poniedziałek, 17 marca 2014

O wyższości galaretki nad budyniem


Gdyby ktoś kiedyś przypadkiem zaczepił mnie na chodniku i zapytał czy budyń może być podstawą tortu, nie odpowiedziałabym. Nie dlatego, że nie znam odpowiedzi. Odpowiedź znam aż nazbyt doskonale. I jest ona tak oczywista, że byłabym w zbyt dużym szoku, że ktoś może tego nie wiedzieć, by udzielić wyjaśnienia pytającemu. 

A jednak... Codziennie stykam się z przejawami... właśnie, czego? Naiwności? Lekkomyślności? A może braku myślenia w ogóle? Cóż, dla tych, którzy zamiast mózgu mają budyń (jeśli tacy osobnicy w ogóle zachodzą na Bloga Czekolady) powiem krótko - na budyniu nic nie zbudujemy! Ani tortu. Ani sernika. Ani tym bardziej związku...

Związek, dalece bardziej niż tort, potrzebuje solidnych podstaw. I dalece częściej tego mu właśnie brakuje. Tymczasem, by związek przetrwał nieco dłużej, niż tort i byśmy kiedyś wspólnie mogli zasiąść do zjedzenia tortu z okazji jakiejś mocno okrągłej rocznicy, potrzeba na okrągło przypominać sobie po kiego grzyba w ogóle ze sobą jesteśmy. 

By było miło?
By uciszyć szalejącą macicę?
By przepędzić smród lęku samotności?

Różne są odpowiedzi, różne motywy. Wszystkie pierzchną jak Muminki przed Buką w obliczu pewnej zasadniczej prawdy - związek nie jest po coś. Bo nie jest symbiozą. Mało konkretne?
To powiem wprost - nie jestem z Panem Taksówkarzem, dlatego że wozi mnie taksówką. Dopiero, gdy to i kilka innych kwestii sobie wyjaśniliśmy, stało się jasne, że nasz związek przeszedł z fazy budyniu do fazy... galaretki


 



Być może to jeszcze nie najwyższa forma stabilności, ale i tak tęgi krok do przodu. Skoro zaś jako związek poczuliśmy stabilniejszy grunt pod nogami, to do kompletu przydałby się i dach nad głową. Innym słowy, planujemy razem zamieszkać

Wreszcie! 

Zanim jednak zaczniemy wybierać dywaniki, kocyki, kubeczki i sedes do ubikacji, ja usiadłam na skraju łóżka. Trzęsłam się jak galareta.






 Cóż, jeśli weszliśmy właśnie w etap galarety, to nie powinno mnie to dziwić. To nie była jednak nadmierna empatia w kierunku galaretki. To był lęk. Niekoniecznie o to, skąd, u diaska, wytrzaśniemy 300 tysięcy polskich złotych. Lęk przed zmianą. Pierwszy raz mam zamieszkać z facetem. To zaś stanowi większe ryzyko, niż wizyta w chińskim centrum handlowym. A co jeśli jemu nie będzie odpowiadać pora mojego wstawania? Czy wytrzymam, jeśli nie będzie odkładał odpowiednich garnków w odpowiednie miejsce? Czy dogadamy się, co do rodzaju muzyki jaka będzie leciała w porze obiadowej? A może pozabijamy się w pierwszym tygodniu po wprowadzce?!

Być może. 

Jeśli jednak nie spróbujemy, utkniemy w fazie galaretki na zawsze. Galaretka potrafi być zabójcza, co wiem z filmu Blob. Tak jak i lęk. Dlatego lepiej go zjeść, zanim on zrobi to z nami. Gdy galaretki - tak na talerzu jak i w nas - już nie będzie, zrobi się miejsce na jeszcze bardziej stabilniejszą formę. Tak stabilną, jak czekolada. Ale o tym już w innym wpisie, bo to raczej długi proces...

35 komentarzy:

  1. Hmmm... dlatego warto budować związki w młodym wieku, natomiast teraz dojrzałość już nakreśliła czego oczekujesz od partnera. Mniej strat jak wam nie wyjdzie. Będąc dojrzałym można szybko się otrząsnąć w razie w. I pójść z nowym doświadczeniem dalej nie szukając winy w sobie czy w partnerze po prostu tak miało być...

    OdpowiedzUsuń
  2. z własnego doświadczenia wiem, że im szybciej znajdzie się pod wspólnym dachem tym lepiej, bardziej z górki można powiedzieć - od początku wiedziałam, że mój Konkubent zostawia spodnie na sofie, nie lubi zmywania garów i śpi do południa - szybko się tego człowiek uczy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy post i fajne porównanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co tam galaretka, życzę dojścia do etapu skały :)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetna ta galaretka! bardzo pomysłowa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspólne mieszkanie to super sprawa. Trzymam za Was kciuki i gratuluję :) Nie trzęś się. Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Noto kiedy parapetówa:P? gratuluję:)

    OdpowiedzUsuń
  8. I miętowa galaretka (dobrze czuć do siebie miętę), a potem miętowe czekoladki (znowu z tego samego powodu). Trzymam kciuki. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To piękny etap, ciesz się nim, a strachy przeminą, kiedy zaczniecie się sobą cieszyć na co dzień i okaże się, że te wszystkie obawy były niepotrzebne :)))
    Powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. toż to największe szczęście jakie może być!
    muszę jakąś filcową ozdobę przesłać na nowe mieszkanie :D

