środa, 2 października 2013

Najeżona

W czasach podstawówki hodowałam chomika. Teraz, gdy jestem rzekomo dorosła, hoduję jeża. Nie w terrarium, nie w klatce, ani nawet nie na sobie... Owszem, na jesień golę nogi rzadziej, niż latem, ale to we mnie, nie na mnie jest jeż.

Na jesień z szafy wychodzą szaliki, czapki i palta. Ze mnie wyszedł owy jeż. Wyszedł, jak to jeż, w lesie. Prawdopodobnie chciał wyjść na spacer. 




Tamtego popołudnia ja i Pan Taksówkarz również wyszliśmy na spacer. To był jeden z tych dni, o których można powiedzieć "złota polska jesień" i tylko jakiś niefortunny traf, typu powrót Godzilli, mógł to popołudnie zepsuć. Niestety tak też się stało. Z tym, że w lesie nie pojawił się wielki gadowaty stwór, lecz ja. Zamiast zębisk, miałam kolce. Jak to jeż. I tymi to kolcami pokłułam dotkliwie każdego, kto znalazł się w pobliżu. A że w pobliżu był tylko Pan Taksówkarz... 

Owszem, był powód. Grzyby.

Ja mam czekoladę, a Pan Taksówkarz grzyby. Dla Pana Taksówkarza to powód do tego, by z krótkiej przechadzki uczynić wielogodzinne polowanie, w którym nie tylko zapomina o przemoczonych butach, czasoprzestrzeni, lecz również o mnie. Gdy tylko odnalazłam Pana Taksówkarza pośród paproci, mchów i błota, obrzuciłam go tym ostatnim tak obficie, że nawet nie zauważyłam, jak piękne okazy trzymał. Prawdziwki.  

Doprawdy, takie prawdziwki nie powinny być powodem do awantury w środku lasu... Zasadniczo, wszystkie nasze kłótnie są bez powodu. A trzeba powiedzieć, że tych kłótni u nas na jesień jak grzybów po deszczu... Cokolwiek Pan Taksówkarz zrobi lub też czego nie zrobi, chodzę najeżona... Mówię do niego "stary grzybie", on wita mnie o poranku skwitowaniem "moja zołzo". 

I kłuje mnie w sercu, gdy zadaję sobie jedno pytanie- czy to prawdziwa miłość? 
Wiem, że prawdziwa miłość nie wygląda jak w "M jak miłość" i innych opowieściach science-fiction, ale czy nie powinno być tak, że mimo wszystko nie mamy pretensji o jajko ugotowane na zbyt twardo?

A może zwyczajnie wraz z liśćmi opadły z nas maski, pod którymi bezpiecznie ukrywaliśmy do tej pory nasze nie do końca ładne, bo kolczaste oblicza? Złościmy się, niecierpliwimy, nie rozumiemy, chrapiemy i drapiemy... Kto choć raz hodował prawdziwego jeża, ten wie, że i jeż daje się pogłaskać. Tylko trzeba odpowiednio dotykać kolce. 

A może właśnie teraz, na jesień, prawdziwa miłość ma dopiero szansę zakwitnąć?

33 komentarze:

  1. Dobry jeż nie jest zły. Obyś się tylko nie zacietrzewiała i nie stawała okoniem. ;-)
    Pozdro
    A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiednie podejście do jeża uczyni go mniej lub w ogóle niekłującym. Najtrudniejsze to znaleźć to odpowiednie podejście...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyszły Ci kolce no i dobrze, ostatnio usłyszałam teorię, że jak dziewczyna jest za miła, to facetom wydaje się nudna. Kiedy swojemu wygarnęłam: widzisz co ze mną zrobiłeś? Jestem zołzą, a byłam taką miłą dziewczyną. A on: no i dobrze, nareszcie masz charakter! Ciekawa jestem, dlaczego od razu nie znalazł sobie dziewczyny z charakterem! (wrrr..)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie z kolei bawią takie "mądrości życiowe", czasami tracimy czas na myślenie jacy to powinniśmy być, kim powinniśmy być, jak się zachować i kogo udawać.. jednocześnie zapominając o tym,że przecież mamy być sobą i znaleźć kogoś kto zaakceptuje naszą realną wersję a nie wymyślone wedle pożądanego wzorca.. Dlatego potem pojawia się element niemiłego zaskoczenia albo różowe okulary z nosa roztrzaskują się o bruk.

