czwartek, 4 września 2014

Sekretne życie śmieci

Każda rodzina ma swoje własne tradycje. Jedne są śmieszne, inne dziwne, a są też i przykre. Dajmy na to, sprzątanie domu. Odkąd pamiętam stanowiło ono nieodłączną część każdej soboty, tak jak osiemnaście lat później wieczorne piwko ze znajomymi na mieście. Był czas, że naprawdę paliłam się do sobotnich porządków jak mól do książki. Gdy tylko jednak zorientowałam się, że sprzątanie to nie przywilej, ale obowiązek, mój zapał opadł niczym... może wystarczy już tych epickich porównań! Nie żebym nie lubiła sprzątać. Jedyną czystością od jakiej stronię jest ta przed małżeńska. 

Przychodzi jednak taki dzień, w którym decydujesz się na bliższe spotkanie z ścierką i miotłą, nie dlatego, że tak wypada lub też śmieci wypadają z kosza. Na pół kuchni. Bywa, że śmieci są ostatnią deską ratunku. Nie pragniesz się ich pozbyć, lecz w nie zagłębić. Zupełnie jakby kryły jakiś cenny skarb. Pierścionek zaręczynowy, na przykład. Argh!



Nim stanę się przykładną żoną, pozwólcie, że dam Wam przykład tego jak nie należy raczej postępować . Ani jako żona. Ani jako singielka. Ani jako człowiek w ogóle...

Tamta sobota należała do wyjątkowo udanych. Szybko uwinęłam się z przywracaniem ładu całemu domostwu. Tym szybciej już wkrótce miały wyjść na jaw zgubne skutki tego pośpiechu. Zgubiłam portfel. Kurę. I pierścionek, jak już raczyłam wspomnieć. Chujowa Pani Domu przyklasnęłaby z tuzin razy.





Portfel, jak to portfel leżał gdzieś obok krzaka z malinami. Kura, jak to kura gdzieś polazła. Owszem, to była żywa, opierzona kura nioska. Własność moich rodziców. Jedna z dziesięciu. Miałam zaopiekować się całą gromadką. Cóż, wygląda na to, że jestem bardzo nieopierzoną gospodynią. Pozostaje mi liczyć na to, że moi rodzice nie będą ich dokładnie liczyć po powrocie z urlopu. I cieszyć się, że w owym dniu nie miałam pod swoją opieką gromadki dzieci...

Niestety, wkrótce po tym jak pogodziłam się z tym, że nazajutrz będzie mniej jajek na omlet, jak kurz spod dywanu, wyfrunęły kolejne powody do smutku. Gdy myłam ręce, spostrzegłam że czegoś nań brakuje. Tatuaż, jak to tatuaż, był na swoim miejscu. W taki razie to musiał być... pierścionek od Pana Taksówkarza!!!
Pobieżnie przeszukałam wszystkie szufladki, szafki, półki, skrytki,
kieszenie, skarpetki, a nawet kurnik. Gdy wszystko wskazywało na to, że pierścionek podzielił los kury, uciekłam się do umycia rąk. Próbowałam oskarżyć o zgubę Starszą Siostrę, Młodszego Brata oraz Przyszłą Bratową. Wszyscy mieli alibi. A ja powód do zmartwień. Która kobieta gubi pierścionek zaręczynowy?! I to jeszcze przed tym, nim się oficjalnie zaręczy?! Wreszcie - co powie Pan Taksówkarz, gdy dowie się, co przeskrobałam... Jajks.

Jak łatwo się domyślić tego dnia nie musiałam pić kawy. Tego wieczora również nie wyszłam, by napić się piwka. Upojona poczuciem winy i odurzona odorem śmieci, przeszukiwałam zawartość kilku worków z odpadkami. Kuchennymi. Niestety pośród kości z kurczaka, zgniłych pomidorów, niedojedzonych płatków owsianych i resztek wędzonego łososia nie było mojej zguby.

Jestem kobietą ze Śląska. Nie dałam za wygraną.

Po workach z śmieciami, przyszedł czas na worek z odkurzacza. Następnie zaś na poszukiwania pod szafkami. I lodówką. Żyletka, patyczki do czyszczenia uszu, zaschnięty makaron do spaghetti, kawałek potłuczonego kubka, znaczki... Być może dla mężczyzn to norma, ale ja byłam zdumiona jak wiele można znaleźć w tak wąskich szparkach!

Jeszcze dziwniejsze, że nie było tam tego, czego tak naprawdę chciałam... 

A może ja tak naprawdę tego nie chcę? Może z szczelin mojej podświadomości, jak te brudy chowane pod dywan, chcą wydostać się skrywane myśli i lęki? 

Może to znak że nie powinnam w ogóle się zaręczać?!

Na szczęście etap namiętnego oglądania "Z archiwum X" mam już dawno za sobą. Nie wierzę ani w tajemnicze znaki. Ani w tajemnicze zniknięcia. Zamiast zastanawiać się zatem czy za brak pierścionka jest odpowiedzialna moja roztrzepana natura, UFO tudzież Palec Boży, wolę zastanowić się jak mi jest bez tego pierścionka. I czy chcę ten stan przedłużyć czy też skrócić. 

Resztę myśli i lęków, zwłaszcza tych dotyczących żywego drobiu, wyrzucam do kosza na śmieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?