wtorek, 19 listopada 2013

Coś gorszego, niż brak faceta

Cały życie ciężko pracowałam na wizerunek umęczonej i zdesperowanej singielki. I nagle bach! - dorobek 26 lat życia został przekreślony przez jednego Pana Taksówkarza. Faceta, któremu oddałam pół łóżka i całe serce. No, prawie całe, bo jakaś stała część oddana jest bezpowrotnie czekoladzie. Nie wszystko jednak zostało stracone, jeśli chodzi o moją karierę męczenniczki. Oto bowiem odkryłam, że jest coś gorszego, niż brak faceta. Posiadanie faceta. 
Na     o     d     l     e     g     ł     o     ś      ć.

Związek na odległość nie jest zły. Jeśli ma się w mieszkaniu windę. Ja jej nie mam. Mam za to codziennie obolałe ręce i ramiona od noszenia ciężkich rzeczy. I przeżyłabym to jakoś, jeśli wieczorem odwiedziłby mnie ktoś, kto mógłby  mi te ramiona wymasować.

Związek na odległość jest dla osób, którym na co dzień wystarcza przytulenie pluszowego misia, szarmanckie spojrzenie Pana Gwiazdora z plakatu na ścianie i ewentualnie film z limitem wiekowym. Być może jestem wymagająca albo też po prostu jestem człowiekiem, ale mi to nie wystarcza.

Nie, żebym nie była samowystarczalna. Zasadniczo, w ciągu dnia mam dla siebie niewystarczająco dużo czasu, a co dopiero dla drugiego osobnika rasy ludzkiej... Ale co zrobić, jeśli w ciągu dnia zdarzy się taka sytuacja - oto ostatni odcinek "Przepisu na życie", a tu nie ma komu się wypłakać w rękaw. Inna (taka) sytuacja: oto na moim talerzu wylądował zbyt duży kawałek ciasta. Komu niby mam go upchnąć?! Mam czekać do łikendu, aż w końcu znowu zobaczę się z Panem Taksówkarzem?

Dosyć tego mizdrzenia! Trzeba postawić sprawę jasno!

Związek na odległość to zło. Zło wstrętne i wielkie. Zło tym większe, jeśli mieszkanie dzieli się z parą, którą dzieli dystans, co najwyżej, kilku metrów. Podczas, gdy oni jedzą razem śniadania i kolacje, ja siedzę przed komputerem i zamiast programu kulinarnego, oglądam zegarek, odliczając ile jeszcze godzin i minut zostało do piątku.

Ja z taką parą mieszkam. A z Panem Taksówkarzem nie. Stąd muszę jeść więcej czekolady, niż by tego sobie życzyli wszyscy dietetycy razem wzięci.




Stąd do pudełeczka na stoliku wyłożyłam tylko trzy czekoladowe trufle z suszoną śliwką w środku. A może by tak... może by tak skorzystać z tego, że mam rude włosy i dopuścić się pewnego podstępu?

Może skuszę Pana Taksówkarza na takie trufelki? Może wtedy będzie chciał się przeprowadzić z wielkiego miasta do mojej małej mieściny? A może by tak wrócić na ziemię? Przecież to facet... Faceci mają to do siebie, że bardzo lubią po pracy wypić piwo i jeszcze bardziej nie lubią, gdy kobieta coś na nich wymusza. No, chyba że jest to jeszcze jedno piwo po pracy.


Zatem, nie będę go zmuszać, namawiać i naciskać. W końcu i tak sam zrozumie, że tak smaczne trufle trzeba jeść codziennie. Dla zdrowia, dla frajdy, dla mnie.
 

52 komentarze:

  1. Ojj, jeżeli widujecie się co weekend, to chyba nie jest tak źle :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wiem coś o tym,mój związek nie przetrwał życzę Wam powodzenia trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Auroro nawet nie wiesz jak Cię rozumiem! mój mąż pracuje w delegacji, w poniedziałki wcześnie rano wyjeżdża (o 4.30 wstaję zrobić mu kanapki - jestem nienormalna!) i wraca późno w piątek. A mi pozostaje tęsknić cały tydzień! dobrze, że chociaż zajęłam się czymś twórczym. Pozdrawiam Cię towarzyszko w niedoli!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj na odległość to ciężka sprawa :( ale miłość i to zniesie jeśli jest prawdziwa :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A jaka dzieli Was odległość?
    W moim związku jest tak, że mój P. wyjeżdża na co drugi weekend z rodzicami na działkę. A w pozostałe weekendy jest w szkole. Teraz, kiedy rzuciłam administrację, którą robiłam w weekendy mogę jeździć razem z nim, co robiłam też w poprzednich latach : )
    Ale kiedy pracował po 12-14 godzin na dobę nie widzieliśmy się prawie wcale...

