poniedziałek, 9 września 2013

Horror

Raz na kilka miesięcy lubię sobie obejrzeć horror. Nie mam specjalnych wymagań. Piły, duchy, sierocińce i zombiaki - wszystko mile widziane, byleby film był straszny. Wszystko zaś w służbie zdrowia . Otóż, od zamierzchłych czasów już, borykam się z niskim ciśnieniem. I robię wszystko, co tylko może podnieść to ciśnienie w górę. Piję kawę, zieloną herbatę, skaczę na bungee (dobra, to mam dopiero w planach, jak skończy mi się zapas czarnej sypanej...), doprawiam jedzenie tabasco, robię rzeczy na ostatnią chwilę i - wreszcie - oglądam horrory.

Jak się okazuje, ostatnio nie musiałam robić nic, bo prawdziwy horror rozegrał się w moich czterech ścianach.

Zadzwonił budzik. O 6.00. I musiałam pójść do pracy.
Jeśli wstawanie wcześnie i chodzenie do pracy może być uciążliwe/nieznośne/nudne. O tyle, wstanie wcześnie i pójście do pracy po dwóch miesiącach urlopu jest istnym horrorem. Nikt mnie nie ścigał z siekierą, ale i tak było strasznie...



 

W zasadzie to strasznie fajnie. 

Po tym, jak człowiek odkryje, że praca nie gryzie, można się skupić na tym jak miło jest spotkać znajomych nie widzianych od dwóch miesięcy. A, że jestem nauczycielką mam tych znajomych całe chmary. Moi uczniowie. Całe pęczki dzieci lecących na mnie jak te wygłodniałe zombiaki na świeże ludzkie mięsko. W pierwszych dniach pracy nie padłam ich ofiarą, a ofiarą pracoholizmu... Już?! Tak szybko?! Cóż, co prawda nie było rozlewu krwi, ale mnie krew zalała, gdy zerknęłam na mój kalendarz. Doprawdy największą tragedią ludzkości XXI wieku nie jest GMO, ani fala singlizmu, ni też nadmiar produkowanych śmieci, lecz brak wolnego czasu. Wolnego, phi... jakiegokolwiek!

Zamiast oglądać horror, zerkam w mój kalendarz i oto gwałtownie rośnie mi ciśnienie. Żeby tak mój portfel albo lodówka była wypchana po same brzegi! Choć to nie horror, a raczej dramat, zaczynam się bać. Codziennie coś. Może angażuję się w zbyt wiele spraw? Może jeśli będę jeść o poranku grejpfruta i czekoladę, przetrwam to wszystko? Ja, owszem, ale czy mój związek? 

I tu zaczyna się najgorszy horror - 
wybór pomiędzy karierą a miłością. Hm. Codziennie łączę funkcję przyjaciółki, nauczycielki, blogerki, felietonistki i kucharki. Czemu by mi się nie udało w tej kwestii? Bo miłość to nie kolejna "sprawa do załatwienia". 

Gdy na filmie dzieją się straszne rzeczy, zamykam oczy. Gdy w związku dzieją takowe, jest to ostatnia rzecz jaką należy uczynić. Choć faktem jest, że w tym wypadku, najchętniej bym się schowała pod kołdrę i przeczekała ten impas. Co tu robić? Co wybrać? Jak znaleźć rozwiązanie w takiej sytuacji? 

Podczas, gdy ja fioletowiejąc od wysokiego ciśnienia, sama siebie przyciskałam do muru, by wybrać między jednym a drugim, Pan Taksówkarz wybierał się do mnie z pewną informacją. Oto i on chciał mnie przycisnąć do muru. Konkretnie do czterech ścian. On nie szuka rozwiązania sytuacji. A wspólnego mieszkania. Dla nas. 

Uff... Nagle dotarło do mnie, że oto już żaden horror nie będzie dla mnie za straszny. Bo będę miała się do kogo przytulić, podczas jego oglądania. Decyzja o wspólnym zamieszkaniu oznacza też coś więcej. Nie muszę już więcej wybierać pomiędzy karierą a miłością. Oto bowiem jedyną decyzją jaką muszę podjąć, jest czy naprawdę chcę być z facetem, który chce (sam od siebie!!!) wspierać moją karierę. Odpowiedź jest śmiesznie prosta. Miało być jednak jak w horrorze, napiszę więc tylko, że strasznie bardzo chcę.

