czwartek, 12 września 2013

Powiedz "tak"

Był taki czas w moim życiu, że mówiłam "tak", każdemu facetowi, który zaprosił mnie na randkę. Młodszy, starszy, tudzież z dziurą w skarpecie.
Kilka dni temu moja przyjaciółka powiedziała "tak" temu jedynemu facetowi. 
Ja w tym dniu powiedziałam "tak" wszystkim deserom, które pojawiły się na weselnym stole - creme brulee, gruszka w kremie waniliowym, brzoskwinie w szampanie, no i tort.
Cóż, musiałam sama siebie jakoś rozweselić między godziną 14 a 20.00. Od godziny 14 do 20 Pan Taksówkarz powiedział mi "nie", jeśli chodzi o wspólny taniec.

Jak to jest, że większość (znanych mi) mężczyzn mówi weselnym tańcom "nie", dopóki nie powie "tak" napojom wysokoprocentowym? 

Nie wiem. Ale są ważniejsze pytania, które sobie zadaje każda panna młoda. I każda kobieta w ogóle... Chyba każda. 








Czy każda panna młoda zna na nie odpowiedzi? Czy jest ich pewna? Chyba musi... Oto bowiem obiecuje komuś miłość do końca swoich dni. I w końcu, nie komuś, tylko swojemu Wyśnionemu. Temu Jedynemu. Księciu. Panu Idealnemu. 

Surowym okiem patrzę na Pana Taksówkarza, który nadal siedzi przykuty do krzesła, okazując większe zainteresowanie kanapce z serem, niż mi. Czy naprawdę jestem aż tak mało apetyczna? Pan Taksówkarz nie był w stanie mi odpowiedzieć ani "tak" ani "nie", gdyż miał usta pełne oliwek i wędzonej ryby. Tymczasem ja miała oczy pełne łez. 

W związku z tym, że na wesele nie wypada przyjść w białej sukience i robić scen, ja w zielonej sukience i płaczu uciekłam do hotelowej toalety. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy, więc byłam nieco zdezorientowana. Czyżby nici z imprezy? 



 


 Byłam zła na Pana Taksówkarza. Ale jeszcze bardziej zła byłabym, gdybym w imię urażonej damskiej dumy zrezygnowała z zabawy na weselu przyjaciółki. Odwarknęłam więc stanowcze "nie" mojemu fochowi i pognałam z Starszą Siostrą i Przyjaciółkami na parkiet. I jakież było moje zdziwienie, kiedy na owym parkiecie zastałam pląsającą Pannę Młodą. Bez Pana Młodego. Już nie zdziwienie, lecz wielkie zdumienie obudził dodatkowo fakt, że Panna Młoda bawiła się nader przaśnie. 

Jak to tak? Hola! Moja najlepsza przyjaciółka na swoim własnym weselu bawi się sama? Czy aby przypadkiem powiedziała "tak" odpowiedniemu kandydatowi? 

A może... może po prostu prawdziwa miłość taka właśnie jest... 
Może miłość to mówienie sobie "tak"pomimo tego, że jesteśmy bardzo różni? Może z prawdziwą miłością jest tak jak z grą w Pomidor? Cokolwiek będzie się działo, będziemy istnieć zawsze ta sama jedna odpowiedź - "tak". Zdaje się, że właśnie to niewinne, krótkie słowo sprawia, że on i ona zostają opleceni łączącą ich nitką. Niewidzialną dla innych. I choć ona szaleje na parkiecie, a on siedzi przy stole,  są nadal razem.






Jak po nitce do kłębka, on trafi znów do niej.

Tak jak zrobił to Pan Taksówkarz ze mną. 

To nie był idealny taniec. Na szczęście ta nie pasująca do ideału Para Młoda, uświadomiła mi, że miłość to nie do końca idealnie wykreowany twór. Dlatego, gdy zapyta mnie jeszcze kiedyś, czy z nim zatańczę, z całą pewnością odpowiem "tak".

