piątek, 29 listopada 2013

Liść opadł

Drzewa zrzucają liście co roku. Ja rzucałam facetów nawet kilka razy do roku. I dlatego wiem, co mówię. A tym bardziej, co piszę. Jakim by nie był ogierem, macho tudzież innym Agustinem Egurrolą, każdemu może raz na jakiś czas opaść





Cóż, zdarza się. Nawet najlepszym. Pytanie tylko, co należy zrobić, by znowu się podniósł?

Że to nie kobieca sprawa? Że wtykam nos w nie swoje sprawy. Facet może mi wtykać to i owo, zatem i ja sobie pozwalam. Tym bardziej, że mamy listopad. A w listopadzie na potęgę wszystkim opada - zarówno mężczyznom jak i kobietom. Jak to, co opada?! Poziom endorfin. Siły. Kąciki ust. Jak liście drzewom. 

Gdzie nie spojrzeć, jakaś depresja... Nawet w mojej kuchni. A wszystko przez to, że chciałam jej uniknąć... Tamtego wieczoru wyjątkowo - jak co dzień po powrocie do domu - opadałam z sił. Zamiast jednak skoczyć do spożywczaka po puszkę piwa imbirowego, zakupiłam kilogram klementynek. Ich kolor miał wystraszyć jesienną chandrę, a zapach i smak, przegnać ją w czarną cholerę. Nie wiem jak to tłumaczyć, ale stało się nieco odwrotnie. Owo nieco polegało na tym, że serniczki, w których znalazły się klementynki, zgorzkniały. Do tego stopnia, że trzeba było całe dwie blachy wyrzucić do kosza.  Ręce opadają... Tym bardziej, że ten sam przykry los spotkał też kolejne ciasto spod tychże rąk. Co prawda, ciasto marchewkowe nie było gorzkie, ale - jak to jeden ze znajomych określił, smakowało, jakby ktoś dolał do niego płynu do mycia naczyń. Po usłyszeniu czegoś takiego, mam szansę zgorzknieć bardziej, niż tamte serniczki.

Albo popaść w jakąś drastyczną odmianę depresji. 

Jako że nie bardzo leżało mi takie rozwiązanie, by przed nią uciec, uciekam się do telefonu do ukochanego. Pana Taksówkarza, znaczy się. I tu dochodzimy do punktu wyjścia. Do tego, że jemu też opadł. Poziom endorfin, ma się rozumieć. A jednak stanął. Na wysokości zadania. Udało mu się mnie pocieszyć, znaczy się. 





Jak? Przecież to nie logiczne. Dwie osoby o oklapniętych uszach powinny dać w sumie ponurego stwora o czterech oklapniętych uszach. 

A może właśnie najlepszą ucieczką przed depresją jest nie uciekanie przed nią? W końcu,gdy próbowałam z nią walczyć w ręcz przy robieniu serniczków, dopiero się wzmocniła. Może czasem wspólne narzekanie, wzmacnia więź, tak jak seks?

A może listopad chce pokazać ludziom coś ważnego?

Po dwóch dniach przerwy zrobiłam kolejne ciasto. I trufle. A nawet omleta. Bo kocham gotować i nic tego nie zmieni. Żadna chandra i żadne gorzkie serniczki. Jeśli miłość naprawdę jest, to przetrwa, gdy na dworze jest szaro, buro i w ogóle fuj. Prawdziwa miłość możliwa jest w listopadzie, w chandrze, w kuchni. I w taksówce też.

 

30 komentarzy:

  1. ojejku, znam to skądś, dopada mnie co chwilę, ale na szczescie przechodzi ;) tylko muffinki ciągle nie wychodzą, a zawsze były tak idealny