    OdpowiedzUsuń
  11. ja to się dość często zastanawiam skąd biorą się u ciebie te porównania, bo czytając wstęp byłam praktycznie przekonana (z resztą jak zawsze), że będzie o jedzeniu. O czekoladzie. A tu klops, bo ty i taxi driver to galaretka. Serio. Nie mam zielonego pojęcia skąd ty to bierzesz, i zazdroszczę ci, że masz jakieś takie źródło, bo wszystko opisujesz ciekawiej. Przecież mogłabyś napisać ' Ja i Taksówkarz będziemy mieszkać razem, a z nerwów trzęsę się jak galareta ' ale twoja wersja jest o niebo lepsza ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zabójcza galaretka, brzmi groźnie. Ale to zielone cudo musi być dobre :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  13. W przypadku męskich partnerów przeważnie "kupujemy" swoje wyobrażenia o nich, czyli iluzje.Niektóre z nas wcale NIE dostrzegają faktów, ani motywacji bycia ze sobą ( bo niby każda dobra jest) i w ten sposób "szczęśliwie" mija im życie we dwoje.Na etapie galarety oczywiście, bo bardzo boją się i drżą na każdą perspektywę zmiany...Dlatego na przykład w Szwecji 70 % ludzkości żyje sobie samotnie.Tak jest zdrowiej
    ale TOBIE życzę udanego ZWIĄZKU, bo masz ku takiemu związkowi solidne podstawy.Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Będzie dobrze. Pewnie nie raz, nie dwa się wkurzysz, zaklniesz w duchu "Po co mi to było", ale ogólny rozrachunek i tak wyjdzie na plus. Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ach...galaretka....brzmi obiecująco. Chociaż...po pewnym czasie człowiek ma ochotę na ja-ja-ja, zamiast ciągłego my-my-my:)))

    OdpowiedzUsuń
  16. super :)))) galaretka i tak bardziej stabilniejsza niż budyń...pozostaje mi więc trzymać mocno kciuki i życzyć powodzenia kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Kolejny krok na mapie wspólnego życia! I tak trzymać :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo fajnie opisane i ciekawy post ;))
    zapraszam do mnie, jeśli zechcesz i mam prośbę czy mogłabyś kliknąć w linki w moim ostatnio dodanym poście, ponieważ bardzo to dla mnie ważne a dla Ciebie tylko chwilka ;))
    http://possible-lucky.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Z każdym przeczytanym postem dochodzę do wniosku, że powinnaś napisać książkę. Świetnie się czyta Twoje wpisy. Potrafisz mnie rozśmieszyć, poruszyć i jeszcze prawie zawsze się z Tobą zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
  20. :) uśmiech na twarzy mam po przeczytaniu tego tekstu. od ucha do ucha:)
    Przejście z fazy galaretki do czekolady wcale nie jest taki straszne... wiem bo też się tak przeobrażałam.
    Czekam na relacje z fazy czekolady!

    Pozdrawiam i wytrwałości życzę
    Em

    OdpowiedzUsuń
  21. No to trzymam kciuki za dalszepostępy :) Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Gratulacje! Życzę Ci OGROMNEGO i SŁODKIEGO szczęścia pod wspólnym dachem! Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  23. aaa dojść do fazy czekolady <3 to mogłoby być zabójczo słodkie

    OdpowiedzUsuń
  24. Hmmm, ale budyń może być czekoladowy, a galaretka? :-)
    Trzymam kciuki za bezbolesne przejście na kolejny etap związku. Niech będzie słodko, o!

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo piękna ta Twoja galaretka i takiej pięknej fazy galaretki życzę Tobie i Panu Taksówkarzowi pod wspólnym dachem. A jak już będziecie się przeobrażać w czekoladę to dopiero będzie czad :)

    OdpowiedzUsuń
  26. W międzyczasie myślę, że przyjdzie i czas na wafelki. Powoli powoli, jeden cieniutki na drugim, powoli, powoli, żeby potem wszystko oblać czekoladą ; ) Ponoć kto nie ryzykuje, ten nie ma. Szkoda,że tych pieniędzy to się nie tyczy. Z nimi zawsze,jak z wafelkami, krucho.

    Będzie dobrze ; ) + uwielbiam Twoje słodkie metafory!

    OdpowiedzUsuń
  27. Ale fajnie piszesz, uśmiałam się i zaczęłam się zastanawiać nad tym co piszesz bo mądrze piszesz. Sama zaczęłam się zastanowić nad tym nie dalej jak dwa dni temu co by powiedział facet na to że długo lubię spać ha ha.

    OdpowiedzUsuń
  28. ;) gratuluję decyzji :) może zanim kupicie, pomieszkajcie razem w wynajętym? :) żeby właśnie zobaczyć co i jak :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Fiu fiuuuu, kochana! Gratulacje! Co za krok! SUPER! :-)))
    W końcu będziecie razem. Ale to które zmienia miasto zamieszkania? ;-)

    Ps. BTW, kolejny wspaniały tekst. Uwielbiam Cię czytać! :-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Jaak to świetnie wygląda! Gratuluję kochana, wierzę że Wa m się uda! <3
    Czy mogłabyś dodać mnie do obserwowanych i polubić mojego fanpage? Jestem młodą blogerką i bardzo chciałabym zainspirować Cię i podzielić się z Tobą moimi pomysłami na ubiór www.facebook.com/berriesfashion
    Jeżeli Ty także posiadasz, wyslij mi link a ja się odwdzięczę.

    OdpowiedzUsuń
  31. powodzenia.
    ale i tak jak się zje budyń, to w obydwie strony smakuje tak samo.
    polecam przy kacowych, ciążowych, jelitowych, mdłościach.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ale galaretka jest w kolorze nadziei, zatem powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?