25 komentarzy:

  1. Ale żeś napisała! Zazwyczaj mówię TAK, gdy Sebastian mówi NIE- tak już chyba ten świat złożony. U nas jest dokładnie tak samo i hulańce mają miejsce wyłącznie po spożyciu odpowiedniej dawki "poluzaczy" umysłowo- ruchowych.
    Jakoś daję sobie z tym radę, zwłaszcza że później mój Szanowny Małżonek nadrabia jak może :D
    Nie gniewaj się i nie złość na Pana Taksówkarza, tylko poczekaj aż swoje zje i wypije. Sam do Ciebie przygna, a wtedy już będzie " I on tańczy dla mnie" :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że na weselach zabawa rozkręca się dopiero po odpowiedniej dawce alkoholu, ale trochę to rozumiem, w sumie sporo nowych ludzi, a poza tym rodzina, która patrzy na każdego srogo oceniającym okiem.
    Poza tym to, co opisałaś na koniec, jest budujące
    Pozdrawiam : )

    OdpowiedzUsuń
  3. Wystarczy mówić do siebie "tak", wtedy wszystkie inne "nie" się chyba wybacza :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zauważyłam, że wesela przeważnie skłaniają do przemyśleń. Przeważnie przemyślenia te dotyczą natury związku i jego przyszłości (przynajmniej u mnie tak jest), a tutaj raczej natura człowieka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze, że tam byłaś, zagryzłaś zęby i ruszyłaś na parkiet :)
    Mojej najlepszej przyjaciółki nie będzie na moim weselu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli ma się ochotę na tanieć a facet musi jeszcze trochę zjeść, idzie się w kółeczko i tańczy samemu. Na takich imprezach tańczyć trzeba. :) Nie jest też mówione, ze pan młody musi tańczyć tylko z panią młodą, w zasadzie istnieje taki oobowiązek, że powinien obtańcować też inne panie. To samo jest z ojcem i teściem. Muszą troszkę zabawić inne kobiety , bywa wszak, ze sporo samotnych ciotek na weselu :)
    Jednak państwo młodzi tańczą najwięcej ze sobą.
    Są tez panowie, którzy w ogóle nie zza bardzo lubią tańczyć.
    Taki charakter po prostu. Na takich imprezach, jak to się u nas potocznie mówi - pierwszy i ostatni taniec należy do męża a reszta jak się uda, byle się bawić :)No i nie znaczy to , że cię nie kocha :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na szczęście mój facet nie ma problemu z tańcem : )
    Co nie zmienia faktu, że nie lubię takich sztywnych facetów, których jeszcze trzeba prosić! Co to to nie. Miłość miłością, ale nie może być tak, że na weselu będę się nudzić albo co...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mówią, że miłośc to sztuka kompromisu. Coś w tym jest. I coś też jest w tym, co napisałaś. Szczególnie podoba mi ostatni akapit - ten o niewidzialnej nici łączącej dwoje zakochanych w sobie ludzi. Tak jest, a przynajmniej tak powinno być. I dlatego nie jest nudno - to jest piękne:)
    Mówiąc o facetach, tańcu i alkoholu... cóż, ja też nie spotkałam takiego, który idzie poszaleć na parkiecie bez wcześniejszego zawarcia bliskiej znajomości z kieliszkiem bądź butelką piwa. Jeśli spotkam takiego, który potrafi się bawić bez, owinę go taśmą policyjną i ucieknę.. To już chyba gatunek na wymarciu.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  9. i tańczcie tak sobie razem, niech Wam muzyka nie przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój też nie tańczy. Ani ja :-) Więc dobraliśmy się idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja tańczę Małżon się wygłupia :) pięknie napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  12. W temacie miłości nie wypowiadam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A już myślałam, że padło pytanie, o którym wiele kobiet marzy i chciałoby odpowiedzieć: "Tak" (i nie, nie mam na myśli pytanie o kolejny czekoladowy torcik z ekskluzywnej cukierni) ;)