      Usuń
  4. Czekoladowy jeż jest znacznie bardziej apetyczny niż mięsny jeż :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. kolce wychodzą czasem nawet u Wiewiórki :) a jesień kocom sprzyja bo ponuro i pochmurno :)
    ja trzymam kciuki za Ciebie Jeżynko i za Pana Taksówkaża i pamiętaj! jak mawiała moja dawna kumpela punkówa "kupa jeża zawsze świeża :)"!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. jesteś najsympatyczniejszym jeżem na świecie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No i ja jestem najeżona, tyle że mnie szlag trafia bo praca mi zabrała Pana Poślubionego!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam w sobie jeża i czasami jak wyłazi to biada wszystkim w około. Mój mąż stwierdził, że nauczył się obchodzić z moim jeżem, tak gdzieś po 5 latach bycia razem, więc się nie łam, to musi trochę zająć :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest właśnie ten kolejny etap. Poznawanie się :) i próba akceptacji. I mierzenie, co jesteście w stanie w sobie nawzajem zaakceptować ;) Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. I co? Udało się? Znalazłaś jakiś powód lubienia swojej pracy? :)

      Usuń
  10. Ja właśnie teraz chodzę naJEŻona. Czasem tak bywa. Dokładniej co miesiąc - bez kija nie podchodzić!

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba każdy z nas skrywa w sobie takiego jeża, mniejszego czy większego.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kazdy od czasu do czasu kolce pokazuje :)
    A słowo zołza tez czasami słyszę, wszystko zalezy jakim tonem wypowiedziane :))

    OdpowiedzUsuń
  13. O! Jak jasno! Bardziej po ciemku, ale "za jasności" też się dobrze... czyta.

    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. nie ma róży bez kolców a przecież taka piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam dzisiaj mojej Córce książkę o dzikich zwierzętach. Był tam również pan jeż. Z ciekawostek - jeże boją się tylko borsuków, bo te jako jedyne znalazły sposób, by dobrać się do jeży mimo ich kolców.
    Prawdziwa miłość też na tym polega, by odszukać swojego borsuczka, który znajdzie drogę między kolcami do naszej delikatnej skóry i będzie umiał nas czymś dokumentnie rozbroić.
    I kogoś takiego Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochana, to jest po prostu codzienność, z którą jeśli sobie miłość poradzi, to jest to miłość prawdziwa :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Auroruś, podobno różowe okulary w związku opadają prędzej czy później. Osobiście uważam, że im prędzej, tym lepiej. Lepiej patrzeć na drugą osobę nawet z perspektywy najeżonego jeża, niż ugładzonej owieczki. A jak kocha, to i najeżony jeż nie będzie mu przeszkadzać ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Och, kurczę, jak ja kocham tego bloga. I dlaczego ja nie umiem TAK pisać?

    OdpowiedzUsuń
  19. Też czasem jestem jeżem : ) ale to taki "przemiły" dodatek do związku ; D

    OdpowiedzUsuń
  20. Kłótnie podobno oczyszczaja zwiazki...;))

    OdpowiedzUsuń
  21. Właśnie, co do jeża, wychodzę z tego założenia, że żaden jeż to nie są same kolce, a gubi mnie to, bo mam taki smutny wniosek, że wielu facetów myśli jednak najpierw o sobie, potem o sobie i na końcu (dla odmiany) o sobie, a kłótnie norma, jednak jeśli przewaga złych emocji nad dobrymi, to się trzeba zastanowić, o co cho. A ja 'czasem borem lasem' ;) to będzie żył!

    OdpowiedzUsuń
  22. Spokojnie, wydaje mi się, że w każdym związku co jakiś czas trzeba się najeżyć. Ja z Patrykiem też często warczymy na siebie, ale nie mam wątpliwości, że to miłość :) I na jesień może zakwitnie i urośnie... trochę jk grzyby!

    OdpowiedzUsuń
  23. może na zimniejsze czasy, poznasz jak smakuje prawdziwa miłość, nie sztuczna , przesadnie słodka. :).

    OdpowiedzUsuń
  24. E tam, czasem trzeba być trochę "najeżonym". Myslę, że dodaje to trochę "posmaku" związkowi.

    OdpowiedzUsuń
  25. Miłość może kwitnąć o każdej porze roku :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Jak jajko wyszło zbyt twardo, to następnym razem zróbcie jajecznicę ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  28. classic :D

    http://www.youtube.com/watch?v=hEZYOvBruQQ

    OdpowiedzUsuń
  29. a na najeżonego jeża najlepiej działają ciepłe jeżyny z zimnymi lodami :-) wtedy wszytsko kwitnie, a jeż jezynami się opchany zapomina się najeżyc, a po czasie to już i jeżyś się głupio i nie ma po co :-P

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?