poniedziałek, 2 grudnia 2013

Lanie

Wodolejstwa nie lubię z dwóch przyczyn. Po pierwsze, jestem Panią Nauczycielką i zalewa mnie krew, gdy muszę przebrnąć przez kilka stronic bełkotu pracy ucznia, by na końcu (przypadkiem) trafić na jedno (w miarę) sensowne stwierdzenie. Po wtóre, a jeszcze bardziej denerwujące - samej mi się ono często przytrafia. Cóż. Lanie wody lubię tylko w jednym przypadku - gdy do wanny leje się gorący strumień, w którym już wkrótce zanurzy się moja stopa. Stópka, bo rozmiar 36 i pół.

Nie może zatem dziwić, że zalało mi twarz łzami, gdy ostatnio za każdym razem moja stopa nurzała się w ledwo letniej toni. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że może stać się coś gorszego, niż brak gorącej wody w mieszkaniu. Otóż, kilka dni temu wody zabrakło w ogóle. Na całej ulicy. Na całą dobę. Owszem, garnki można nie myć przez jeden dzień. Podobnie jak talerze. Ale zęby? Stopy?! Toż to istny cios! Tylko komu spuścić za to lanie?

Bardziej od tego, wkrótce zaczęło mnie nurtować, jak spuścić wodę w toalecie... A zaraz potem jak ludzie kiedyś żyli bez stałego dostępu do wody. Toż to gorsze, niż brak stałego łącza do internetu! 

W związku z tym, że nie mogłam nic ugotować, otworzyłam na obiad puszkę śledzi. I ta dopiero okazała się puszką pandory... Że też zapomniałam! Tak zwany "zapach" trzymał się mnie kurczowo, pomimo wycierania rąk do zapachowej chusteczki, aż do następnego dnia. Owego następnego dnia bardziej, niż śledziem, zionęło ode mnie złością i frustracją. Nie wykąpana, bez makijażu, skulona od mrozu, ruszyłam nad ranem po świeże bułki. I prędzej spodziewałabym się deszczu czekolady, niż tego, że w takim stanie ktoś będzie chciał mnie poderwać. A jednak... Czy zdziwi Was, gdy napiszę, że tym kimś był... Pan Śmieciarz?

- Hej, mała! - zagadał zza wielkiego kontenera, gdy ja ściągałam kłódkę od roweru. - Co słychać? 

Też mi pytanie... Raczej, co czuć...

Doprawdy, imają się mnie coraz dziwniej pachnące sprawy... 

Ale to właśnie dzięki takim sprawom, moje andrzejkowe spotkanie z przyjaciółkami upłynęło pod znakiem zalewania się tonami opowieści dziwnej treści. Tym bardziej, gdy polałyśmy sobie po kubeczku malinowego grzańca. Z tego, co kiedyś doprowadzało nas do wylewania łez, teraz lałyśmy (czy muszę pisać, że chodzi o facetów?!). A na koniec - po wylewaniu żalów - czekało jeszcze najważniejsze lanie - lanie wosku. Był wąż i gołąbek, konik morski, grupa ludzi, serce i... męskie przyrodzenie. Czy muszę koniecznie pisać, komu wyszło to ostatnie?





To może ja już skończę to lanie wody na blogu. A w związku z tym, że znowu leje pójdę sobie nalać gorącej czekolady.

38 komentarzy:

  1. Najważniejsze, że nikt Ci nie wlał, zwłaszcza Pan Taksówkarz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może nawet nie byłoby tak źle :D

      Usuń
    2. Uuuuu mamy tu jakąś wielbicielkę klimatów sado? :)

      Usuń
    3. no bez przesady, tak sobie zażartowałam :D

      Usuń
    4. I w dodatku teraz udaje świętoszkę, niezłe ziółko ;) ;)

      Usuń
  2. Wiem, co czułaś.
    Mi wody zabrakło latem :p w czasie ponad 30sto stopniowych upałów.
    Na szczęście mogłam jechać do brata i się wykąpać :P
    Nie wiem, co gorsze. Brak wody, prądu czy internetu? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie awarie uświadamiają człowiekowi, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od takich prostych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  4. heheh :) cholera też miałam akcję z wodą! Masakra, czułam się jak śledź, bez ich otwierania :)

    OdpowiedzUsuń
  5. lubię twoje zabawy słowem. poważnie :)

    u mnie ostatnio zabrakło prądu, na 4 godziny. to było smutne.
    ale braku wody sobie nie wyobrażam. nie mogłabym pić herbaty, umyć zębów (co bardzo podnosi mi samopoczucie). smutne...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie zabrakło kiedyś na kilka dni, bo zamarzły rury :) problem prysznica rozwiązywałam w pracy, a jedliśmy kanapki i żarcie na wynos z kartonów :) Taki dzień dziecka rozciągnięty w czasie, ale mimo wszystko nie chciałabym powtarzać.