    Mój L. to od alkoholu stroni, ale za tańczeniem bardzo przepada :)

    OdpowiedzUsuń
  14. znam takiego Pana z którym idzie przetańczyć całe wesele :) myślę, że każdy lubi co innego, ja kocham się bawić, tańczyć, inni po prostu nie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. nie ma nad czym plakac jesli dobrze mnie pamiec nie myli to wszystkie chlopy z ktorymi bylam nie rwaly sie do tanca co mnie wcale nie przeszkadzalo bo jesli chodzi o mnie to byly chlopy obce ktore chetnie dawaly sie porywac :) :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Miłość to nie mówienie sobie tak, a bycie razem mimo tych "nie". Bo twierdzące kiwanie głową w odpowiedzi na każde pytanie zostawmy pieskom z półek przy tylnej szybie w staruch fiatach.

    Chociaż ostatnio takiego pieska widziałam i w mercedesie.

    OdpowiedzUsuń
  17. To jest tak, że nasze "tak" i "nie" muszą być akceptowane ;) i wiesz... ta akceptacja takich odpowiedzi istnieje tylko wewnątrz związku. Dla innych nie do pomyślenia, że Ona na weselu bawi się sama, a dla nich to nie problem :)


    P.S. Dziękuję za miły powitalny komentarz :)

    OdpowiedzUsuń
  18. ehhh, i gdzie Ci lubiący tańczyć mężczyźni? ;)
    ale do sedna - to chyba najważniejsze, że mimo jego nie, jako odpowiedź na niektóre sytuacje, Ty chcesz ciągle mówić tak jego osobie. bo ideałów nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. ach znam ten ból gubienia wszystkiego w torebce ;D

    OdpowiedzUsuń
  20. Hihihi, u nas też jest tak, ze tańce w wykonaniu p. dopiero po zaprzyjaxnieniu się z napojami mają miejsce... Ale to nic, bo przecież fajnie jest robić rzeczy osobno :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jakbym czytała o własnych przeżyciach. To samo spotkało mnie na weselu mojej przyjaciółki, gdzie na dodatek byłam świadkową, więc musiałam trzymać fason. Mój Luby również odmówił wyjścia na parkiet, a namawianie go nic nie dawało, jedynie rosła moja irytacja. Ale w końcu się przełamałam, poszłam sama i świetnie się bawiłam. Moje zdenerwowanie minęło, a po imprezie stwierdziliśmy, że każde z nas spędziło miło czas :) Wtedy zrozumiałam, że nie zawsze musimy robić to samo, żeby czuć się dobrze. Każde z nas jest inne i nie ma sensu się przymuszać do czegoś czego nie lubimy i to działa w obie strony :))

    OdpowiedzUsuń
  22. Cóż, normalka, faceci dzielą się na dwie grupy, na tancerzy i nie-tancerzy, wybór należy do nas :-) Może ci drudzy zamiast ochoty do tańca mają jakieś inne zalety? Radzę poszperać w pamięci ;-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Hej, ale przecież powiedzenie "Tak" mężczyźnie, to zaakceptowanie Jego wad. inaczej chyba nie da rady tworzyć związku? oczywiście zasada jest jedna: te wady muszą w jakimś tam stopniu po prostu podpasować Tobie...
    jak nie podpasuja, nie ma co podpisywać tych wszystkich protokołów. po co się męczyć?
    więc tak. powiedzenie 'tak' wiąże się z przymykaniem oka.

    OdpowiedzUsuń
  24. i tak: alkohol jednak sprawia, że się rozluźniamy i działamy jakoś tak sprawniej, chętniej i łapczywiej. to też ma swoje uroki (;

    OdpowiedzUsuń
  25. ponoc "prawdziwi mężczyzni nie tańczą" jak to powiedział Bill Hicks :)
    PS. Uwielbiam Twojego bloga nadrobilam zaleglosci i przeczytalam go od deski do deski i teraz bede starala sie juz byc na biezaco:)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?