poniedziałek, 11 listopada 2013

Red velvet coś tam...

Wolność. Słowo klucz, które wielu doprowadziło na manowce. Nie wiem czy to kwestia sprytu czy tupetu, ale mnie - o, szczęście wielkie! - doprowadziło do kuchni. Niegdyś pobudzało do walki, mnie do upieczenia ciasta. 
A jednego pana pobudziło tak w ogóle. Odgrażam się, nie był to Pan Taksówkarz. To był zwyczajny użytkownik chodnika miejskiego (lat trzydzieści kilka, dobrze skrojony garnitur, nie hipster) który kroczył za mną pewnego jesiennego wieczoru w drodze do domu. Korzystając z tego, że żyjemy w czasach wolności słowa i wyzwolenia wszelakiego, zaproponował mi randkę. Tak po prostu, na chodniku.  Pana, nie zraziła moja, o jakże, uprzejma odmowa, mamił więc dalej i kawą, i czekoladą. Nie mam wielkiego psa, ani pieprzu w sprayu, dlatego zamiast mu wpieprzyć pogroziłam mu Panem Taksówkarzem. Dacie wiarę, że i to nie ostudziło jego zapału! Najwidoczniej ten pan nie wiedział, że taka nadinterpretacja słowa "wolność" może być źle wykorzystana przeciwko niemu samemu. Cóż, ostatecznie ja nie skorzystałam z jego zaproszenia. I miałam z tego same korzyści. 
Miałam wolny wieczór. Wolny wieczór jest tak wielką rzadkością i tak wielką wspaniałością, że nie można go zmarnować na byle co. Ja zatem oddałam się marzeniom. Dawniej ludzie marzyli o wolnym kraju, ja marzę o własnej czekoladziarni. I fiacie 126P. Tego dnia, wpatrzona w biało czerwoną flagę zawieszoną na balkonie sąsiadów z naprzeciwka, wymarzyłam sobie biało czerwone ciasto. Jako że marzenia się spełniają, już wkórtce na moim stoliku pojawiło się takie... Coś. 
W ramach świętowania wolności, pozwoliłam sobie na moją własną interpretację słynnego ciasta Red Velvet Cake i tak oto wyszło to smakowite COŚ. Z przewagą bieli, bo miałam czyste sumienie. Nie poszłam na randkę z obcym facetem. I zanim podam przepis na to coś, coś Wam jeszcze powiem. Nie poszłam z nim dla czystego sumienia. Nie poszłam z nim, bo mi już nie wolno.  Będąc w związku, nadal pozostaję w pełni wolną obywatelką. Mogę nadal chodzić na prywatki, herbatki i randki, ale...

... ale już nie muszę! Nie muszę chodzić na przypadkowe randki z przypadkowymi przechodniami.
Nadto mam mózg i go używam, stąd wiem, że wolność nie polega na robieniu wszystkiego czego się chce. Gdybym nie trzymała się żadnych zasad, z tego ciasta wyszła by mało szlachetna breja. A tak, powstało coś, co pozwoliłabym sobie nazwać słodkim majstersztykiem. 


Red Velvet coś tam...
Składniki: 
(na spód)
Pół szklanki mąki pszennej
1 jajo
1/3 szklanki cukru
40g masła 
Kilka łyżek mleka
Pół kubeczka jogurtu naturalnego
Pół łyżeczki ekstraktu waniliowego
Pół łyżeczki octu winnego
Szczypta sody
Szczypta kakao
Szczypta czerwonego barwnika w proszku 

(na masę) 
250ml śmietany kremówki
100g cukru pudru
200g serka wiejskiego (lub innego twarożkowego)
Szczypta soli 

Wykonanie:   

Masło roztop z odrobiną mleka. Po ostudzeniu dodaj roztrzepane jajo, jogurt i ekstrakt waniliowy. Do miski przesiej mąkę, dodaj cukier, kakao i barwnik. Sodę wymieszać z octem i od razu wlać do masy mokrej. Cały czas mieszając, powoli wsypywać do masy mokrej  składniki suche. Ciasto powinno być pół płynne (choć raczej gęstsze, niż rzadkie; za rzadkie? - dodaj więcej mąki!). Przelać do tortownicy. Piec ok 20 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. Po wyjęciu zrobić próbę patyczka - jeśli jest nadal mokry, piec jeszcze 5 minut. 

