niedziela, 6 kwietnia 2014

Seks, fejm i muffinki

Namnażają się w błyskawicznym tempie i uwielbiają dobrą zabawę, siejąc przy tym niezły zamęt tam, gdzie tylko się pojawią. A są niemal wszędzie. Nie tylko w Twojej lodówce, szafie i łóżku. Nie, nie gremliny. Polscy blogerzy. Blogi kulinarne, modowe, lifestylowe, parentingowe, marketingowe, podróżnicze, literackie i.... mnóstwo, naprawdę mnóstwo innych. Jak mnóstwo? Cóż... - pewniejszym jest istnienie yeti, niż sfery życia, o której by ktoś nie pisał bloga. 

Czyżby potomkom Mickiewicza i Słowackiego zależało na tym, by język ojczysty kwitł jak kakaowiec - czyli zawsze? Być może. "Być może" urosnę jeszcze kiedyś o 10 centymetrów. Chyba jednak tylko wszerz... Spójrzmy prawdzie w oczy - prowadzenie bloga jest modne. I dochodowe. Nawet, jeśli ktoś nie jest córką premiera i nie zarabia na klikaniu kokosów, prędzej czy później te kokosy dostanie. I to dosłownie. Wymiana barterowa, a mówiąc żargonem blogerskim "dary losu" jest tym, co sprawia, że nawet najbardziej odporni na pisanie, pisać zaczynają. Niestety... By dostawać więcej kokosów - tak tych papierowych jak i dosłownych - należy jednak posiadać nie tylko bloga, ale i fejm.

Fejm zaś mamy, gdy nie tylko wieść o nas roznosi się po kraju wzdłuż i wszerz, a statystyki w górę po ekranie komputera. Nie chodzi też tylko o to, że nosi nas na myśl o pisaniu i ponosi fantazja przy pisaniu. Tu idzie o wyjście poza bloga i wejście między blogerów. 

A ściślej rzecz ujmując - w nie mniej modne, niż sami blogerzy - Imprezy Blogerskie. Kilku osobowe lub masowe. Po co są takie imprezy? Często odnoszę wrażenie, iż celem nadrzędnym jest zrobienie sobie "słit foci", promowaniu pewnych marek i pewnych produktów. No i szeroko pojęty lans. Innymi słowy - weryfikują fejm, ale również go dostarczają, podobnie jak owych kokosów. Nic dziwnego, że unikam ich jak glutaminianu sodu. 

Tak jakby...

W miniony łikend zamiast wziąć nogi za pas, wzięłam udział w Blog Experts 4. Zamiast na nogach, udałam się na miejsce rowerem (z domu na dworzec PKP), pociągiem (z Opola do Wrocławia), autobusem (z Wrocławia do Krakowa), a na sam koniec tramwajem (z dworca PKP na miejsce akcji BE 4). 




Nadmienię tylko, że owym tramwajem jechałam dwukrotnie, z racji tego, że wsiadłam do pojazdu jadącego w przeciwnym kierunku. Bywa.

Mimo wszystko tą skomplikowaną logistycznie i męcząca fizycznie podróż warto było odbyć.




Dla muffinek?!

W żadnym wypadku. Były stanowczo za słodkie. I chwała im za to. Dzięki temu, że to nie one były główną atrakcją, największą atrakcją tej imprezy byli sami blogerzy. I to, co sobą reprezentują - nie nowy błyszczyk do ust, ani odjazdowe szpilki, ani nawet jakiś gadżet Apple, którego - przy całej prostocie Appla - nie potrafię zrozumieć. Blogerzy pokazali się z dobrej strony. A ta strona to nie zawsze lewy profil prezentowamy przed obiektywem  na "ściance". Pokazali się jako - nomen omen - eksperci. 