    OdpowiedzUsuń
  6. oj to źle ja na szczęscie mieszkam z moim :_)- bo bym nie dała rady na odległość

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój M. właśnie do mnie się wprowadził i jestem najszczęśliwsza na świecie. Związki na odległość są trudne, ale miłość zawsze jest piękna, bez względu na to gdzie ta druga połówka się znajduje.

    OdpowiedzUsuń
  8. jak kocha, to wreszcie go może oświeci:)
    ja żyłam kiedyś w takim związku i po roku wysiadłam.. niestety takie rozwiązania nie sprawdzają się na dłuższą metę, a kiedy w perspektywie nie ma możliwości zmian na lepsze, to już w ogóle:/

    OdpowiedzUsuń
  9. wiem, o czym piszesz-moi rodzice żyją właśnie na odelgłośc..
    Ale może nie musisz go zmuszać, może wystarczy, że zwrócisz na to uwagę, zasugerujesz? Może sam zrozumie? :) Może jemu też źle samemu, ale nie chce się "wpychać''?
    Będzie dooobrze :)
    A te trufelki.. jak masz ich za dużo... Katowice od Gliwic niedaleko... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. swoją drogą, pytanie z tzw przysłowiowej nicości: czekolada bardziej gorzka czy mleczna? :)

      Usuń
  10. Cierpliwości, jeśli Pan Taksówkarz ma być Twój to w końcu doczekacie się bycia razem w swoim wymarzonym gniazdku. Zdecydowana większość tak kończy, a potem znów narzeka, bo miało być inaczej, np. bardziej romantycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiem jak to jest :) Od prawie 30 lat mam taki system w domu. W zyciu.
    Mąż kierowcą ciężarówki i widujemy się co tydzień, co dwa a bywało ze i co 3 tygodnie.
    Tylko, że wiedziałam na co sie piszę wychodząc za Niego za mąż :) No i pozostaje kwestia zaufania. To podstawa w takiej sytuacji, oczywiście i miłość bo bez tego żaden związek się nie utrzyma :) Trudno było się na początku przyzwyczaić ale udało się:)

    OdpowiedzUsuń
  12. zylam w zwiazku na odleglosc rok-ON w pracy w Holandii ja z malym dzieciatkiem w Dojczlandii...weekendowy maz to tak jakbym wcale meza nie miala...czekolada nie pomagala...spytalam ktoregos weekendu:
    dobrze ci tam bez nas?
    NIE
    to zostan
    ZOSTAJE

    zmienil prace i zostal :)

    OdpowiedzUsuń
  13. raz jest lepiej raz gorzej trzymam kciuki żebyście przetrwali te gorsze chwile.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeszcze gorszą sprawą niż facet na odległość jest brak czekolady. Ale o przepraszam. To już stan klęski żywiołowej!

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiem co to znaczy związaek na odległość, znam uczucie jak para mieszkająca pod tym samym dachem spędza ze sobą każdą wolną chwilę i wiem jak to jest samotnie słodkości... To nie to samo, oj nie... Teraz już jesteśmy małżeństwem i to nie byle jakim! Najszczęśliwszym pod słońcem!

    OdpowiedzUsuń
  16. Nieee... związek na odległość to nie jest zło. Wszystko da się przeżyć. Ta para mieszkająca z Toba mnie bardziej martwi. Oczywiście ze to nie jest optymalne rozwiązanie, ale w ten sposób, te chwile które ze sobą spędzacie to "quality time". Kiedy już zamieszkacie razem to jedno siadzie w jednym kacie, drugie w drugim i każdy będzie robić swoje a czasu tylko dla was będzie tyle co przedtem. Zaufaj mi, prowadzę udany związek na odległość już od prawie 2 lat ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. To życzę Ci, aby tę odległość jak najmocniej zmniejszyć! Może własnie do tych kilku metrów? Ja tam póki co narzekam na brak faceta, więc nie umiem Ci nic poradzić ; ) Ale znowu Ci powiem, że uwielbiam Twoje posty! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. :)) hej, Czekolado Droga - moja-jedyna:) Potrzebny Ci męski przyjaciel. Taki do wypłakania i pomocy. Pana Taksówkarza trzymaj w lodówce (znaczy na odległość) , nie zginaj, nie naginaj i nie mnij - będzie służył dłużej:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Genialnie piszesz ;) Głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie martw się, kiedyś zamieszkacie ze sobą i wtedy po jakimś czasie zatęsknisz za mieszkaniem bez niego;) a tak serio to wiem, że to brzmi banalnie, ale "wszystko w swoim czasie". czekanie jest fajne i trzeba cieszyć się z niego, a nie narzekać:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Coś gorszego niż brak faceta to brak kobiety i rozmów ze mną.

