poniedziałek, 7 lipca 2014

Keep calm and rezygnuj z Wielkiego Dobra

Kilka lat zastanawiałam się, ile trzeba by mi było zapłacić, bym zjadła zupkę chińską. W końcu doszłam do wniosku, że nie istnieje taka suma. Podobnie jak nie istnieje taka opcja, bym w ogóle kiedykolwiek tknęła zupkę w proszku, choćby i kijem. Wyjątkowo długim kijem.

Rezygnacja jest łatwa, prosta i przyjemna, gdy przychodzi nam rezygnować z czegoś, co jest ewidentnym złem, świństwem i podłością. Niestety, nie zawsze możemy liczyć na dotyk takiego luksusu...

Po pierwsze, dlatego że nie zawsze na pierwszy rzut oka potrafimy odróżnić Wielkie Dobro od Zwyczajnej Tandety.

Po drugie, nawet gdy opanowaliśmy do perfekcji powyższą sztukę, okazuje się, że prócz Wielkiego Dobra istnieje Dobro Jeszcze Większe

I - o dziwo! - tu zaczyna się problem. 

grafika: Aga Urbanek (dla OPAK)



O Dobru Jeszcze Większym, podobnie jak o operacjach plastycznych Małgorzaty Rozenek krążą liczne plotki. Z tą różnicą, że te o pani Rozenek są prawdą. Tymczasem, wierutnym i tłustym  kłamstwem jest powtarzanie, że "lepsze jest wrogiem dobrego". Ludzie nie wybierają lepszego, bo się go boją. Tylko z jednej prostej przyczyny - bo jest wielką niewiadomą. I czasem jego zdobycie więcej kosztuje. Nie pieniędzy. Wysiłku.

Owszem, żadna ze mnie Lara Croft, ja również boję się. I co z tego, do cholery?!

Czyżbym tylko z tego powodu miała brodzić w morzu po łydki, gdy tuż za rogiem czeka na mnie cały ocean?

Opuściłam Opole nie dlatego że nie lubię tego miasta. Gdyby tak było, nie mieszkałabym w nim przez osiem cudownych lat.
Przestałam być nauczycielką nie dlatego że to najgorsza praca jaką można wykonywać. Gdyby tak było, nie belfrowałabym przez okrągłe trzy lata.
Rozstałam się z facetem nie dlatego że był dupkiem. Gdyby tak było, nie przeszlochałabym po nim kilku całych dni.

To było dobre miejsce. Dobra praca. Dobry facet. I właśnie dlatego tak (paskudnie!!!) trudno było mi zrezygnować. A jednak zrobiłam to. Niektórzy - co bardziej wyrozumiali - nazwą mnie nonkonformistką, inni - wybrednym babsztylem. Trudno.

Gdy różni ludzie dowiadywali się, że w tym samym czasie rezygnuję z wygodnego mieszkania, z cieplutkiego etatu i stałego związku, reagowali w różnoraki sposób - albo pukali się w czoło albo kiwali głową z niedowierzaniem lub  zalewali się łzami. A jednak większość gratulowała odwagi.

Ale cóż to za odwaga? Ja sama sobie gratuluję raczej dobrego wzroku, pomimo że od ponad dekady noszę grube szkła. Zobaczyłam bowiem, że to, co było dobre na dany moment, nie jest dobre na resztę mojego życia.  Wybieram inne. Jeszcze Większe Dobro.

Jeśli zdecydowałam się na ocean, nie pozostaje mi nic innego jak tymczasem udać się na lekcję surfowania. I poskramiania rekinów. Już brzmi ciekawie! A dopiero, co zamoczyłam w nim stopy.

30 komentarzy:

  1. Jesteś cudowna!
    Good luck na nowej drodze:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Życie to ciągłe wybory, oby słuszne:)

    OdpowiedzUsuń
  3. do odważnych świat należy. dalej dziewczyno! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. i keep my fingers crossed!

    www.shecookshere.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Być może, z czasem, nie wszystkie nasze wybory okazują sie słuszne. Tak chyba ma każdy. Ważne jest, by tych wyborów dokonywać , mieć odwagę:)Dobrze wiedzieć, że tomy wpływamy na nasze życie, gdzieś pośrednio i na innych, kierujemy się jednak tym, co w danej chwili wydaje się dobre dla nas :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czas ucieka, Dobro czeka...

    Jak mawiał znany wirtuoz słowa pisanego zamieszkały w Piernikowie: "Życie jest jak blog Czekolady. Nigdy nie wiesz o czym przeczytasz".

    Twoja decyzja jawi mi się jako akt wielkiej odwagi i dobrze (narażę się na słowny gwałt) było nie czytać Cię dłuższy czas, żeby teraz przeżyć szok! Cóż... jesteśmy w podobnym chyba miejscu w pewnym sensie. I ja chcę wybrać Dobro i po jakimś czasie zmienić miejsce do życia. Twoja decyzja dodaje mi skrzydeł. Może nad martwym wzlecę światem (tj. Toruniem) kędy mój zapał stworzy cudy...

    Adios Amiga z Opola - tfu. To właściwie skąd teraz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie zażywam ciszy, spokoju i swojskiego żarła na w domu rodzinnym na śląskiej wsi :D

      Usuń
    2. Doskonałe rozwiązanie.

      Usuń
  7. Gdzie zatem uciekasz Auroro? ;) pozdrawiam!