I chyba to uważam za najcenniejszy "dar losu" jaki dostałam na tej imprezie. Przypomnienie, że bloger - bez względu na to, o czym pisze - ma być ekspertem. Od smaku, mody, seksu, wychowywania... Być ekspertem to nie być kolejnym wcieleniem Perfekcyjnej Pani Domu, lecz brać rzeczy na poważnie. Czy mam zatem wydłubać sobie moje ironicznie przymrużone na wszystko oko? Nie. Traktować raczej to, co robię na blogu - czyli owo ironiczne spojrzenie na świat - jako moją pracę. Czyli (tak, tak... nie zaczynam od "czyli"...) wkładać w to tyle czasu, energii, serca, ile w najważniejsze zlecenie naszej kariery zawodowej. Nie pisać dla czegoś - fejmu, kokosów, muffinek... Lecz dla Kogoś. 

Jak dobrze, że wciąż są blogerzy, dla których bardziej od trafienia na kanapę Wojewódzkiego liczy się trafienie w sedno sprawy. Takim sama kokosy chętnie wyślę. Jeśli tylko się ich dorobię. Po udziale w Blog Experts 4 wiem nawet, że nie potrzeba mi do tego fejmu. Tylko mózgu Michała Szafrańskiego. A oto już trudniej. Trudno... najwyżej bloga będę prowadzić charytatywnie. W końcu być ekspertem od czekolady i związków damsko męskich to rzecz bezcenna! 





Dzięki Rito, dzięki Konradzie - za bycie ekspertami w poskramianiu gremlinów! 


23 komentarze:

  1. świetny tekst! faktycznie 4 lata temu jak założyłam bloga nie wydawało mi się, że prowadzenie czegoś takiego jest tak masowe :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Żałuję, że do tej pory nie udało mi się być na żadnym BE, ale jak wrócę do domu, to może się tam kiedyś spotkamy :) wierzę na słowo, że było świetnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty to potrafisz zrobić taki wstęp, że nawet po przeczytaniu całego tekstu nie jestem pewna o czym czytałam :D ale to pozytyw, tu wcale nie chodzi o jakąś chaotyczność. Ty jesteś zwyczajnie za mądra!
    Marzy mi się takie spotkanie, bo ja najzwyczajniej w świecie uwielbiam poznawać nowych ludzi. Szkoda tylko, że wszystkie spotkania są zawsze mega daleko, a jako maturzystka niewiele mogę zwłaszcza miesiąc przed maturą.. :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy blogosfera musi koniecznie gdzieś zmierzać? Czy trzeba trafiać w sedno sprawy? Czy wszystko musi się tak komplikować? Smacznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze, jak to się stało, że się tam nie poznałyśmy?!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja chciałabym kiedyś wziąć udział w spotkaniu bloggerów. Żeby zobaczyć co tam rzeczywiście się dzieje. Jedni nastawieni są bardzo krytycznie, inni bardzo pozytywnie, a ja wypowiedzieć się nie potrafię. Nie wiem, czy w Poznaniu nic się nie dzieje, czy co? Hmm...

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Twój sposób pisania. Ja prowadzę bloga od niedawna, nie wiem czy trafiam w sedno sprawy, po prostu piszę o tym co lubię, wrzucam zdjęcia tego co mnie inspiruje i tyle. Nic szczególnie ambitnego, nic co mogłoby mnie zaprowadzić na kanapę Kuby Wojewódzkiego, ale lubię ten rodzaj blogowania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bloguję czekaj.....o w mordę, od 2007 roku, wtedy blogerów postrzegano jako samotników, wariatów, tudzież nieudaczników którzy fascynującego życia nie mają więc ślęczą przed monitorem...A teraz? Faktycznie, blogi piszą już wszyscy (choć nie wszyscy powinni).
    Nigdy nie byłem na takim spotkaniu i raczej nie ma szans żebym się wybrał. Mnie również muffinki nie przekonają.
    Nie zastanawiam się po co to robię. Nie zarabiam na tym. Mam gdzieś ilość czytelników (serio,serio) Ja to po prostu lubię..

    OdpowiedzUsuń
  9. Blog parentingowy - zachwycona jestem :D. Muffinki mniam!

    OdpowiedzUsuń
  10. grrrruuuubo!:)) mam nadzieję, że kiedyś mi się uda wybrać na jakieś blogerskie spotkanko :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No właśnie, Twój blog jest bezcenny! I dobrze, że niekomercyjny, bo bardziej autentyczny.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej,

    A rozmawialiśmy tam na miejscu czy nie? Bo jeśli nie, to wiesz... mój mózg był na wyciągnięcie ręki :) Warto korzystać na bieżąco. Ja zawsze chętnie odpowiadam na wszelkie pytania - zwłaszcza na takich spotkaniach.

