środa, 15 stycznia 2014

(Nie)bezpieczny związek

Dziewięć miesięcy!

Tyle dokładnie trwa mój związek z Panem Taksówkarzem. I  tyle potrzebowałam, by urodziło się we mnie przekonanie, że fajnie jest być z związku. Tak fajnie, że gdybym stanowiła jednoosobowe jury konkursu na to, co jest w związku najfajniejsze, prawdopodobnie nie potrafiłabym wskazać zwycięzcy... Bo jak tu wybrać między seksem, a wspólnym gotowaniem? No jak?

A jednak, po dłuższym zastanowieniu i ciężkim, nieomal starczym westchnięciu, stwierdzam, że jest coś co sprawia, że w fotelu z napisem "związek" umościłam się jeszcze wygodniej, niż na krzesełku "singielki". Poczucie bezpieczeństwa. Umościłam się tak wygodnie, że zapomniałam, że z każdego fotela można s
                                                                                p
                                                                                  a
                                                                                     ś
                                                                                        ć...

Auć

Mając 27 lat i rosnący stos kobiecych magazynów obok łóżka, pakując się w coś takiego jak bliższa znajomość z osobnikiem płci męskiej, powinnam wiedzieć, że związki są niebezpieczne. Bo można się zranić. I to tak dotkliwie jak ja przed kilkoma tygodniami. 

Jęczałam - najpierw z rozkoszy, chwilę potem z bólu. Okazało się, że nie wszystkie pozycje podczas uprawiania miłości służą związkowi... 





Na szczęście tym razem cierpiałam nie z powody złamanego serca, a z powodu poturbowanego - nie złamanego! - kręgosłupa. Został wygięty ciut za bardzo. Ale to odczułam dopiero, gdy poziom moich endorfin spadł do normalnego poziomu. Potem było już tylko gorzej.

Nie mogłam siedzieć. Leżeć. Stać.

Mogłam za to obserwować jak bardzo zależy Panu Taksówkarzowi na moim dobru. Nie tylko zerkał na mnie zatroskanym spojrzeniem, zrobił obiad, ale też - po raz pierwszy - wykonał masaż. No i odwiózł do lekarza. 

Pani przepisała przeciwbólowce i  surowo zabroniła mi ćwiczyć. Czy seks to rodzaj aerobiku? Hm... Na aerobik nie zawsze ma się ochotę i siły. Co innego ta druga aktywność służąca spalaniu kalorii. Zatem? Pomimo tej filozoficznej niejasności, jasne było dla nas, że w tej pozycji seksu już nigdy nie będziemy uprawiać. Jakoś nie żałuję... Ale też nie żałuję, że wtedy ją właśnie wybraliśmy. Nie dlatego, że mogłam odhaczyć kolejny punkt z "Kamasutry"... Dzięki temu bowiem dowiedziałam się, że mam w łóżku nie tylko zdolnego kochanka, ale też mężczyznę, który dba o mnie poza tym łóżkiem. To się dopiero nazywa poczucie bezpieczeństwa!


31 komentarzy:

  1. ulalaczekolada ale ty piszesz! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. miałam dzisiaj taki ciężki dzień, że tylko chyba taki post potrafił mnie zmusić do uśmiechu :D dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  3. ajj dawno nie wpadałam, już nadrabiam zaległości:) U Ciebie jeszcze ciekawiej niż było, jak Ty to robisz:)) super!:))

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja z zazdrości zjem tabliczkę czekolady! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. uuu lalal to ciekawie się dzieje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow! Co za erotyczne wyznanie.
    Dzieje się u Ciebie...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestes niesamowita w swych opisach:) Tak "soczyście" to chyba nikt nie pisze, a zarazem zachowując resztki przyzwoitosci, heheh:D Mam nadzieję, że z kręgosłupem już oki? :) Bo bez miłości życ się nie da;) A gdy jeszcze jest poczucie bezpieczeństwa - czegóż chcieć więcej... :) Buziaki poturbowana Kobieto! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. mi na dzien przed slubem,podczas lozkowych akrobacji wyskoczyla rzepka z kolana...M mi ja nastawil,wycalowal a w dniu slubu nosil mnie na rekach,bo mnie bolalo i kulalam...

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj widzę, że wszystko idzie w bardzo dobrym kierunku :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. biedulko... to ja Ci pozazdroszczę troszkę doznań... a co WSZELKICH!!! no moze poza bolącym kręgosłupem bo to mi towarzyszy nieustająco :/

    OdpowiedzUsuń
  11. ja w obecnym związku jestem zdecydowanie krócej, ale również muszę przyznać - poczucie bezpieczeństwa, zaraz obok łóżkowych poczynań (jakkolwiek to brzmi :D) jest najprzyjemniejsze :))

    OdpowiedzUsuń
  12. gdyby nie kręgosłup, to byłoby tak piękne jak jedzenie czekolady.

    OdpowiedzUsuń
  13. haha, fajnie piszesz :)
    jaki masz tatuaż? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. chetnie przeczytalabym Twoja ksiazke! swietnie piszesz!

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytając ten post a nie mogę się powstrzymać by zerknąć na inne :) Szczęście, że nic poważnego Ci się nie stało :D Obserwuję z czystej przyjemności i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej,
    Warto było chociażby po to żeby "sprawdzić" w ekstremalnych warunkach Pana Taksówkarza. Popatrz do czego zdolne są kobiety żeby ukochanego poddać testowi :) Zdrowia życzę

    OdpowiedzUsuń
  17. Ty to masz przygody! Ooo tak.. poczucie bezpieczeństwa musi być, bez tego ani rusz! Serdecznie gratuluję Wam miesięcznicy i cieszę się, że masz Pan Taksówkarz stanął na wysokości zadania z masażem i lekarzem :) Zdrowia życzę:) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. jak ja lubię tu zaglądać :D

    OdpowiedzUsuń
  19. ;-))) No to... czekolastycznie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Seks to cudowny aerobik :) podobno bardzo zdrowy dla kolan {z "Jedz, módl się, kochaj" ;D}

    OdpowiedzUsuń
  21. ;) jesteś wspaniała ;) a Pan Taksówkarz w końcu mógł się wykazać ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. fajna dziara :) ma jakieś znaczenie dla ciebie? znaczy, wiem ,ze to nazwa i logo bloga (o ile dobrze widzę z boku ręki), ale ma jakies drugie ukryte dno, czy po prostu tak mocno uwielbiasz czekolade? :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Życzę, żebyście dalej wspólnie pielęgnowali to co zrodziło się po tych 9 miesiącach :)

    OdpowiedzUsuń
  24. po dziewięciu miesiącach urodziło się w Tobie przekonanie - nie jest to to, co zazwyczaj rodzi się po tym czasie - ale trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  25. hi! nice blog!!
    follow to follow?
    let me know!!
    http://defishencia.blogspot.ru

    OdpowiedzUsuń
  26. a co to była za pozycja?;))

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo lubię
    Twoje wpisy będę zaglądać częściej :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?