wtorek, 18 lutego 2014

Cały ten (s)EKS

Można wpaść na słup. Można też na genialny pomysł. Albo na swojego Byłego. Cóż, przypadki chodzą po ludziach, a ptak może nasrać zarówno na królową Anglii jak i stałego bywalca małomiasteczkowej pijalni wody wysokoprocentowej. Gorzej, gdy nasz Były zamierza wpaść do nas zupełnie nie przypadkowo, a z premedytacją. Ba, z misją. Jaką?

Cóż, tego samego byłam niezmiernie ciekawa, gdy jakiś czas temu napisał do mnie nie kto inny jak jedna z najbarwniejszych postaci tego bloga, Pan Magik. Gdy z naszym Byłym nie łączy nas nic, prócz kilku ciężkostrawnych wspomnień, jego sms może sprawić, że na moment oderwiemy się od jedzenia zupy pomidorowej z ryżem. Tak było i w tym wypadku.

Dobra, zamiast zatopionej łyżki w zupie, miałam zatopiony wzrok w ekranie komputera. Nie mniej, w obliczu przerwania ważnej czynności, jaką na owy moment stanowiło oglądanie serialu edukacyjnego, poczułam nie mniejszą irytację, jak wtedy, gdy ktoś przerywa mi jedzenie. Choćby to była i owa zwykła pomidorówka.

Chwilę potem irytacja zamieniła się w ciekawość, która wzbierała we mnie tym bardziej, im hojniej karmiłam ją pytaniami...

" ... a może on naprawdę był we mnie zakochany?", 
"Czyżby chciał okazać (wreszcie) skruchę?", 
"Może zostaniemy ostatecznie przyjaciółmi!".





Każde kolejne stawało się bardziej bzdurne od poprzedniego. Nim zdążyłam uruchomić mózg i wydumać, co tak naprawdę kierowało Panem Magikiem, jego kroki już kierowały się w moim kierunku. Innymi słowy, zaprosił mnie na randkę. Na randkę?! Przecież ja nie chodzę na randki. Jestem kobietą w związku! 

No chyba, że to będzie zwykłe spotkanie...

Zwykłe spotkania nie odbywają się o 22 przy stoliku dla dwojga... Heh. Jego zapewnienia o tym, że utknięcie w korku nieopodal mnie jest dla niego szczególnym Znakiem, były jednak tak niezwykłe, że zdecydowałam się pójść. Na spotkanie, nie randkę.

A, byłabym zapomniała - najpierw musiałam zmyć z siebie oznaki zmęczenia i przebrać piżamę. Niepotrzebnie. Powinnam była w ogóle nie zdejmować z siebie piżamy, bo okazało się, że Pan Magik chciał jedynie pójść ze mną do łóżka...
Pokonać tyle kilometrów dla... seksu? Misja, phi. Jak dla niego, mission impossible.

Od początku to wiedzieliście?

O, czekoladowa naiwności... Naiwności? Nie do końca. Koniec końców bowiem, nie dałam się omamić sztuczkom Pana Magika. I wyciągnęłam pewne cenne wnioski. To, że Pan Magik był hochsztaplerskim buraczyną wiedziałam już dużo, dużo wcześniej. Po spotkaniu z nim, przypomniałam sobie jednak jak wiele jemu podobnych tuła się po tym świecie. I jak niewielu potrafi naprawdę zaczarować kobietę. A to już był tylko krok do tego, by na nowo docenić z całą mocą Pana Taksówkarza.

Was zaś zachęcam do docenienia randek z Waszymi eks. W istocie to nie tylko seks. 
A łopatologicznie rzecz ujmując - to upewnienie się w tym, jak mało się straciło,  a wiele zyskało, odchodząc.

To teraz możecie w pokoju odejść od monitora. 


