mogą spróbować zmienić swoje nastawienie. Zmierzyć się z sztuką akceptacji tego, co spędza im sen z powiek. A następnie poprawić to i owo. 






Jak to?! Przecież operacje plastyczne są dla plastikowych lal! Celebryckiej ciżby, która nie wie, co robić z pieniędzmi i sobą. Ewentualnie ofiar wypadków. A co, jeśli taki wypadek popełniła matka natura?

Żyjemy w czasach wolności oraz równouprawnienia. Dla niektórych oznacza to, że kobiety mogą nosić spodnie i mieć brodę. Lub pokopać sobie wesoło węgiel na Śląsku. Dla mnie to przede wszystkim prawo do tego, by każda kobieta - jeśli czuje taką potrzebę - mogła wyrównać (lub wypełnić) sobie biust, by czuć się na równi z innymi. Jeśli ma równo pod sufitem, będzie świadoma tego, że to wcale nie uczyni jej bardziej kobiecą. Piękniejszą. Mądrzejszą. Ale z całą pewnością mniej zmartwioną. Sfrustrowaną. Złą. I zawstydzoną, za każdym razem, gdy nadchodzi lato i wypadałoby ubrać bikini. Taka zmiana wyjdzie na dobre nie tylko im, chirurgom oraz mężczyzną. A i całemu światu. Im więcej szczęśliwych kobiet na świecie, tym jakoś milej. I więcej czekolady dla mnie,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?