środa, 23 października 2013

Jestem walnięta

W przeciwieństwie do Magdy Gessler nie zamierzam się tłumaczyć z dziwnych zwyczajów wąchania kelnerów i tego, że jestem walnięta. Zamierzam dziś o tym opowiedzieć i to z podniesionym czołem. Jak podniosę czoło będzie bowiem lepiej widać to, że naprawdę jestem walnięta. Innymi słowy, mam wielkiego guza.

Nie pytajcie tylko jak to się stało, bo wyjdzie na to, że rzeczywiście jestem walnięta... Naprawdę aż tak bardzo chcecie wiedzieć? Dobrze, już dobrze. Opowiem wam tą drastyczną historię. Tylko upewnijcie się, że nie stoicie w pobliżu żadnego metalowego słupa. Najlepiej zaś, gdziekolwiek przebywacie, bądźcie obwarowani wielkimi puchatymi poduchami. Zawsze.

Tamtego popołudnia ja byłam obwarowana wielkimi torbami. Jako że nadal nie wygrałam w Totka, to nie były torby z zakupami, a rutynowy załadunek do pracy. Prócz tobołów w ręce trzymałam telefon. Rozmowa z Starszą Siostrą przynosi lepsze ukojenie nerwów, niż szklaneczka szkockiej, zwłaszcza jeśli za szkocką nie przepadam i nie jestem wąsatym biznesmenem. Tamtego popołudnia przyniosła też inne niespodziewane skutki. Zasadniczo przyniósł je metalowy słup, który w trakcie telefonowania wyrósł przede mną niespodziewanie niczym... metalowy słup. Walnęłam głową tak mocno, że przez moment pomyślałam, że to nie tylko koniec mojej rozmowy telefonicznej, lecz również mojego żywota. Potworny ból głowy utwierdził mnie w przekonaniu, że jednak zjem jeszcze nie jedną czekoladę, nim przywitam się z grobem.

Tymczasem, zamiast do trumny położyłam się do wanny. W środku dnia(!). Cóż, byłam mocno walnięta. Gdy tak sobie leżałam i pluskałam, uderzyło mnie co innego. Uświadomiłam sobie, że już od bardzo bardzo dawna nie praktykowałam popołudniowego rozpieszczania. A może... może bliskie spotkanie z metalowym słupem nie było takie przypadkowe? Rzecz jasna ten wypadek był wypadkową tego, że mimo wszystko jestem mocno walnięta, że robię milion rzeczy naraz i udaję, że mam dar bilokacji. W gruncie rzeczy, takie rzeczy nie zdarzają się zbyt często. 

A może martwe rzeczy też mają swój głos? Żeby nie było, że jestem walnięta, chodzi o trzask kartki zderzającej się z podłogą. W środku nocy taka kartka robi huk jakby świat się walił. Ciekawe, że ta sama kartka z moimi życiowymi planami spada od trzech dni w środku nocy. A może to jakiś znak? A gdyby tak nagle wszystkie te plany wzięło w łeb? Co wtedy?

Od samego myślenia na ten przykry temat, mój łeb rozbolał mnie jeszcze bardziej, a guz zrobił się tyci większy. Zamiast taplania się w tym pesymizmie i gorącej kąpieli powinnam była wziąć jednak zimny prysznic. I zmienić taśmę klejącą na mocniejszą... Dobrze, że jednak jestem walnięta, a nie szurnięta, bo a nuż bym uwierzyła spadającej kartce.




Tymczasem wierzę w to, że kluczem do spełnienia swoich życiowych planów jest wsłuchanie się w siebie. Nie w innych, nie w trzask spadających kartek. I tu kluczowa okazuje się umiejętność odpoczywania, by marzenie nie stało się przymusem. Dzięki walnięciu w słup, wzięłam sobie przymusowy urlop na jedno popołudnie. A dzięki temu znowu mam ochotę zrobić mus czekoladowy na zamówione u mnie ciasto. To oznacza wcześniejszą pobudkę do pracy. Jeśli chodzi jednak o czekoladowe ciasto, nie mam nic a nic przeciwko. W końcu jestem zdrowo walnięta na punkcie czekolady.

26 komentarzy:

  1. Uwielbiam Twoją 'walniętość', skoro pod jej wpływem piszesz takie teksty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. o rany, dobrze że nic poważniejszego Ci się nie stało :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mój 'dawno i nieprawda' przywalił tak kiedyś w słup:) myślałam, że takie guzy to tylko w kreskówkach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze napisane :) Wbrew pozorom sporo ludzi wpada na ... słupy.:) W moim przypadku był to znak drogowy. Innym razem szklane drzwi, które nie otworzyły się na czas a powinny. Chyba większość ludzi chodzi "walnięta" Hahaha! :D Wszak każdy od czasu do czasu musi mieć szansę, żeby spokojnie pomyśleć a leżenie z chłodną ścierką na czole daje do tego możliwości :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba głównie po to są te słupy :) żeby czasem strzelić sobie baranka na pozbieranie myśli :)

      Usuń
  5. hahaha świetna jesteś. Opisałaś to bardzo ciekawie. Niech Twoje marzenia się spełnią. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Po raz kolejny w ciągu kilku dni ktoś pisze coś takiego, jak Ty na początku ostatniego akapitu (o wsłuchiwaniu się w siebie)...
    Damn...
    Chyba pora zacząć. A nuż jakiś Australijczyk zostanie u mnie jednak na stałe!

    OdpowiedzUsuń
  7. chyba nie ma sensu planować za bardzo do przodu. Wyrzuć szurniętą kartkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Barwnie z polotem o czyms zastosuje:-):-D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesteś niesamowita :) "Tymczasem wierzę w to, że kluczem do spełnienia swoich życiowych planów jest wsłuchanie się w siebie." zgadzam się z tym w 100% :)

    OdpowiedzUsuń
  10. haha, biedna ; ) no cóż, grunt, że jesteś w ten fajny sposób walnięta, kij z guzem!

    OdpowiedzUsuń
  11. Cześć, często odwiedzam twoją stronę.

    Może warto by ją promować pisząc na Polskim Forum mając w sygnaturce linka do niej. Znacznie więcej osób wtedy tutaj trafi. Myślę że warto skorzystać. Podaję linka:

    http://www.open-polska.eu

    OdpowiedzUsuń
  12. ojej, dobrze, że przeżyłaś jakoś tę kolizję. Ja kiedyś, dizęki mojemu olbrzymiemu psu byłam szurnięta, więc wiem coś na ten temat ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kurcze bycie walniętym jest piękne:)

    OdpowiedzUsuń
  14. jeszcze nigdy nikt nie czytałam tak ciekawego tekstu o czołowych zderzeniach ze słupem;) Inspirujące

    OdpowiedzUsuń
  15. jeszcze nigdy nikt nie czytałam tak ciekawego tekstu o czołowych zderzeniach ze słupem;) Inspirujące

    OdpowiedzUsuń
  16. jeszcze nigdy nikt nie czytałam tak ciekawego tekstu o czołowych zderzeniach ze słupem;) Inspirujące

    OdpowiedzUsuń
  17. jeszcze nigdy nikt nie czytałam tak ciekawego tekstu o czołowych zderzeniach ze słupem;) Inspirujące

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?