niedziela, 10 sierpnia 2014

Co odpowiedzieć, gdy facet ci się oświadczy?

Są pytania, na które odpowiedź jest tak oczywista jak to, że mrówkojady to najbardziej niezwykłe  zwierzęta zamieszkujące naszą planetę. Należą do nich:
1. Czy chcesz jeszcze jedną kostkę czekolady?
2. Wymasować ci plecy?
3. Uprażyć kolejną porcję popcornu?
4. Może skoczymy do kina?

Odkąd zaś odkryłam, iż istnieje płeć przeciwna i można z nią całkiem miło i przyjemnie spędzić popołudnie, a nawet noc,  dodałam do tej kategorii jeszcze kilka innych pytań. Nieco śmielszych. Nie, nie chodzi o seks analany... Chodzi o coś jeszcze głębszego. O ślub, na przykład. 






Byłam pewna, że jeśli jakiś mężczyzna mi się kiedyś oświadczy to nie zawaham się ani chwili, by odpowiedzieć:
 "T A K"! 

Byłam. Cóż... Nic tak nie weryfikuje naszych poglądów jak niespodziewane psikusy losu. Dajmy na to, mężczyzna z pierścionkiem zaręczynowym w kieszeni, pukający do naszych drzwi w momencie, gdy zamiast szpilek mamy na nogach stare kapcie, na kuchence przypala nam się mleko, a w staniku brak poduszek wypychających. W takich wypadkach nie tylko traci się pewność, co do tego, co odpowiedzieć na błyszczący przed nami pierścionek, ale też co powiedzieć w ogóle. Dlatego ja zaczęłam płakać... I nie były to łzy wzruszenia ani szczęścia.

Moje wyobrażenie o idealnych oświadczynach było wypadkową obejrzanych komedii romantycznych, zasłyszanych rodzinnych opowieści i wewnętrznego widzi-mi-się. W moich wyobrażeniach świeciło słońce, było mnóstwo kwiatów oraz łaciatych królików, tęcza na niebie i szum czekolady w stojącej nieopodal fontannie. 
( owszem, mam świadomość tego, że bywam cholernie infantylna)

Moje prawdziwe oświadczyny były tak bardzo odległe od tego wszystkiego, co wyżej wymienione, jak to tylko jest możliwe. Nic nie było tak jak być powinno, łączne z tym, że on siedział zamiast uklęknąć. Nie dlatego jednak moje oczy były mokre od łez. Tak naprawdę mogłoby tego wszystkiego nie być. Nawet królików. I czekolady! Wyłam, bo zabrakło jednego zasadniczego elementu - mojej pewności.

Szczerze? Wątpię, że ktokolwiek w takich okolicznościach ma 100% pewności... Śmiem twierdzić nawet, że tej pewności nie ma też żadna panna młoda stojąca na ołtarzu. A jednak moja niepewność była nieco inna, bo i okoliczności tych zaręczyn były nieco inne od wszystkich jakie mogłabym sobie ubzdurać... 

Otóż, w momencie, w którym miałam zadecydować czy zostanę żoną odważnego absztyfikanta, formalnie nie byłam nawet jego... dziewczyną! Rozstałam się z nim jakieś kilka miesięcy wcześniej. Ale nie on ze mną...

Tak jak czekolada ma wiele odcieni brązu, tak pytanie "czy wyjdziesz za mnie?" ma wiele potencjalnych odpowiedzi. Tak się składa bowiem, że istnieje też wiele powodów, by wręczyć kobicie pierścionek zaręczynowy. Czy ten, który ja otrzymałam jest świadomym wyznaniem dozgonnej prawdziwej miłości czy może rozpaczliwą próbą zatrzymania mnie przy sobie? 

On dał mi pierścionek, a ja sobie czas na zastanowienie się czy będę go nosić na palcu. Póki co, wolę się tymi oświadczynami cieszyć. Bez względu bowiem na to jak bardzo dalekie były one od tych wymarzonych, to jednak było to spełnienie jednego z moich marzeń! 

Jeśli to spełnione marzenie pociągnie za sobą kolejne, to jedno jest pewne - ślub będzie też nietypowy, bo pojadę do niego... taksówką!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?