poniedziałek, 12 maja 2014

Zmartwychwstanie iluzji

Feniks z popiołów, Jezus z Nazaretu i... Pan Taksówkarz. Wszyscy członkowie tego dream teamu mają jedną cechę wspólną. Potrafią wskrzeszać

Szkoda, że i ja nie nie mam takiej mocy. 
Przydałaby się. Ostatnio bowiem mam wyjątkową zdolność uśmiercania

Nie dalej jak kilka tygodni temu pogrzebałam mój związek. A wczoraj... tort. W zasadzie, mała różnica. Ale po obu była wielka rozpacz. Cóż, przygotowanie go zajęło mi znacznie, znacznie więcej czasu i pochłonęło znacznie, znacznie więcej nerwów, niż malowanie paznokci na prawej ręce. Tym bardziej, że paznokcie maluję na co dzień. A taki tort robię tylko na szczególne okazje.

Nic dziwnego zatem, że gdy owy cenny towar omsknął się z moich rąk, zaczęłam piszczeć równie przerażająco, jak gdybym zobaczyła nagą pupę Jacka Nicholsona. Gdy tort leciał na podłogę, z moich ust leciał potok siarczystych wulgaryzmów. A kiedy została z niego tylko miazga, mi pozostało już tylko zapłakać. 

Ach, gdyby to była muffinka. Albo tarta. Może dałoby się to jeszcze jakoś odratować... 

Zrezygnowana spojrzałam na porozrzucane po podłodze wiśnie i osmarowane bitą śmietaną krzesło i zrozumiałam - nic z tego nie będzie. Poprawka - może być z tego niezły rzut do kosza na śmieci. Yeah!

Nie wiem czy zabrakło mi jaj czy czasu, ale zostawiłam czekoladową katastrofę dokładnie w takiej konstelacji w jakiej powstała. Sama zaś z lekko rozmazanym makijażem i pustymi rękami udałam się na piknik kulinarny. No, nie do końca pustymi. Jak to ja, trzymałam w nich... kiełbasę. Tych, którzy oczekiwali tortu, widok ten zdziwił nie mniej, niż ujrzenie niejakiej kobiety z brodą. Mnie jednak w osłupienie wprawił inny widok - Pana Taksówkarza. 

Przetarłam oczy. Ale to nie była iluzja. 
Iluzją było tylko to, że przybył skuszony darmową kiełbaską smażoną na maśle. 

Tylko to?

Pan Taksówkarz obwieścił mi, że jest już gotów - zmienić miejsce zamieszkania, pracę, poglądy na temat małżeństwa oraz ojcostwa. Innymi słowy, całe dotychczasowe swe jestestwo. 

Fajnie. Jest tylko jeden problem - ja nie jestem gotowa mu uwierzyć. 

Za sprawą niefortunnego zdarzenia z torem w roli głównej i kiełbaskami w tle, wiem, iż coś pięknego i cennego można bardzo łatwo zepsuć. I choćby nie wiem jak były by wielkie chęci, nie wróci się do stanu pierwotnego. Można jednak jakoś na tej katastrofie skorzystać. Z wspomnień po torcie, zrobiłam mało estetyczny, ale zawsze smaczny kopiec kreta. 





Tak więc razem z Panem Taksówkarzem konsumowaliśmy deser i przeżuwaliśmy temat naszej relacji. Wszystko to równie mało konkretne jak owy deser. Nie łudźmy się -
tortem już nie będziemy.

Ale może jeszcze uda się z tego uformować coś w miarę kształtnego? W końcu nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. A torty, nawet te najbardziej zniszczone, są nawet bardziej, niż dobre. 

Pozostaje słodki posmak oraz pytanie - czy jedynie iluzja tortu mi wystarczy?

27 komentarzy:

  1. Zaczęłaś od feniksa, potem jeszcze o kiełbasie i już się bałam, że będzie jakiś udawany eurowizyjny gniot ;)
    Bajaderki też są ciastkami "z odpadków", a ja lubię bajaderki.
    Spróbować zawsze można nawet takiego "kopca".

    OdpowiedzUsuń
  2. ojjjjj... I tak wygląda pięknie, a pewnie smakowało pysznie :D Wiśnie... mmmm zjadłabym nawet z podłogi :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham bajaderki!
    Michalina

    OdpowiedzUsuń
  4. Życzę zwycięstwa treści nad formą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Łooo to Taxi Driver dostał second chance? :D Jej, niech kwitnie miłość! I niech kwitną wiśnie, co by starczyło na kolejny tort, jaki upieczesz. Ale nie lubię tortów czekoladowych z wiśniami- co za bałwan to wymyślił?
    Ale tak poza tym, nie ważne jakie coś jest z zewnątrz, tylko w środku- a przecież i tak wszystko w żołądku się wymiesza :) Grunt, że na czubku jest mięta- to jakiś znak Auroro! Czary się dzieją :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakkolwiek będzie, trzymam mocno kciuki. Czy tort cały czy rozpłaszczony na podłodze, ważne byś to Ty była szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten okrzyk na widok nagiej pupy Nicholsona to z zachwytu, czy wręcz przeciwnie?

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdzie jest post o Twoim pogrzebanym związku? I w ogóle: jak to?