    Faux cheesecake

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łódź, Gliwice, Warszawa, Kraków... póki co zastanawiam się. Ciężki wybór. Najwyżej rzucę monetą :P

      Usuń
  8. Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę tej odwagi.. chciałabym ją gdzieś, kiedyś w sobie znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
  9. zawsze podziwiałam takie odważne istoty! brawo! wybierz Warszawę! sama za nią tęsknię bo jestem od 8miu lat "z pod" i jakby coś zapraszam kawę i ciastko, czekoladowe oczywiście!

    OdpowiedzUsuń
  10. Oby nowa droga wolna była od chińskich zupek! Powodzenia miła moja!

    OdpowiedzUsuń
  11. Póki masz ochotę coś zmieniać to korzystaj z tego :) Żebyś nie skończyłam potem jako kura domowa narzekająca wciąż na paskudną pracę, leniwego męża i brzydki dom. I tak narzeka, narzeka, a nigdy nie postarała się tego zmienić. Nie trawię ludzi, którzy nie potrafią zrezygnować z wygodnictwa i wolą narzekać niż zrobić coś trudnego.
    Nie wiesz co będzie dalej, ale na pewno lepszy jest ruch niż stagnacja!

    OdpowiedzUsuń
  12. gratuluję odwagi i życzę powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ostatnio jedna vlogerka postanowiła wyjechać z Wrocławia do Irlandii. Obroniła się, załatwiła najważniejsze i najpotrzebniejsze sprawy i uznała, że tam czeka na nią coś więcej. Teraz Ty.
    I tak zaczęłam się zastanawiać nad sobą. Z mojego małego miasteczka na pewno się wyprowadzę do Warszawy, zresztą w Warszawie spędzam większość mojego czasu. Mam cudownego chłopaka i z całą pewnością mogę powiedzieć, że to jest TO. Pracy nie mam, ale dopiero zaczęłam szukać, bo za dwa dni się bronię. Tak więc do stracenia mam i wiele, i niewiele.
    Jednak jest coś, co nie daje mi spokoju.
    Moja znajoma na II roku wyjechała na erasmusa do Portugalii i tak strasznie się w tej Portugalii zakochała, że zaczęła szukać tam pracy. Znalazła staż, który ma się odbyć zaraz po obronie i wtedy natychmiast tam wyjedzie. Powiedziała, że zrobi wszystko, by tam zostać i już tu nie wracać, bo czuje, że to jej miejsce.
    I ja się czasem zastanawiam, co by było, gdybym i ja to kiedyś zrobiła, pojechała gdzieś sama i tak bardzo zakochała się w jakimś miejscu. Wyjazd siedzi mi w głowie od bardzo dawna. Ale ja się właśnie boję. Że sobie nie poradzę, że stracę ukochanego faceta, który jest dla mnie najważniejszy na świecie i że będę żałowała wszystkich decyzji.
    Dlatego póki co traktuję to jako kaprys. Może kiedyś wyjedziemy gdzieś razem. Póki co podziwiam osoby, które postanowiły całkiem zmienić swoje życie. To odważna decyzja i będę trzymać kciuki za to, by Ci się wiodło jak najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaliczam się do grupy, która gratuluje, a nie kiwa z dezaprobatą głową. Często dajemy się zbić z tropu na podstawie wydarzeń krótkiej chwili, a myślę, że musimy patrzeć na sprawy bardziej globalnie. Globalnie rzecz biorąc, jestem przekonana, że jesteś na dobrej drodze (wodnej), ahoj i trzymaj kurs ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochana, każdy tekst jaki czytam u ciebie wpływa na moje postrzeganie świata..... i nie żartuje... <3
    ♥ pozdrawiam z Gdyni, Ola

    OdpowiedzUsuń
  16. ja podziwiam :) ja nie byłabym do tego zdolna :)
    jeśli mas chwilkę czasu wpadnij do mnie:)
    pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja jak głodek przyciśnie zjem wszystko ! :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Mega pozytywny post!
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ♥

    OdpowiedzUsuń
  19. wracam tu czasem i zawsze się czuję jak w domu. wybory bywają ciężkie. dziękuję, że podzieliłaś się tym co teraz przeżywasz, to chyba znak, że trafiłam tutaj dzisiaj na ten wpis.
    fajnie że jesteś.
    Całusy z Gliwic!
    Lola.

    OdpowiedzUsuń
  20. Masz rację.. Świetne przemyślenia, zapraszam: www.kawalekomnie.blogspot.com
    Zapraszam: www.kawalekomnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Super wpis! :) Świetne przemyślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  22. myślę,że Ty wszędzie dasz sobie świetnie radę:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Amazing post, dear! And I love your blog:)

    I am now following you on GFC, follow me back?:)

    theprintedsea.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  24. Jestem ciekawa gdzie Cię poniesie i co z tego wyjdzie :) Czasem trzeba zaryzykować, skoczyć na głęboką wodę i cieszyć się z tego, jak się zmienia nasze życie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Powodzenia Mis Chocolate!
    p.s. To ja nie rozumiem rozstania z Panem Taksówkarzem, a podobno taki wartościowy Taksówkarz z niego był....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem wartościowy, ale może zwyczajnie nie byliśmy połówkami tej samej czekolady? :P

      Usuń

Smakowało?