poniedziałek, 7 października 2013

Na ustach. I w ustach.

Jeszcze w marketach nie usłyszałam nieśmiertelnego "Last Christmas", a już słupek rtęci powędrował poniżej zera. Brrr... Przymrozki. Powodują katar, chrypę, otyłość (wzmożony apetyt, zwłaszcza sami wiece na co...), wydatki - bo trzeba kupić ciepłe buty, w których noga nadal wygląda jak noga, a nie kawał kiełbasy. I można by było wykreślić to zjawisko z prognozy pogody, gdyby nie pewien drobny szczegół. Drobny niczym owoc jarzębiny. Otóż, właśnie jedynie jej służy niska temperatura. Podczas, gdy u nas mróz powoduje czerwony nos, czerwone owoce jarzębiny dzięki niemu stają się jadalne.

Od czerwonego nosa wolę czerwone usta. I to, co mam w ustach. Wino już było, barszczyk też. Czemu by nie jarzębina? 

A więc jarzębina. I nie byłabym sobą, gdybym nie połączyła ją sami wiecie z czym...

Nie będę się z tego tłumaczyć, a wytłumaczę jedynie jak zrobić jesienne smakołyki, czyli trufle z jarzębiną.





Wpierw trzeba ją znaleźć. I to chyba jest największy problem, jeśli chodzi o jarzębinę. Hania, na przykład, radzi, by wieczorem, tuż przed zmrokiem, wykorzystać Bogu duszy winnego psa i pod pozorem spaceru ograbić drzewko rosnące między blokiem naszym, a sąsiednim. W razie nieprzyjaznych spojrzeń dozorcy należy udać, że nasz pies za bardzo spowinowacił się z naszym kotem i wskoczył na drzewko. I ktoś musi go stamtąd ściągnąć. A że przy okazji urwało się nieco jarzębiny... 

... to należy zrobić zeń użytek! Ja użyłam ususzonej jarzębiny, ale wersja suszona wcale nie jest mojsza, niż ta surowa, byleby przemrożona.

Składniki:
(na ok. 50 trufli)

50g suszonej jarzębiny
4 tabliczki (300g) czekolady 70% 
2l mleka pełnotłustego
szklanka kakao
ok. 200g kaszy manny
szklanka słodkiej śmietany (30%)
dwie szklanki wody
szklanka cukru (może być więcej, zważając na gorycz jarzębiny i ponurą aurę na dworze...)
kilka goździków 
kilka łyżek miodu

Do obtoczenia: cukier puder, wiórki kokosowe, cukrowe posypki i kulki, brokat jadalny.

Do urozmaicenia: polecam dolać kilka kropel jarzębinówki lub innego prądu.

Wykonanie:
Jarzębinę zalać wodą z cukrem. Dodać goździki. Doprowadzić do wrzenia i gotować na małym ogniu, dopóki nie obejrzy się pół odcinka Mster Chef (czyli jakieś 20 minut). Wyjąć goździki. Mleko zagotować, gdy zacznie bulgotać wsypywać kaszę i kakao, cały czas intensywnie mieszając. Zmniejszyć ogień. Gdy masa zgęstnieje, dodać jarzębinę wraz z cukrowym syropem oraz połamaną na kawałki czekoladę. Dodać śmietanę i miód. Odstawić masę do przestygnięcia. Dokończyć oglądanie Master Chef, nadto obejrzeć Top Chef. 

Po tym czasie, formować z masy neiwielkie kulki i obtoczyć cukrem pudrem. Odłożyć na oddzielną tackę do przestygnięcia. Po godzinie (może by tak dla odmiany odejść od odbiornika? Hm?) jeszcze raz obtoczyć w dowolnie wybranej posypce. Najlepiej czerwonej.

Gdy taką czerwoną truflę mamy w ustach, jedyne co może - prócz czerwieni - pojawić się na naszych ustach to krótkie, lecz głębokie "Mmmm".

 

35 komentarzy:

  1. Ja tam wcale nie jestem pewna, że to Mmmm byłoby takie krótkie :D
    Żałuję, że nie dojechałam na Żarłostację bo rozmyślałam o tych truflach :(
    I nie kracz! Nie gadaj mi tu o Las Krysmas! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. no pięknie!
    cały mój misterny plan na widok publiczny wystawiłaś :-)
    zapomniałaś tylko dodać, że pies jest....ale pluszowy :-)
    dzisiaj zapomniałam, ale jutro nie mam wyjścia... muszę...wyjść po jarzębinę..z psem ;)
    i też se trufelki zrobię! a co ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo ciekawy przepis, nigdy nie jadłam jarzębiny !! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe...trufle z jarzębiną :) Nigdy nie jadłam.
    A u mnie wczoraj było 18 stopni. Nie wiem w jakiej części kraju mieszkasz, ale może i do Ciebie doleci taka pogoda :)