    OdpowiedzUsuń
  9. Życie iluzją tortu chyba zawsze doprowadza do punktu, w którym znowu zadajemy sobie fundamentalne pytania o sens wspólnego istnienia. Na szczęście tort przerobić można na ów kopiec kreta. Może sfatygowany, ale to nie oznacza, że gorszy. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. hmmmm ciekawie się zaczyna robić :>

    OdpowiedzUsuń
  11. wierzę, że Twój tort nawet w takiej formie byłby przepyszny. nie wiem jednak, jak z tym związkiem.

    w ogóle jaka to sprawiedliwość, że niemal wszystko buduje się tak trudno, a zepsuć można w minutę?

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak to już jest - raz z górki, raz pod górkę. Co zrobić...
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  13. a mnie się wydaje, że jak właśnie odratowałaś tort kopcem kreta, to i związek można! Okey-nie łudźmy się, są ciasta których odratowanie nie przywoła efektu pierwotnego, ale SĄ takie ciasta, których efekt przywoła się na pewno! Ba! Znam czasem lepsze wtóre próby niż pierwotne!
    Także głowa do góry i PRÓBOWAĆ :)

    OdpowiedzUsuń
  14. podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, a jak tort się rozwali to będzie już tylko jego atrapą - ja weszłam dwa razy i się nie udało i się nie uda - ale u mnie chyba brakło miłości, ale może u Ciebie ona jest? podobno miłość nie istnieje, może przyjaźń wystarczy i pociąg? nie wiem - ale ciasta pieczesz pewnie super - jak ja! Bo to kochasz!

    OdpowiedzUsuń
  15. Powiem Ci z własnego niełatwego doświadczenia - nie warto godzić się na mniej. Jeśli masz coś co nie jest wersją spełniającą Twoje wszystkie oczekiwania i wymagania, albo nie skradło Ci serca na tyle, że jesteś mu w stanie pewne niedoróbki wybaczyć - nie warto! Naprawdę! Nawet jeśli w tej chwili to wydaje się jedyną dostępną opcją.

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja trochę z innej beczki. Wciąż mnie zadziwia mechanizm "kojarzenia i działania" wielu facetów (mam nadzieję, że nie wszystkich). Otóż, kobieta rozmawia, stara się mówić, co jej nie pasuje, co by chciała zmienić, co ją boli. Często facet jest wtedy myślami gdzieś daleko... tak jakby ona gadała dla samego gadania. Potem jest nagłe zderzenie ze ścianą (kobieta mówi "pass" i jest to moment, kiedy jest pewna, że koniec, zdecydowała, po zawodach), a oni nadal nie kumają, co się stało. Chyba muszą poczuć kowadło na głowie (bum! bum!) albo "ból zbyt wielu samotnych nocy", żeby coś było do nich w stanie dotrzeć i (co mnie najbardziej zadziwia) wtedy NAGLE "WSZYSTKO SIĘ DA". Magia? :D Niestety wtedy bywa już za późno. Optymistyczny akcent na koniec: BYWA W ŻYCIU PO PROSTU RÓŻNIE. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Są na świecie i w sezonie rzeczy lepsze niż torty i Ty to wiesz :) Taki eton mess z rabarbarem. Wygląda jakby upadł a smakuje niebiańsko. Ważne, żeby Pan Taksówkarz nadal Ci smakował! Torty to w bajkach, a bajki nie są dla dużych dziewczynek ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Masz fantastyczny sposób pisania ;D Ta cała historia tortu i porównanie do związku, bardzo bardzo ciekawie ;) Napewno będę zaglądać tu częściej! A kopiec kreta bardzo lubię i z tego co widać po zdjęciu musiał być pyszny!

    OdpowiedzUsuń
  19. Mój ulubiony tort! A moja mama kiedyś wywróciła się z tortem, a ledwo co wyszła z cukierni... Na domiar złego, jeszcze na niego usiadła. Ale i tak był dobry, więc Twoja reguła rzeczywiście się sprawdza ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mimo wszystko nawet resztki tortu wyglądały nieźle...
    A czy uwierzyć Panu Taksówkarzowi? Niektórych trzeba mocno walnąć w czoło albo inną część gęboszczęki, żeby się ocknęli i zauważyli, że chyba jednak tracą coś najcenniejszego w życiu. Czasem życie potrafi zaskoczyć i nawet zatwardziali kawalerowie się zmieniają.
    Pytanie tylko, czy to zmiana trwała, czy jedynie chwilowa, żeby odzyskać coś, co stracił.
    Życzę, żeby się stało najlepiej, jak będzie dla Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  21. Piszesz jak mistrzyni!!! Czytam wszystko o czym tylko napiszesz

    wielkie pozdrowienia z Gdyni
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  22. Godny tekst! będę do ciebie wpadał częściej ; )

    OdpowiedzUsuń
  23. o żeeeesz to dopiero historia :)) trzymam za Was kciuki i za wypieki też :))

    OdpowiedzUsuń
  24. Uwielbiam Twoje teksty! :)

    OdpowiedzUsuń
  25. No cóż czasem posklejana porcelana wygląda na zewnątrz pięknie, ale po nalaniu herbaty jednak przecieka. Czasem jest jednak inaczej, zależy jak głębokie było pęknięcie. Związki wymagają kompromisów z obu stron i tylko tak można skleić całość. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  26. Moim zdaniem warto dać mu szanse. Miłość to ciągłe kompromisy. A małżeństwo już w ogóle.

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?