środa, 15 października 2014

Jak uporać się z odrzuceniem

Najpierw jest baczna obserwacja. Czy to na pewno ten? Czy jest wystarczająco apetyczny? Czy ma odpowiednie gabaryty? Czy zrobi mi dobrze?
Po wytrysku ( zupełnie zbędnych pytań i fanaberii) w końcu się na niego decydujemy. Jednym ruchem sięgamy do sklepowej półki i bierzemy wybrany batonik czekoladowy na wieczne posiadanie. Hola! Nie tak prędko! Uprzednio, trzeba odczekać swoje w kolejce do kasy, następnie zamienić grzecznościowy zwrot z panią kasjerką, wygrzebać z kieszeni drobniaki i... a gdyby tak batonik czekoladowy wcale nie chciał zostać przez nas kupiony? Odmówił bycia naszą własnością.


Phi! Toż to czysty wybujały absurd! 

Cóż, w supermarkecie, owszem. Ale nie w życiu... Tu słowo "nie" jest powszednie jak masło na chlebie i częste jak gazy po fasolce.

Wiedziałam, że tym razem i mnie to spotka. Nie, nie gazy. Choć, podobnie jak w ich przypadku, tamtego dnia miałam potworny ból brzucha. Wiedziałam, że oto nadeszła pora, w której tym razem to ja muszę usłyszeć słowo "nie". Heh... To, że przeczuwałam, co się święci, wcale nie umniejszyło poczucia klęski, które zakwitło we mnie tuż po tym jak dostałam kosza... A był to kosz pełną gębą, bo dyskutowali o nim wszyscy na pewnym gębowym portalu społecznościowym. Wszyscy, którzy - tak jak i ja - nie otrzymali zaproszenia na pewną prestiżową imprezę dla śmietanki blogerskiej. Były więc wrzaski. Fochy. Lamenty. Innymi słowy, pokaz nieumiejętnego radzenia sobie z odrzuceniem. Ociekając dumą, że i ja nie włączyłam się do konkursu na najbardziej sarkastyczne przytyki pod adresem organizatorów, odgryzłam dziko kolejny kawałek batonika czekoladowego. Czy zajadanie smutku słodkościami to wyższy lewel radzenia sobie z odmową? Cóż... 







Z całą pewnością, czekolada lepiej wpływa na system nerwowy, niż brzydkie słowa...

Bywa jednak, że usłyszenie słowa tak brzydkiego jak "nie" jest tak nieznośne, że potrzeba i (dużo) czekolady, i (wiele) brzydkich słów, i (dobrego) whiskacza. Ostatecznie, w grę wchodzi też tanie wino i krakersy. Cholera, a więc chodzi o miłość... 

Zaraz po tym jak pogodziłam się z tym, że nie jestem składnikiem śmietanki blogerskiej, przyszło mi zmierzyć się z kolejną odmową. To było w czasach, gdy intensywnie przeczesywałam moją listę wszystkich osobników płci męskiej, celem odszukania wśród nich kogoś, kto lubi (i potrafi) tańczyć, sporo jeść i jeszcze więcej wypić. Partnera weselnego, innymi słowy. Otóż, zmęczona tym przeczesywaniem, postanowiłam się odprężyć i wybrałam na dancing. Czemuż li nie wpadłam na ten pomysł wcześniej? Gdzie indziej jak nie właśnie na dancingu łatwiej znaleźć odpowiedniego kandydata na tego rodzaju całodobową randkę? Odpowiedni kandydat znalazł się, tylko że, jak się pewnie domyślacie, udzielił nieprawidłowej odpowiedzi... I to po tym jak wspólnie wypiliśmy gorącą czekoladę! I zrobilismy wspólnie kilka innych gorących rzeczy... Temperatura randki jeszcze nie świadczy o stausie znajomości. Ale zbyt szybka odpowiedź na "nie" świadczy o tym, że ten status raczej się nie zmieni na "jesteśmy w związku". 
Postanowiłam zatem nieco ochłodzić nasze stosunki, a mówiąc krótko więcej się nie spotkać. Zemsta? 

Ten rodzaj odrzucenia wyjątkowo brzydko śmierdzi. I ludzie znajdują najróżniejsze sposoby, byleby prędzej ten odór przepędzić. Niestety nie znajdziemy wśród nich takich jak użycie Ambi Pur. To zakrawałoby na zanik ambicji. Tej zaś, podobnie jak kreatywności, osobnikom odrzuconym nie brakuje. Bywają jednak, że pozostawiają więcej smrodu, niż było na początku. Facet, który zaraz po tym jak dostał kosza umawia się na randkę z inną nie wzbudza we mnie większej awersji. Co innego jeśli ta "inna" to przyjaciółka tej, która tego kosza mu dała. A jeśli to jej siostra, to nie pozostaje mi nic innego jak pogratulować sobie, że nie zdecydowałam się na tego typu faceta...

Czemu ludzie tak często po dostaniu kosza uciekają się do zagrań rodem z seriali z lat 90.? Odpowiedź jest banalnie prosta i wiedzie wprost do innego pytania - jak bardzo musi być urażone czyjeś ego, by uciekać się do zagrań rodem z seriali z lat 90.? 

Otóż,  bardzo. Tak bardzo, że człowiek nie jest w stanie zauważyć znacznie prostszych i skuteczniejszy sposobów radzenia sobie z odrzuceniem. Zamiast otwierać okna, pisać treny na portalach społecznościowych, opróżniać kolejną butelkę cydru (oby!) lub też rozglądać się za kolejną lepszą partią, lepiej zajrzeć w siebie. 


Może okazać się, że pod stosem kompleksów kryje się osoba, której wartość wcale nie zależy od bycia na vipowskiej liście gości. Ani nie kurczy się, gdy ktoś nam odmówi bycia drugą połówką. Jeśli ktoś uzależnia sens swojego życia od częstotliwości słyszenia słowa "nie", może być pewien, iż tego sensu prawdopodobnie nigdy nie odnajdzie. Słowo "nie" to po prostu słowo "nie". Nic poza tym. Takie odkrycie eliminuje wszelką chcicę na zemstę. Takie odkrycie godne jest tego, by jak najczęściej dostawać kosza. I tego wam życzę.



1 komentarz:

  1. Buy ebooks online is a premium service that i was
    recommended by a friend now i have access to download all the ebooks i like from the online library.
    with an IT background, has owned a number of businesses
    over the last 20. You can probably take some time to find
    a better way to avoid buying the product too, but let me ask you
    another question.

    Also visit my web blog: growth ebooks ()

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?