    I przy okazji dziękuję za miłe słowa :)

    Miłego wieczoru

    OdpowiedzUsuń
  13. Jejku, sama juz nie wiem co sie dzieje z blogosfera. Bloguje od 2010 i kazdy sie z tego smial. A teraz? WSZYSCY bloguja, bo ubrania, bo okulary darmowe, buty, akcesrioa...;_;

    OdpowiedzUsuń
  14. wielokrotnie widziałam że odbywają sie imprezy blogerskie. Nieważne czy dostaje zaproszenie, czy polega to na samodzielnym zgłaszaniu się - olewam. Problem w tym, że nie potrafię brać na poważnie "blogera", którego głównym celem jest wybicie się na byle czym, pozowanie do byle jakich zdjęć - oby z kimś znanym, lub mniej znanym ale stwarzając przy tym poczucie i wrażenie chwilowej sławy. Nie pcham się na takie imprezy bo wolę zająć się tym co robię najlepiej - pisaniem. Związki, zdrowie, strefa kobiety - to coś co jest tak wielką częścią mojego życia i w czym na prawdę czuję się ekspertem. I widzę to po moich czytelnikach. Wracają, komentują, i komentarze są wartościowe. I nie takie "ładny blog" albo post strzelony na 10 minut czytania a jakaś bystra iskierka komentuje to "ładne zdjęcie". To jakaś porażka.
    Dobrze że nie zmarnowałaś czasu i że udało się wynieść z tej imprezy coś wartościowego :)
    A odnośnie barterowej wymiany... dla mnie blogerki które reklamują firmę za ciuch o wartości stu złotych to jakaś masakra. Zero poczucia własnej wartości, instynktu samozachowawczego i przewidywania. To takie blogowe frajerki, które robią za darmo coś, na czym mogłyby zarobić krocie. Bo wiesz, z tymi kokosami to też jest tak, że trzeba wiedzieć gdzie rosną i jak je pozbijać ;) Fajny post :)

    OdpowiedzUsuń
  15. od czekolady jesteś na pewno ekspertem i relacji damsko-męskich! :D
    pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Cóż, co ja mam tu od siebie mądrego dodać... wszystko już napisałaś, trafiłaś w sedno, a to jest bezcenne w dzisiejszych ultrakomercyjnych czasach :-) Ale jedno przyszło mi do głowy, co by nie powiedzieć, czy nie napisać o tym blogowaniu – nie posiadać bloga już się raczej nie da, przecież to już standard, tak jak adres mailowy, każdy musi go mieć ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Aaa... to już teraz wszystko jasne ;D dlaczego ja nie zarabiam kokosów! Fejmu nie mam.. :) ja tylko piszę... :)


    P.S. Na poradnik w sprawie PMS są chętnie ;D muszę sprawę przemyśleć hahah :)

    OdpowiedzUsuń
  18. ja na blogu nie zarabiam i nie ubolewam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja z innego świata chyba jestem, bo ze znajomych nikt nie prowadzi bloga, i większość uznaje to za dziwactwo... :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja mam jedną znajomą która prowadzi bloga, totalnie ekshibicjonistycznego, czytam go z ciekawości jakie jeszcze głupoty powypisuje :) Ale chyba na nim nie zarabia, i mało kto go czyta, ew. znajomi spragnieni wieści co i jak

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetnie to napisałaś.
    A ja bym nie chciała zarabiać na blogu. Nie nadaję się do tego. Nie zarobiłabym nic na pewno :) Pisze dla siebie i dla tych, co może wpadną i poradzą coś, lub ja ich na coś natchnę, czy w jakiś sposób pomogę.
    Pozdrowionka :) :*

    czekamynacud.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  22. Haha, teraz tylko EKSPERCI i DAWCY KONTENTU. :D Mianuję siebie Ekspertką ds. pajacowania - KTO MI ZABRONI?, cytując słowa Stuhra z "tego filmu z wielbłądem". ;))

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?