43 komentarze:

  1. Przeczytalam Twój list w TS i powiem Ci, że po Twoich ociekajacych czekoladą tekstach... nie spodziewalam się pani pedagog od boskości, heh ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja też nie, ale odkrycie listu było bardzo miłym zaskoczeniem :) pozory mylą ;) ........a co do eks, zawsze mam nadzieję na jego "resocjalizację" i zawsze po kontakcie (całe szczęście na odległość ;)) cieszę się ostatecznie, że kiedyś się rozstaliśmy :)

      Usuń
    2. He he dobrze napisane: - ) pozdrawiam

      Usuń
  2. Kurcze, ja też naiwna jestem, bo nie podejrzewałam, że do tego zmierzał ;)
    Oj tak, jak pomyślę sobie co "straciłam" to jakoś wcale mi tego nie żal.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie upewnienie się potrafi dać ogromnego kopa ; ) Może czasami lepszego niż czekolada!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Najważniejsza rzecz, gdy spotyka się byłego- nie odwracać się! Miło się uśmiechnąć i dać dyla :P

    OdpowiedzUsuń
  6. zawsze czytam CIĘ z wypiekami na twarzy. ciekawe czy Pan Magik, to czyta? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie czyta z podniesiona rozdzka :)

      Usuń
    2. właśnie kliknęłam Ci lubię to ;p

      Usuń
  7. Podpisuję się po tym tekstem wszystkimi kończynami.

    Spotkania z eks mają jeszcze jedną, świetną zaletę - możesz tak niby od niechcenia pokazać, jak fantastycznie wyglądasz po pozbyciu się owego/owej ze swojego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba lubię najbardziej w spotkaniach z eks =)

      Usuń
  8. No właśnie... Jak zaczarować kobietę? jakieś rady?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach te eksy...
    swoją drogą, albo wielki to desperat, albo tak daleko sięgają Twoje feromony - że też chciało mu się tłuc taki kawał z nadzieją na spełnienie ;) faceci nie przestają zaskakiwać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmm. post nie dla mnie bo nie mam eks. Jak na razie :) Ale wywnioskowałam że eksy są beznadziejni i nie do uleczenia :/
    :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Z zapartym tchem przeczytałam :) Z eksami tak bywa, ale sadzę, że bywają o to by docenic obecnych :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie mam eks, ale mam czekoladę, której nie mogę zjeść. :< Jak w takim wypadku docenić swego Lubego? Kazać mu zjeść czekoladę i czekać na reakcję? :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Cóż ja mogę tu dodać...może to że czasem prawda o człowieku wychodzi z czasem w moim przypadku po 1,5 roku... żyłam z psychopatą, patologicznym kłamcą, manipulantem i tyranem psychicznym. Po 1,5 roku dowiaduje się...że mój ex jest człowiekiem zafascynowanym gwałtem i cierpieniem...

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajnie piszesz. Poproszę tylko większą czcionek, bo bez okularów mam mały problem. Seks z eks, nie jest zły pod warunkiem, że oboje jesteście wolni i chętni. Lepsza ta opcja niż seks z przypadkową osobą. Każda spotkana osoba czegoś nas uczy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Yeah, dobry post. Mnie również czasami nachodza wiadomości od byłych i zawsze są bezczelne, zaskakujące, bądź śmieszne. I dziękuję im bardzo, że są, bo wtedy wiem, ze kocham swojego Lubego! ;) "hochsztaplerska buraczyna" - piękna esencja ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. świetny tekst, zresztą jak wszystkie które u Ciebie czytam:) co prawda to prawda, warto czasem spojrzeć w twarz takiego buca i utwierdzić się w przekonaniu, że nic lepszego od rozstania nie mogło nas na tamtą chwilę spotkać :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ha, jaka opowieść :) Hm, ja wolę unikać spotkać ze swoimi byłymi dziewczynami :)

    OdpowiedzUsuń
  18. "hochsztaplerskim buraczyną"-pięknie to ujęłaś :)
    A wnioski, że jednak dzięki Bogu nie jesteśmy z tym "kimś", są takie...oczyszczające ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Super się Ciebie czyta :) zaczynam obserwować :)

    OdpowiedzUsuń
  20. A to ci dopiero, cwaniaczek ;-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Też mnie to zadziwia, ile ludzie są w stanie zrobić dla seksu. Ale mam nadzieję, że nie wszyscy :D Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  22. A... też się zastanawiałam, czy Pan Magik to czyta?