    OdpowiedzUsuń
  5. bajeczka:) cudne są! totalnie mnie nimi zaintrygowałaś i oczarowałaś:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy przepis :)
    widze zmiany ladne zmiany :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie jadłam jarzębiny :)
    mam jedną sztukę w ogrodzie, może jak trochę podrośnie będzie miała owoce. Tym sposobem uniknę karcącego wzroku sąsiadów, gdybym musiała ogołocić drzewko przy ich domu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze w tym przypadku mieć małe dziecko, ewentualnie pożyczyć. Kiedy zrywamy jarzębinę dla malucha w parku, nikt się na nas krzywo nie patrzy. Poczekam jeszcze kilka dni i wyruszamy z synkiem na zbiory.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jarzębina i trufle, pyszne połączenie! Czekam na kolejne propozycje:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Brzmi kusząco, nigdy takich trufli nie jadłam, nie robiłam i nie znałam :) I piękna, apetyczna fotka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. jarzebiny jeszcze w ustach nie mialam...

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jadłam jeszcze nigdy jarzębiny! Ale te trufle tak przyciągają, że chyba przespaceruję się po osiedlu w poszukiwaniu jakiegoś pięknego drzewka :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Szczerze Ci się przyznam, że nie wiedziałam, że jarzębinę się je!! Jestem w ciężkim szoku! W przedszkolu zamiast kazać nam robić z nich korale mogli nam kazać je jeść! Najlepiej w truflach... zamiast zupy cebulowej <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Wow, trufle z jarzębiną, a to ci dopiero... Ale pomysł jak najbardziej mi się podoba :))

    OdpowiedzUsuń
  15. na bogato u Pani! :)) tego jeszcze nie było i chętnie bym spróbowała!:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ależ tu się zmieniło! No fajnie, choć trochę smutno mi, że tamto tak fju... i nie ma. Zaraz poczytam i dodam swoje trzy grosze :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. No ja nie muszę molestować psa, mam swoją prywatną w ogródku, ale tak nam wbijano do głowy za młodu, że to trucizna, że chyba nie dam rady, no chyba, że mrozy 50 stopniowe przyjdą, to może się skuszę :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten wybieg z psem- genialny:))

    OdpowiedzUsuń
  19. Przymrozki powodują otyłość! Genialne! W sumie się czaję na jarzębinę już od dawna, ale ciągle nieefektywnie... A te trufelki, no cóż cudne. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Smaczny pomysł, ja do tej pory stosowałam jedynie suszoną jarzębinę do herbatki :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł pierwsza klasa. Ja psa mam, jarzębine też niedaleko, zresztą nikt nie ma nic przeciwko zrywaniu :D

      Usuń
  21. ooo.. z żurawiną? Zaskakujące, z chęcią bym spróbowała, bo jarzębinę kojarzę tylko jeszcze z dzieciństwa jak się nią strzelało w innych z takiej balonowej procy :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Ale super pomysł. Jesteś genialna :)

    Dodaję do obserwowanych i zapraszam do siebie

    http://www.daariaaa.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. dzięx za komentarz u mnie ;))))) bardzo milutko;)))

    OdpowiedzUsuń
  24. wow, zaglądanie tutaj do Ciebie jest yyyyy niebezpieczne, można się zakochać w ...czekoladzie!!! ;D ;D ;D

    OdpowiedzUsuń
  25. wyglądają smakowicie :) i dziękuję za trzymanie kciuków, przyda się, przyyyda! :)

    OdpowiedzUsuń
  26. idealny pomysł na jesień!!!
    ♡ wspaniale
    pozdrawiam:* OLA

    OdpowiedzUsuń
  27. I jak wrażenia smakowe. Szczerze...jestem antyfanką jarzębiny w przetworach. Konfitura jarzębinowa jaką mi zaserwowano do mięsa jest do dziś traumatycznym przeżyciem.
    Pozdrawiam
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trufle okazały się wyśmienite i nie miałabym śmiałości tak pisać, gdyby nie fakt, że podałam je i dzieciom i dorosłym na pikniku kulinarnym Żarłostacja. Zrobiłam trufli 80, zostały 4 - czyli chyba smakowało :D

      Usuń
  28. no i właśnie poczułem, że będę szerszy niż dłuższy :)

    OdpowiedzUsuń
  29. umarlam i jestem w niebie. BOZE jak to dobrze wyglada i smacznie brzmi! <3

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?