czwartek, 31 lipca 2014

Jak dwie krople czekolady

Od 28 lat dzień 29 lipca wygląda dla mnie jak dwie krople wody. Kolejny tort (przynajmniej nie kiełbasa!). Kolejne życzenia (przynajmniej nie groźby!) Kolejne zmarszczki (przynajmniej nie oponki na brzuchu; tych akurat mam zawsze tyle samo...) Kolejne życiowe podsumowanie. Tu akurat następują różnice. Z jednym wyjątkiem - niezmiennie rok rocznie pozostaję stanu wolnego. 

Pozwalam sobie tego nie oceniać. Co nie znaczy, że mnie to nie zastanawia.

Wiadomo, od nadmiernego zastanawiania się może boleć głowa. W związku z tym, że z racji obchodzenia urodzin, tak czy owak będę mieć nazajutrz lekki ból głowy, postanowiłam podjąć ten trudny temat. Ma się rozumieć, nie podjęłam go na czczo, lecz o torcie czekoladowym. I chyba właśnie dlatego tak lekko i łatwo przyszło mi dojście do sedna.
Już wiem, dlaczego wciąż nie mam obrączki na palcu! 

To wszystko przez niąMoją krnąbrną naturę? 
Nie. Przecież to wyssane pieczołowicie z palca plotki, że jestem uparta i przekorna. Tak naprawdę wszystko przez moją siostrę!

Moja siostra jest zarąbiście fajna i jest ilustratorką. Między innymi, Bloga CzekoLady. To tyle, jeśli chodzi o to, co nas łączy. A byłabym zapomniała. Od chwili poczęcia łączyła nas ta sama pępowina. A do dziś dnia to samo DNA. 

Dzięki temu, pomimo wszelkich dzielących nas różnic jesteśmy jak dwie krople... czekolady! Obie mamy do niej słabość. 






Nie znaczy to, że również i słabość do tych samych facetów. Koloru i długości włosów. Koloru i wysokości szpilek. Koloru i kształtu majtek. I w ogóle większości pierdół, które składaja się na życiową otoczkę. Właśnie. Na otoczkę. Co do sedna, jesteśmy absolutnie zgodne. Jesteśmy jak dwa kawałki tego samego tortu, wykrojone w zupełnie inny sposób, ale o jednakowym składzie i smaku. 


Nic dziwnego, że się doskonale rozumiemy. Nawet bez słów. I w czasie kłótni. I na odległość. 

Nic dziwnego też, że nadal nie mam męża, tudzież innego konkubenta, skoro już od urodzenia posiadam drugą połówkę. I tak już zostanie! Czyli zostanę starą panną?! W żadnym wypadku. Tak jak na codzień należy mówić "wieczna singlielka", miast "stara panna", tak na przyjęciu urodzinowym należy podać nie tylko tort, ale również sernik,  parówki w cieście, ostre tortille i wódkę o smaku orzecha laskowego (czyt. Nutelli). 






Dlatego, pomimo iż moja Starsza Siostra stanowi idealny materiał na mojego męża, moim mężem nie zostanie. Zdziwieni?!. Nie może powstać nic odkryczego z mieszania czekolady z czekoladą... Ten, kto nim natomiast zostanie z całą pewnością może uważać się za szczęściarza. Nie tylko dlatego, że będzie miał zagwarantowany zapas czekolady na całe życie. Bedzie mieć pewność, że jeśli znudzona będę szukać skoku w bok, z całą pewnością będą to pogaduchy z moją siostrą. Nie będę go też zmuszać do chodzenia na zakupy i oglądania komedii romantycznych. Potrafię czytać w myślach (prawdopodobnie tylko mojej Starszej Siostry, ale o tym ciiii...). Poza tym, jak nikt inny, wiem, co znaczy związek na całe życie, bo całe życie w takim jestem.

Całkiem sporo plusów, jak na posiadanie jednej siostry.

Zamiast więc biegać po mieście wołając w niebogłosy: "Ratunku za moją ścianą mieszka mój sobowtór!", wołam w Niebo: "Thanks God, jestem bliźniaczką jednojajową!". 


***

Ten wpis jest dedykowany mojej ulubionej Starszej Siostrze, bez której Blog Czekolady może by i istniał, ale nie w tak estetycznej postaci. Dziękuję Ci, że jesteś. Nie tylko ze względu na powyższe. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?