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytam i czuję się jakbym sama tę notatkę napisała. Nie tylko dlatego, że również mam 26 lat. Pielęgnowałam swoje singlostwo, niemal chełpiłam się tym, że jestem swoją własną panią i decydentem. Znam ten ból ramion gdy targasz do domu zakupy.
    Nigdy nie narzekałam i nie będę już narzekać na zbyt dużo ilość samotnych dni, bo również nauczyłam tak rozplanowywać sobie dzień, że dla samej mnie jest mi go mało. Dla faceta zazwyczaj nigdy go nie starcza. Bo czasem byłam w jakimś związku, ale... uciekałam do swoich pasji, hobby, oj tego jest całkiem sporo, więc jak tu się zakochać? Jestem samowystarczalna w stu procentach. Ugotować też sobie potrafię, a co! :P
    Czekolady i takich trufli czy innych rarytasów było całkiem sporo...
    Ale. Znam od bardzo dawna pewnego pana. Pewnego dnia (chyba minęło jakieś 9 lat) związaliśmy się ze sobą. Ale dzieliło nas tyle kilometrów, że to nie było odliczanie tylko do kolejnego piątku. Było znacznie gorzej. Ale trzeba być wytrwałym. I tak, cierpliwość doprowadziła mnie do obecnego punktu: mieszkamy ze sobą. Uwierz, jeśli to jest TO, jeśli oboje będziecie dążyć do tego samego, uda Wam się.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ej, chwilę, chwilę... Co to jest "zbyt duży kawałek ciasta"? :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja jestem na etapie pielęgnowania i chełpienia się statusem singla. Zdarzyło mi się być w związku i od spędzania z jedną osobą każdej wolnej godziny swojego życia wszystko jest lepsze. Może kiedyś w moje życie wpadnie jakiś Pan, który ten mój pogląd przyjmie do wiadomości i zaakceptuje, ale póki co cieszę się i chwalę sobie wolność. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ty mu nic nie mów. Niech on sam dojdzie do tego, że małe mieściny, w których mieszkają odpowiednie osoby, są bardzo dobre i warto się do nich przeprowadzić. Jak sam do tego nie dojdzie to i tak nic z teh=go nie wyjdzie. Ale myślę, że dojdzie. I to wcale nie przez trufle... :)

    OdpowiedzUsuń
  26. aah. a jak się czeka na coś dłużej i tęskni, to smakuje jeszcze lepiej ;)))

    OdpowiedzUsuń
  27. Naciskać to można guzik na pasach.
    Czekanie ma smak. Teraz wydaje Ci się, że smak podwójnej porcji czekolady. Po latach docenisz, że to smak słodkiej wytrwałości lub kwaśnego zniechęcenia. Tego pierwszego Wam życzę.

    OdpowiedzUsuń
  28. Oj ja to chyba za stara już na takie rzeczy jestem. A może sprawił to fakt posiadania męża od jakiegoś czasu ? Jakoś przypominam sobie czasy kiedy to nie miałam ani męża, ani nawet faceta, raz zdarzyło mi się mieć nazwijmy to związek na odległość. Może to teraz demencja starcza przeze mnie przemawia, ale dziś wiedziałabym jak wolny czas wykorzystać. O a wiesz co jest od tego wszystkiego najgorsze? Ale takie dno na maksa? To samotność w związku. Kiedy dwoje ludzi żyje zupełnie obok siebie. To mnie smuci. Tego chciałabym uniknąć.

    OdpowiedzUsuń
  29. Facet facetem, ale czekolada zawsze najważniejsza ;-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Podzielam opinię, że odległość to zmora, ale na szczęście miałaś takie smakołyki pod ręką, one jednak dobre są na wszytsko :-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Piwo może zewsząd przywieźć do Twojej małej mieściny, jednak takie trufle znajdzie tylko w jednym miejscu na ziemi :) Uszy do góry i powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  32. jakie słodkości:) lubię tutaj zaglądać:)

    OdpowiedzUsuń
  33. pycha:D

    klikniesz u mnie w baner CHOIES? po prawej stronie bloga :)
    http://rozaliafashion.blogspot.com/2013/11/propozycje-choies-propozycje-aupie.html

