poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Facet twardym jest

Powiada się, że przeciwieństwa się przyciągają. Ale to perfidne niedomówienie. Przeciwieństwa raczej się uzupełniają.  Słodka czekolada i ostre chili. Kruche ciasto i ostry nóż.  Suchy piasek i morze. Czerń i biel szachownicy. Dziurka i klucz. Miękkość kobiety i twardość mężczyzny. 

O ile mężczyzna jest twardy





Ta sobota wyglądała inaczej, niż zwykle. Zamiast walczyć z kurzem i mierzyć się z górą naczyń w zlewie, ja postanowiłam zająć się czymś znacznie ambitniejszym oraz bardziej potrzebnym ludzkości. Postanowiłam znaleźć odpowiedź na pytanie, co zrobić by on był jednak twardy. I sztywny. Nie miałam zbyt wiele czasu do stracenia. Dlatego zamiast szperać na forach internetowych, tudzież w męskich portkach, przypomniałam sobie jedną sprawdzoną sztuczkę.

Wystarczyło ruszyć głową. I rękami. Powróciłam pamięcią do oprószonych kurzem wspomnień z czasów, gdy randkowałam z Panem Magikiem i przypomniało mi się, że dłońmi  można zdziałać niesamowite rzeczy!
Wzięłam się więc za masowanie, uciskanie i gładzenie. Aż w końcu stał się dokładnie takim jakim go sobie wymarzyłam. Różowy. Gładki. I twardy! Jaka szkoda, że to nie do moich ust miał trafić... 

Już wkrótce z moich rąk miał trafić w inne równie dobre. Tak dobre, że podzieliły się tym smakołykiem z innymi. Cóż, był naprawdę wielki!
 
 
 
 
 
Równie wielki musiał być nóż, którym został wkrótce poćwiartowany. Trudno mi sobie wyobrazić jak przykry był to widok dla części męskiej. Wzroku z ćwiartowanego penisa nie odwrócili tylko najwięksi twardziele. 

A roiło się ich tam jak octówek nad plastrem cytryny... W końcu rzecz miała miejsce w sobotę w modnym klubie w pewnym mieście. Jeszcze więcej, niż mężczyzn i octówek, było tam kobiet. Mimo wszystko, nie trudno było wypatrzeć wśród nich sześć niebezpiecznie seksownych sztuk w przebraniu sekretarek, którym można by zarzucić wszystko, tylko nie to, że są grzeczne. Wiem, co piszę, bo miałam lubieżną przyjemność być jedną z nich.
 
Jak to sekretarka, usiadłam sobie gdzieś w kąciku i zaczęłam notować to, co obserwowałam. Po pierwsze, na 10 facetów 9 i pół miało ubraną koszulę w kratę. Po wtóre, na 1 faceta przypadało 9 i pół kobiety. Po trzecie - wobec powyższego - na 10 facetów 10 robiło się twardych po upływie 9 i pół sekundy.

Cóż, wyszło na to, że facet jest łatwiejszy w obsłudze, niż biszkopt i masa cukrowa. Przynajmniej szybciej i łatwiej robi się twardy! Czyżby?

Jako ponadprzeciętnie pracowita i wnikliwa sekretarka, zamiast zawyżać poziom estrogenu na parkiecie, badałam sprawę dalej. Mój wzrok mimowolnie opadł na dolną partię tańczących (czy to aby nie zbyt duże słowo?!) mężczyzn... Na nogi, ma się rozumieć. Być może to, co między nimi robi się twarde na widok kobiety, ale one same miękną, gdy ta kobieta reprezentuje sobą coś więcej, niż tylko krągłości wypływające z nader obcisłego odzienia. Gdy zaś okazuje mu prawdziwe uczucie, wtedy mięknie i jego serce. Ale, gdy tylko zaczyna wspominać o ślubie i przebąkiwać o dzieciach, on zazwyczaj wymięka... Na szczęście, nie wszyscy!

Dla przykładu, jedna z niegrzecznych sekretarek siedząca obok mnie i wesoło zajadająca środek męskiego przyrodzenia, trafiła na twardziela. I to rodem ze starych filmów, w którym główny bohater pytał kobietę o pozwolenie na pocałunek, a gdy ta odmawiała i tak ją namiętnie całuje. Facet mojej przyjaciółki, nie tylko jej się oświadczył, ale zrobił to z wielką ochotą. I to po pół roku znajomości. Czy to logiczne? Czy to się kalkuluje by w takim wieku i po tak krótkim czasie brać ślub?! Nie wiem, jestem tylko sekretarką, nie księgową...

Wiem tylko, iż moja przyjaciółka tego wieczoru nie spojrzała łakomym wzrokiem na żadnego innego faceta, prócz tego jego fragmentu, który jej zgotowałam (albo raczej upiekłam!). Ale czy to dziwne, skoro ma prawdziwego twardziela u boku, którego twardość może czuć codziennie, nie tylko w sobotę wieczorem.

Tak bardzo pogrążyłam się w roli sekretarki, że nim się spostrzegłam, impreza miała się ku końcowi. Byłabym zapomniała, były jeszcze lodziki! Czy może być lepsze zakończenie Wieczoru Panieńskiego?! Może być. Ale to już całkiem inna historia... Tymczasem ja kładę się spać. Z mięciutkim pluszowym misiem u boku. Przecież wszyscy wiemy, że jestem bardzo grzeczną dziewczynką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?