wtorek, 7 października 2014

Stosunek przerywany


Zdarza się , że nagle musimy przerwać. Chce nam się siku. Telefon niepokojąco długo dzwoni. Pies za głośno ujada. Albo też przypomni nam się, że na kuchence zostawiliśmy gotujący się ryż. Pardon, to, co z niego zostało. Czyli osmalony garnek. Znowu... 
Niech nas nie palą jednak policzki. To nie żaden wstyd przerwać tuż przed finałem. Nawet jak jedynym wytłumaczeniem jest to, że już dłużej nam się nie chce. W końcu ileż można to robić?!
Ileż można rozmawiać z mężczyzną na czacie?! Czasem trzeba zwyczajnie wrócić na chwilę do swoich obowiązków (czyt. pomalować paznokcie, upiec ciastka owsiane, pójść do lasu...). Zamiast znikać wtedy bez słowa, wystarczy powiedzieć „zaraz wracam”.

To znaczy, tak było dawno, dawno temu. W zamierzchłych czasach, gdy słowa znaczyły to, co miały znaczyć. Dziś możemy zjeść, np. ziemię z czekolady, pianę z pomidora i kawior z marchewki. A gdy facet anonsuje„zaraz wracam” nie znaczy, że skoczył przygotować coś z powyższych łakoci, lecz dostajemy... kosza

Jeszcze kilka felietonów wstecz piekliłam się, że absztyfikant znika bez słowa, ale w tym wypadku słowa są chyba jeszcze gorszą opcją. W końcu to dość nieeleganckie zakończenie, zakrawające na to, że ktoś sobie robi jaja. W rzeczy samej, jeśli ktoś ma jaja, wie jak zakończyć znajomość. Przyznacie, że zdawkowe „z/w” to jednak ociupinkę za mało.

A może ten, kto pisze "zaraz wracam", w rzeczy samej wcale nie zamierza żegnać się na zawsze...

Może ja - kobieta urodzona w epoce telefonów komórkowych wielkości cegły, nadto na wsi, nadto mól książkowy - po prostu wyznaję zbyt wąską definicję słowa „zaraz” . Co innego moi kawalerowie.   Dla jednego z nich "zaraz" oznaczało kilka dni. Dla drugiego, kilka lat.  Dacie wiarę? Przepadł jak ta pralinka w mojej buzi, by po wielu przepłakanych nocach, a nawet wizycie u bezczelnie przystojnego i jeszcze bezczelniej drogiego psychologa, odezwać się znowy. Co powiedział? "Wróciłem!"? Okazuje się, że miał  znacznie większy tupet. Jak gdyby nigdy nic, zapytał grzecznie, czy pójdę z nim na wesele.
Odpowiedziałam krótko i nie wesoło – nie! Niestety Pan Niebiseka Koszula wybrał nieodopowiedni moment. Miałam wtedy wyjazd za granicę. Chłopaka. I inne zmartwienia. Są jednak tacy, którym lepiej wychodzi niespodziewane pojawianie się. Zupełnie tak jak gdyby w jakiś magiczny sposób wiedzieli, kiedy następuje ten szczególny moment, gdy nie odepchnę ich jak konserwy z mielonką.

Być może Pan Magik, pomimo upływu kilku lat od naszego dziecinnego rozstania, nadal zachował swoje magiczne właściwości. A może najzwyczajniej w świecie czyta mojego bloga. W każdy bądź razie znowu (!) zjawił się przede mną jak królik z czarodziejskiego kapelusza! I poszerzył moj źrenice o kilka cali. 


ilustracja Aga Urbanek



Co zamierzam zrobić z tym fantem? Jeszcze nie wiem. Lubię króliczki. I watę cukrową. Ale za  treserami słoni i błaznami już nie przepadam. Zwłaszcza jak ktoś go robi ze mnie... Nie mam ochoty znowu bawić się w cyrk, w którym facet pojawia się i znika w sposób tak nieprzewidywalny, że nawet Wróżbita Maciej by tego nie przewidział.

Nie sądzę również, by jego magiczność potrafił przewidzieć, dlaczego tak wielu mężczyzn lubi tą zabawę. Szczerze, wątpię, by ktokolwiek posiadał tą wiedzę, łącznie z samymi zainteresowanymi.

A może utrzymywanie stosunków przerywanych jest po prostu bezpieczne? W łóżku chroni przed dzieckiem, w rozmowie przed wypowiedzeniem o kilka słów za dużo, w 
życiu przed jeszcze większą odpowiedzialnością jaką jest zaangażowanie w relację. To wymaga bycia dojrzałym. Poza tym, to groźniejsze, niż operacja na otwartym sercu. Może boleć... 

Czy ten, kto po "zaraz wracam" rzeczywiście wraca na stałe, zgodził się na ryzyko przyjęcia tego bólu? A może sytuacja powtórzy się? Nie wiem. Dlatego sama myśl o randce z Panem Magikiem wywołuje nie tylko przyjemne mrowienie w trzewiach, lecz stanowi także solidny zastrzyk adrenaliny. Nie tylko z tego powodu. Tak się zabawnie składa, że Pan Magik zamieszkał w tym samym mieście, w którym kursuje Pan Taksówkarz. Jajks. Toż to zgłoła mało czarująca sytuacja.

A może powinnam ją przerwać, zmienić swój stosunek do mieszkania w stolicy i tam zacząć uprawiać... blogowanie? Póki co, przerywam pisanie tego wpisu. Ale nie martwcie się, zaraz wracam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?