W tym czasie się nie obijać, lecz ubić śmietanę kremówkę, pod koniec dodając powoli cukru pudru. Zmiksować serek wiejski z odrobiną soli. Delikatnie wmieszać serek do śmietany. 

Po ostudzeniu placka, wyłożyć nań masę śmietanową i studzić w lodówce przez - co najmniej - godzinę. 

Czujcie się wolni w luźnym potraktowaniu mojego przepisu, możecie go zmodyfikować jak tylko chcecie. W końcu mamy Dzień Niepodległości. A i czujcie się wolni w wylizywaniu resztek! Na to zawsze pozwalam!

49 komentarzy:

  1. O, robiłam to ciasto w zeszłym roku na rocznicę ślubu rodziców :)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne jest to ciasto:) kilka razy je robiłam i nie znudziło mi się:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Łaaa, taka wersja ciasta podoba mi się nawet bardziej niż oryginalna. Miałaś świetny pomysł na świętowanie dzisiejszego dnia :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czadowe :D świetnie wygląda i pewnie smakuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. piszesz o wszystkim w taki sposób, że po prostu wymiękam :)) a ciasto rewelacja, zdolniaszko!:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo na czasie ciasto. Pasowałoby do mojej zeszłorocznej inwentaryzacji outfitów biało-czerwonych, gdybym się u Ciebie wtedy stołowała, co już na szczęście ma miejsce, choć bez sukcesów na polu kulinarnym ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam to ciasto! :)
    Miłego dnia, DaisyLine

    OdpowiedzUsuń
  8. Wygląda po prostu cudownie!!! Tak Ci zazdroszczę talentu do wypieków! :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciasto warte zrobienia dla samego wyglądu:D

    OdpowiedzUsuń
  10. To ciasto je się oczami! Teraz prawie płaczę z powodu swego antytalencia cukierniczego :,(

    OdpowiedzUsuń
  11. ale pyszności ! :-) jestem córką cukierniczki i w sumie nie powinno mi być dziwne takie słodkości, ale torcik wyszedł smakowicie!
    pozdrawiam,Monia

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobrze powiedziane:) A ciasto super!:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. ooo..! Cóż to za jegomość? Dość dużą śmiałość musiał mieć.. :D
    Ale ciacho cuudowne! Szczególnie ta czerwień kontrastująca z bielą, mega!

    P.S. Nie muszę mówić, że już zagłosowałam, prawda? :D

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja codziennie głosuję i mam nadzieję, ze kiedyś zaprosisz mnie na czekoladę do własnej czekoladziarni :)

    OdpowiedzUsuń
  15. mmm pysznie wygląda ! :)

    http://kefashionsisters.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. JEZUJEZU kocham te Twoje graficzki! śliczne są!

    OdpowiedzUsuń
  17. :O cóż. to. za. ciasto! ląduje w zakładkach ,,Do zrobienia" ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. ;) wkrótce powiadasz...? ;D Wygląda mi na robione i robione i robione... i chłodzone... :) dobrze, że potem wylizać można :)


    OdpowiedzUsuń
  19. to Ci pan z chodnika, no ;)
    podoba mi się Twoja wariacja na temat barw narodowych :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciasto swietne a i historia chodnikowego podrywacza nie byle jaka :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Interesujące, że powyżej komentujący skpili się na cieście, a nie na mężczyźnie. Jako samotnik, Wielki Niesprawiedliwy i blogerzyna z prowincji, podpowiem Ci, że mimo agresji tego nieokrzesanego typa, czuj się dobrze w takich sytuacjach. Ni mniej ni więcej znaczy to, że mimo zaawansowanego wieku (wszak być dwa lata starszym ode mnie to naprawdę sztuka - nie wypominam lecz i nie zazdroszczę!), masz jeszcze szansę na miłe sytuacje gdzie obcy jegomość doceni Twą urodę. Jako obecny przy Tobie w Łodzi powiadam: Nie dziwię się!