    OdpowiedzUsuń
  34. Jezuuuuuu ja ostatnio jestem tak wpatrzona w mojego faceta, że nie ogarniam, że ja jestem do takich uczuć wyższych zdolna. Wsaje o 6:00 żeby mu kanapki do pracy zrobić!!!! przykrywam go w nocy jak odkryje tyłek i marznie. Jezu i jak pomyslę, że by mi zniknął!!!!!!!!!! O NIE!!!!!!!!!! współczuję!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  35. Trzymam kciuki za moc trufli :)

    OdpowiedzUsuń
  36. O tak! związek na odległość jest straszny! Też tego doświadczyłam... ale jak my daliśmy radę to Wy też dacie! Faceci po prostu potzrebują wiecej czasu na skumanie oczywistych oczywistości ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. zgadzam się z Tobą: związki na odległość to zło! najgorsze z możliwych. z drugiej jednak strony, jak się kocha to nie ma rzeczy niemożliwych. i bądź tu mądry?

    wytrwałości Kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  38. Chyba polubię tu zaglądać:) Mój związek na odległość rozpoczął się telefonami z wyznaniami dozgonnej miłości, by zakończyć spektakularną zdradą po 3 tygodniach rozłąki. Lepiej liczyć na czekoladę;P

    OdpowiedzUsuń
  39. Związek na odległość dla mnie to coś niemożliwego, dlatego współczuję CI

    OdpowiedzUsuń
  40. Związki na odległość są złe! Ale skoro Ty mieszkasz w małej mieścinie, a on w dużym mieście to Ty się przeprowadź. :)

    OdpowiedzUsuń
  41. masz bardzo lekki styl pisania, bardzo miło czyta się Twojego bloga :) pyszności :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Auroro doskonale Cię rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  43. Przyznam szczerze, że ja się chyba przyzwyczaiłam do tego i widywanie mojego ukochanego codziennie, stałoby się dla mnie przytłaczające :D Tak myślę. Chociaż mieszkamy od siebie 25 kilometrów, to widujemy się na cały dzień raz lub dwa razy w miesiącu. I żyjemy ; )

    OdpowiedzUsuń
  44. Świetny post ! Piszesz w bardzo ciekawy sposób :)
    Co do związku na odległość t moim zdaniem nie ma co się spieszyć i wszystko samo się poukłada :)

    http://izabielaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  45. Byłam w takim związku kilka lat - dzieliło nas 350 km. Nie polecam.

    Chociaż... sąsiadka jest żoną marynarza. Mąż wypływa na 4 miesiące, potem wraca na jakieś 2. I tak w kółko. W dodatku w domu dzieci w wieku: 4 lata i bliźnięta kilkumiesięczne. Zatem jest "robota po pachy". W pewnym sensie to też jest związek na odległość. I dają sobie radę. Bo chcą, bo muszą (?).

    Może wszystko sprowadza się do tego, by być odpowiednio dojrzałym?
    A może chodzi o to, by koniec końców móc wracać do wspólnego domu?

    OdpowiedzUsuń
  46. hej jestem pierwszy raz ale dołączyłam do grona obserwatorów i zostaję na dłużej :)
    tym samym będzie mi miło jeśli do mnie wpadniesz sissi1910.blogspot.com :)

    ja sobie nie wyobrażam związku na odległość i podziwiam osoby,które tak żyją

    OdpowiedzUsuń
  47. i ja rozumiem o czym piszesz i dopiszę tylko jedno - trzymam kciuki, bo ciężki kawał chleba wybrałaś. Oby Wam się udało.

    OdpowiedzUsuń
  48. Związki na odległość są dla wytrwałych i silnych osób. Mój mąż kiedyś wyjeżdżał w dni robocze a na weekendy wracał do domu. Ja zostałam z dwójką dzieci :< Pierwsze dni a zwłaszcza ten kiedy wyjechał były okropne zważywszy, że człowiek już do drugiej osoby jest strasznie przyzwyczajony i nagle taka pustka. Na szczęście pracowałam, więc myśli pozostawały tylko w domu. Mąż wyjeżdżał krótko bo przez rok, ale dało nam to wiele do przemyślenia (np. jak to jakbyśmy nie byli ze sobą razem itp) teskniliśmy za sobą dlatego on znalazł pracę na miejscu i jest ok. Teraz po 4 latach (razem jesteśmy 11lat) czasem modlę się aby gdzieś wyjechał oczywiście nie na długo, np na jeden góra dwa dni :> bo wtedy mam dużo dla siebie czasu :)) i spokój :))

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?