    OdpowiedzUsuń
  23. totalna porażka.. gdzie oni mają głowę, mózg, albo trochę wstydu i opamiętania? Szkoda słów..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie opamiętanie autorki bloga? Widać ciągnie ją do byłego, jego błąd, że za wcześnie wyłożył karty na stół, ale następnym razem na pewno się uda...

      Usuń
    2. Hmm... Zamiast Anonimowy należało się podpisać, Panie Magik :P

      Usuń
    3. Może czas na disqus'a, będzie wygodniej się podpisać? :>

      Usuń
    4. A tak po prostu jest za trudno, panie tajemniczy? ;) Buziak na zachętę :)

      Usuń
  24. Było, minęło i choć czasem wraca trzeba to odegnać. Ciężko jest czasem, ale da się na szczęście. Czemu oni nie rozumieją?

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie ma bezinteresownych spotkań z Exami. Oni ZAWSZE czegoś chcą. Przeważnie nie dać nam zapomnieć o swoim istnieniu:)
    Ale dla nas to okazja żeby jeszcze raz powiedzieć sobie "uff, już mnie to nie dotyczy".

    OdpowiedzUsuń
  26. aż bałam się czytać ten wpis o byłym, bo chyba tego właśnie się spodziewałam. no to faktycznie dobrze, że były:D teraz będziesz wiedziała, że mijając go na ulicy możesz bez żadnych przeszkód użyć środkowego palca:D

    OdpowiedzUsuń
  27. piszę trochę nie w temacie. siedziałam u Ginekologa i czytałam najnowszy Twój Styl i tam skrobnęłaś kilka słów! i utkwił mi stereotyp, że nauczycielka religii nie może pisać o seksie. że to nie przystoi. nie wypada. znasz ten stereotyp? u mnie tkwi od dłuższego czasu, bo znam dwie dziewczyny, nauczycielki religii, które są nadaktywnie cnotliwe. może stąd mi ta myśl i stąd się osadza taki osąd. taka rama myślowa. sztywna. cieszę się, że u Ciebie jest to odmienne. inne. świeże. i nie sztywne. i że potrafisz rozmawiać, pisać o związkach, o seksie. dzięki Bogu.

    OdpowiedzUsuń
  28. Karolina, te najbardziej cnotliwe, na ogół prywatnie z cnotliwością nie mają nic wspólnego. ;)

    Czekolado!
    Mam zamiar wykorzystać Twój przepis na ciasto z postu "Subtelny smak zdrady" jako tort na 55 urodziny teścia. :) Chcę wzbogacić go o wiórki kokosowe, przekroić na pół jak biszkopt do tortu, przełożyć masą śmietankową z kawałkami ananasa, a górę ozdobić sosem czekoladowym i kawą w białej czekoladzie. Trzymaj kciuki, bo za cholerę nie wiem co z tego wyjdzie!

    OdpowiedzUsuń
  29. Ach, jak ja uwielbiam te Twoje teksty! :-)
    A co do Pana Magika... też chyba jestem naiwna, bo przez połowę tekstu wierzyłam, że jednak nie o seks mu chodziło... Ale cóż. To się przejechał! ;-D

    OdpowiedzUsuń
  30. Ech Ci faceci... Myślał ze trafi mu się łatwy kąsek, bo znajomy...

    OdpowiedzUsuń
  31. HA! precz z buraczyskami
    Xoxo
    Patinka
    patinkasworld.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?