    OdpowiedzUsuń
  2. Nominowałam twój blog na Liebster! Po szczegóły zapraszam do mnie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. uśmiałam się, piszesz z lekkością, dobierasz słowa świetnie i poprawiasz humor, oj poprawiasz! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny wpis:) i piękna puenta na koniec:) no powiem Ci, ze ja może nie kocham, ale lubię siedzieć w kuchni i robiłam sobie milkshake z avokado i kiwi, okazało się, że avokado chyba było zepsute bo smakowało także jak płyn do mycia naczyń:P pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło, ale stwierdziłam, że takie rzeczy dzieją się jak się nakręcimy, akurat szczerze miałam ochotę wypić ten milkshake, ale robiąc go wkurzałam się na wszystko więc się zemścił:P też miałam pewnego rodzaju chandrę, ale jak wraca mój mężczyzna z pracy to szybko ona mija:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoje wpisy są genialne :) Takie jak lubię najbardziej - dwuznaczności na dwuznacznościach :D
    I cieszę się z Twojej miłości w taksówce! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zawsze intrygująco. W końcu seks jest dobry na wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  7. brawo! rewelacyjnie piszesz :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda tych serniczków i tego marchewkowego. Zrobiłoby mi się bardzo smutno gdybym to ja usłyszała taki komentarz do swojego ciacha, ale na pewno szybko bym się zrehabilitowała:)
    Najważniejsze, że masz Pana Taksówkarza, który zawsze stanie na wysokości zadania!

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja nie wyrzucam nieudanych ciast, Zostawiam je same sobie. Już niejeden raz okazało się, że na drugi dzień, jak za pomocą czarodziejskiej różdżki, świetnie smakują. Nawet takie, które opadły ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze, że się nie zniechęciłaś przez tamtego marudę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mój ostatni pasztet z kurzych wątróbek można było wypić przez słomkę. Ohyda czyli mnie też opadło. Cudny wpis pozdrowienia dla Pana Taksówkarza

    OdpowiedzUsuń
  12. Ano tak już jest, że dwoje razem zawsze szybciej się podniesie , niż samemu się męczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie jak przychodzi złość, smutek czy chandra to za nic się nie biorę bo i tak nie wyjdzie :) Trzeba się posmucić, popłakać, przytulić do Ukochanego a zaraz pojawi się uśmiech :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dlatego właśnie jesienią trzeba sobie dodatkowo tych endorfin dostarczyć. Na przykład z pomocą czekolady :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiadomo... we dwoje raźniej... w większości przypadków oczywiście ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. Na szczęście już grudzień :P
    Oj tam jak kochasz gotować i piec to nic Cię od kuchni nie odgoni, aby były wzloty muszą być i upadki ;)
    A Pan Taksówkarz spisał się na medal. :D

    OdpowiedzUsuń
  17. nie smutaj się!!
    i świetny post!
    pozdrawiam!! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Love it.
    Will you like to follow eachother?
    New Post: Fashion Talks
    New giveaway: Fashion Talks

    OdpowiedzUsuń
  19. Super post! :)
    Obserwujemy ? (napisz u mnie)
    Mam do Ciebie wielką prośbę.
    Mogłabyś mi poklikać w linki w tych postach?
    http://sialalala96.blogspot.com/2013/11/foymall.html
    http://sialalala96.blogspot.com/2013/11/persunmall.html
    http://sialalala96.blogspot.com/2013/11/voguec.html
    Jeśli bym się na to zdecydowała i poklikała to napisz mi w komentarzu, a na pewno się zrewanżuje komentarzami do Twoich postów ( 5-10 komentarzy) :)
    Bardzo zależy mi na tych współpracach :)

    OdpowiedzUsuń
  20. miłość jest też możliwa na odległość 1500km :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Niestety ciacha czasem nie wychodzą. Ale jak to ze wszystkim bywa, jak raz nie wyjdzie to za kolejnym na pewno się uda. Nie można się poddawać :))

    OdpowiedzUsuń
  22. Aurora ja nie wierzę ludziom wiecznie szczęśliwym. Wydaje mi się że tak jak napisałaś, czasami trzeba smutek dopuścić i do siebie. Przecież on nie będzie trwał cały czas, minie. Wstanie nowy dzień będzie lepiej. Przesyłam pozytywne myśli. Byle do końca grudnia :)

    OdpowiedzUsuń
  23. no i fajnie, że uśmiech powrócił :)
    mamy grudzień...będzie lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie uciekać, przeżyć, dać pobyć smuteczkom, mgr psycholog słoiczek. :) Całuję!

    OdpowiedzUsuń
  25. Uwielbiam Cię po prostu ; ) Najlepszą ucieczką jest nieuciekanie! Popieram. Trzeba wziąć się za siebie, inaczej upadniemy za nisko. Jednak każdemu zdarza się podupaść, grunt to umieść się podnieść. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  26. Auroro, czemu ja dopiero dzisiaj tu wpadłam? Dajesz czadu, dziewczę! :)

    Karolina

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?