    A na ciasto nawet nie zwróciłem uwagi, no ale to nie moja wina, że blog jest w połowie kulinarny, czyli w połowie przeze mnie nie czytany.

    Pozdrawiam Afrodyto Opolska.

    OdpowiedzUsuń
  22. Piękny. A ta randka która Cię napadła na chodniku.. cóż, chyba fajnie być tak mile zaskoczonym :)

    OdpowiedzUsuń
  23. O mamo! Ale smakowicie (i patriotycznie) się prezentuje ten torcik. Takie rzeczy powinny być zakazane przed obiadem, gdy już każda komórka ciała woła "jeść"! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Happy, myślę, że powinni zakazać również po obiedzie, gdy się najesz, a żołądek deserowy jeszcze by wsunął coś na słodko :D

      Usuń
  24. Zawsze mnie zdenerwujesz jakimś pysznym deserem :D Próbowałam tego niegdyś i byłam zachwycona. Może czas zrobić samej? :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Mmm, wygląda cudownie. A na kawkę z nieznajomym to ja bym chyba też nie poszła. Dobrze, że mnie nikt nie zaprasza, bo gaz pieprzowy w torebce noszę. To by się mogło źle skończyć.

    OdpowiedzUsuń
  26. dziękuję za komentarz :** ale mi smaka narobiłaś:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Kiedyś też mnie zaczepił pewien pan na ulicy i podobne propozycje składał, nie wiem, może się zmówili? Tacy ludzie czasem nie rozumieją prostej odpowiedzi.
    Ciasto bardzo patriotyczne i na pewno pyszne!

    OdpowiedzUsuń
  28. omomom jadłabym <3 a tekst w samo sedno

    OdpowiedzUsuń
  29. a to bezczelny, tupeciarz, nachalny typ! :) jak to dobrze, że nie umawiam się na randki - bałbym się chyba - odrzucenia :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Ciekawy pomysł na ciasto :) Ciekawy blog - obserwuję i życzę Ci spełnienia marzeń :)

    Buziaki,
    Style Junkie

    OdpowiedzUsuń
  31. OMG blog o czekoladzie. Obserwuje, bo czekolada to moja największa słabość.
    Zapraszam do siebie: stylowoizdrowo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podłączam się do stwierdzenia, że czekolada to moja największa słabość:) i ślę pozdrowienia zajadając się nową białą czekoladą z ciasteczkami Wedla - pyyyychotka:)

      Usuń
  32. Pyszny jest ten torcik. Puchaty i lekki, w moim stylu.

    OdpowiedzUsuń
  33. wiesz, powiem Ci, że... w każdym Twoim poście, niby tak lekko napisanym, kryje się drugie dno :) w tym np. jest ono bardzo mocno zarysowane - pamiętam, jak na języku polskim omawialiśmy różnice między wolnością a swawolą. Twój post doskonale do tego nawiązuje! poza tym nie wiem, czy wiesz, ale... uwielbiam Cię! :)

    OdpowiedzUsuń
  34. To ciasto jest takie... niepodległe!
    Wyobrażasz sobie, że nie miałam pojęcia jak się robi RED VELVET? Było to dla mnie coś, co wypada tylko cukiernikom wyższego szczebla.
    A tu proszę. Przy następnej okazji się za to biorę! :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Zapraszam na nowego bloga o relacjach damsko-męskich!

    Dziś wpis o pomysłach na prezent dla drugiej półówki!

    http://laczyczydzieli.blogspot.com/2013/11/co-na-prezent-nie-kasa-sie-liczy.html

    OdpowiedzUsuń
  36. Bardzo podoba mi się to coś z przewagą bieli nad czerwienią :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?