środa, 29 października 2014

Wypluj to!

W związku z tym, że niektorzy czytelnicy nie lubią być robieni w konia, zaraz na wstępie informuję, że to (prawie w ogóle) nie będzie wpis o robieniu loda. Ani o jedzeniu podejrzanych grzybów zbieranych na kacu w zbyt ciemnym lesie. 
To będzie wpis o miłości. Czyżbym słyszała westchnienie rozczarowania? Zapewniam, nim zdążycie pomyśleć "nuda" i załączyć sobie kolejny filmik Sylwestra Wardęgi, ja dostarczę wam nie mniej wrażeń, niż pies w przebraniu pająka. Chyba... 


Chyba, że tylko ja przebieram nogami na dźwięk słowa randka. Zwłaszcza jeśli to jedna z tych pierwszych. Pierwsze randki mają to do siebie, że zasadniczo nic nie trzeba robić by coś się na tym spotkaniu działo. Między nieruchomo wpatrzonymi w siebie oczyma dzieje się więcej, niż w filmach Tarantino. Żeby jednak całość skończyła się nieco sympatyczniej, niż owe filmy tudzież nie zastygła na wieki jak ten trup na katafalku, trzeba się nieco wysilić. Nuda między dwojgiem osobników pałających do siebie rządzą, to nie - jak twierdzi większa część pospólstwa - naturalny efekt nazbyt długiego spotykania się. To nic innego jak brak intymności... Gwoli jasności, intymność to coś dalece bardziej przekraczającego obmacywanie się na tyłach samochodu zaparkowanego na skraju lasu. To odwaga do zrobienia kroku do przodu. To jest, uprawiania seksu na  tyłach samochodu zaparkowanego na skraju lasu? Phi!

Po dwóch tygodniach namiętnego spotykania się z pewnym młodzieńcem, który bezwstydnie zakręcił mi w głowie, wiedziałam, że coś musi się stać... Robiliśmy już różne rzeczy na tyłach samochodu, odwiedziliśmy różne zakątki lasu i opowiedzieliśmy sobie najciekawsze historie naszego życia ( o ile hodowanie chomika do ciekawa historia...). W związku z tym, że już obaliliśmy butelkę wina w wypełnionym po brzegi kinie, przemycając ją uprzednio pod moim szalikiem, poprzeczka była zawieszona wysoko. Co jeszcze szalonego można zrobić by się do siebie zliżyć? Co jeszcze bardziej podniesie temperaturę randki? Odrobina rumu w wspólnie wysiorbanej herbacie zadowoliła by moje wujostwo, ale nie mnie... A więc wspólna inhalacja? A może randka w saunie parowej? Nago?! 

Niestety jestem już byt wiekowa i widziałam zbyt wiele nagich męskich ciał, by dać się nabrać na to, że takie obnażenie inkasuje granicę dzielącą dwa ludzkie światy... Wiem, że zanim wezmę go do buzi, wbrew pozorom, najpiew muszę to z siebie wypluć...  

Tylko kiedy jest ten cholerny właściwy moment? Czy on w ogóle istnieje? Czy to nie za wcześnie? Wątpliwości puchły we mnie jak cycki Iwony Węgrowskiej, dlatego musiałam sięgnąć po coś słodkiego... 



Ty też? Dołącz -> www.kochamylakocie.pl


Jak wiadomo od stuleci łakocie to najskuteczniejszy środek na łagodzenie wszystkich bolączek, prócz bólu zęba. I najefektywniejsze lekarstwo w jesiennej depresji. Jak również najtańszy zamiennik miłości... Nic dziwnego, że z łatwością po przełknięciu czekoladki, wypluwam z siebie  słowo kocham! Uwielbiam ich smak i zapach. Kształt. Uwielbiam tą błogość, która pojawia się, gdy beztrosko lądują w moich ustach. Doprawdy, nie wyobrażam sobie bez ich obecności ani jednego dnia. Podobnie jak bez mycia zębów. Facebooka. Robienia brzuszków. Soczewek kontaktowych. Plotkowania z Starszą Siostrą. I bez niego... Błąd. On powinien być na pierwszym miejscu... Gdy tylko zjedzone łakocie przywróciły memu umysłowi prawidłowy tok myślenia, wyplułam resztki ostatniego cukierka, bo nagle uprzytomniłam sobie, że muszę wkyrztusić z siebie coś  ważnego. 

Już przybierałam ten wyjątkowy wyraz twarzy, już nabierałam tego rumieńca i błysku w oku, kiedy uświadomiłam sobie, że na zewnątrz nie ma jeszcze śniegu i będzie strasznie głupio kiedy wyjdę na jedynego bałwana tej jesieni... Mocniej zacisnęłam rękę na pudełku czekoladek. Jeśli ja tak bardzo kocham słodycze i on też, to może jednak łączy nas coś więcej? Jeśli on, tak jak i ja lubi chałwę, lukrecję, marcepan, czekoladę i precelki, to nie jest możliwe by i tym razem nie miał tak jak ja... 

Przypuszczenia okazały się słuszne. Nawet bardziej, niż sądziłam. Mój absztyfikant ma tak samo nie tylko w kwestii jedzenia słodkości, ale też mówienia sobie słodkich rzeczy. Jej. Można wręcz opluć się z szczęścia. Choć lepiej, niż pluć tą śliną, jest ją wymienić z drugim osobnikiem, A teraz, po tym jak to z siebie wykrztusiliśmy,  możemy się połakomić na jeszcze więcej... Skoro mamy jesień, to musi być coś czekoladowego. Skoro to już nie pierwsza randka, to trzeba wykazać się kreatywnością. Skoro ten wpis jest publikowany o poranku, nie mogę zdradzić co z nią zrobiliśmy. Ale z przyjemnością poczytam o Waszych fantazjach... przepraszam, pomysłach na zabicie nudy czekoladą i innymi łakociami. Dołączcie wraz ze mną do manifestu Kochamy Łakocie!



https://www.facebook.com/KochamyLakocie



Warto wyznawać miłość. Ponoć człowiek żyje dłużej. A jeśli nawet nie, to jakże słodkie jest to życie! Ba, a nawet ostre...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?