    OdpowiedzUsuń
  7. nie wyobrażam sobie życia bez wody!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. POLAĆ panu śmieciarzowi! :D:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba każdemu coś podobnego się przytrafiłiło :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja wiem, że Ty tak poważnie, bo to faktycznie katastrofa z tą wodą, a potem te śledzie i...

    Ale... ja nie wytrzymałam i parsknęłam. Kobiety, Ty tak piszesz, że hej!

    OdpowiedzUsuń
  12. można się poLAĆ :) jak się czyta czasami Twoje wpisy, zawsze poprawisz mi humor!

    OdpowiedzUsuń
  13. ojej współczucia! człowiek zaczyna doceniać wszelkie wygody i podstawowe rzeczy gdy ich zabraknie...

    OdpowiedzUsuń
  14. nono, z taką wróżbą to gruby rok się szykuje :)

    OdpowiedzUsuń
  15. O zwykłych sprawach pisać w niezwykły sposób? Tak teraz wiem, że to możliwe. I wcale nie potrzebne jest lanie wody, ani żadne inne lanie:)
    Jesteś boginią bloga, super łączysz różne aspekty życia. Zapraszam w wolnej chwili także na mój blog.
    Pozdrawiam Kamila

    OdpowiedzUsuń
  16. Gorąca czekolada to jest świetny pomysł :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. My też kiedyś nie mieliśmy wody, przez 2 doby - jakie było moje zdziwienie, kiedy chciałam rano umyć włosy, a tu psikus. Ubrałam czapkę i opaskę. A kolejne dwa dni udawałam, że jestem chora. A zęby myłam w baniaku z biedronki:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbiam takie lanie wody, uwielbiam Twój styl!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Współczuję... mojej koleżance brakło kiedyś wody {nie wiedziała, że jej wyłączyli} kiedy farbowała włosy... i farbę miała już na głowie... ;D

    Mam nadzieję, że miałaś już okazję zamoczyć stópki :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Brak wody jest złem. ja pamiętam jak raz po całym dniu kopania ziemniaków w domu przyszliśmy i wody brak. Studnia poszła w ruch, woda została nagrzana i wtedy właśnie do kranu wróciła.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ojj nie lubię takich niespodzianek. Jesteśmy już tak przyzwyczajeni do tych wszystkich udogodnień, że ciężko żyć jak któregoś z nich zabraknie... :) Ale ciepła czekolada na osłodzenie lania za oknem to świetny pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  22. no to zes naLala :) bardzo fajny blog to sie zaczytalam :) dla nas rodakow za granica takie blogi jak Twoj to prawdziwy rarytasik :)
    XoXo
    Patinka
    patinkasworld.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. Hehe Jestes niesamowita ! :) i zapewne bardzo seksowna, bo gdzie się nie pojawisz i nie zależnie od zapachu zawsze masz obok jakiegos adoratora ;p ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. o ja.. człowiek na co dzień nie zdaje sobie sprawy z tego, co mu tak na prawdę potrzebne, co powinien docenić.. :D

    Ale już wszystko okey! Więc nie ma co się smucić, przesyłam misa :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Uwielbiam te twoje wpisy kochana! Otagowalam cię! Zapraszam do mnie na niebieskie migdały! Kasia

    OdpowiedzUsuń
  26. ZaLAŁAM się łzami... ze śmiechu :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Hahah, świetne :) To musi być źle tak bez wody. Genialny post!

    OdpowiedzUsuń
  28. Malinowy grzaniec zawsze dobry :D Ale tylko jak do łez doprowadza ze śmiechu : )

    OdpowiedzUsuń
  29. Ale się uśmiałam, szczególnie Pan śmieciarz mnie osłabił, poczuł pismo nosem :-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Zapraszam na naszego bloga ;) http://weparadiseinearth.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  31. Fajnie piszesz, podoba się mi :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?