26 komentarzy:

  1. I to jest najważniejsze!!! najważniejsze jest przekonanie, że to co robisz, co wybierasz da Ci szczęście, że ma sens!!! wszystko inne samo się poukłada :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja mam niskie ciśnienie, co w obecnej aurze pogodowej skutkuje przeogromną chęcią drzemki w południe, popołudniu i wczesnym wieczorem.
    A nawet, jeśli takie drzemki są grzechem (bo przecież mam w tym czasie tyle do zrobienia!), to we dwoje grzeszy się przyjemniej, a i wyrzuty sumienia nie gryzą jak zombie z horroru.
    A więc - gratuluję kolejnego kroku. We dwoje jest pełniej.

    OdpowiedzUsuń
  3. O Cię kręcę, ale się porobiło, :), genialnie! To trzymam za Wasze wspólnego mieszkania początki kciuki, nie jest łatwo, ale warto :)
    A powrót do szkoły w moim wykonaniu (tak jak i Twoim nauczycielka), bywa fajny...do momentu, gdy faktycznie zastanawiam się gdzie i w co włożyć jeszcze ręcę by udało się znaleźć choć chwile czasu dla miłości, która mieszka ze mną w domu i czasem mojej pracy ma dość
    Ps. Podnoszenie ciśnienia robieniem czegoś na ostatnią chwilę - bezcenne!;)

    OdpowiedzUsuń
  4. wspólne mieszkanie?! wow wow wow :)!

    OdpowiedzUsuń
  5. No ładnie :) Super, że Pan Taksówkarz nie myśli o wspólnym mieszkaniu jako o horrorze ;) Oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  6. aaa! Gratuluję! Pan Taksówkarz to jednak wporzo gość :-))))
    cieszę się - dzięki temu nie musisz wybierać między miłością, a obowiązkami, bo będziesz go miała przy sobie. Cudownie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie oczekiwane zakończenie tego horroru. ;-) Życzę Ci szczęścia cokolwiek wybierzesz.
    Pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  8. a to ci niespodziewana niespodzianka pan Taksowkarz zaserwowal :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To "chcę" napisane wielką czcionką kojarzy mi się z "Je veux bien" Alizée :DDD

    OdpowiedzUsuń
  10. a to nowina!!!! świetna wiadomość! ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  11. czyli nie taki horror straszny... :)

    OdpowiedzUsuń
  12. fajnie mieszka się razem :)
    codziennie masz mały horror jak się okazuje, że ukochany ma trochę inne zwyczaje niż mogłoby się na pierwszy rzut okazać:)

    OdpowiedzUsuń
  13. o ja, o ja!
    a czego uczysz, bo ciekawość zżera?? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tajemnica państwowa :P
      jak się spotkamy na żywo - wyjawię przy wódce :P

      Usuń
    2. przygotowanie do życia w rodzinie ?? ;) religia??- szalona katecheta?? :D że nie piję wódki zawsze było powodem do radości dnia następnego po zakrapianej imprezie..., a teraz...cóż...przyszło płakać nad tym ;)

      Usuń
    3. Doprawdy, nie wiem skąd takie pomysły :P hehehe

      Usuń
    4. dobra, dobra, przecież wiem, że Pani Plastyczka :P

      Usuń
    5. Na...Auroro!;)skoro zadecydowałaś, by Twój przedmiot pozostał anonimowy, niech tak będzie. Ale wiedz, że ja wiem! :D ;)

      Usuń
  14. Wiem, co czujesz, moja pierwsza pobudka na godzinę 8 po wakacjach to był istny koszmar. Miło jest zobaczyć, jak dzieciaki urosły przez lato, ale wiem, że za kilka tygodni będę mieć ich dosyć;P

    OdpowiedzUsuń
  15. dwa miesiące urlopu - zwariowałbym :))

    OdpowiedzUsuń
  16. o matko! prawdziwy horror:):* mnie nie jest w stanie nikt zmusić do pobudki!!:) heheh

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja tak z innej beczki: bo jesteś dla mnie doskonałym źródłem wiedzy jako nauczycielka. Czy możesz mi dać znać, jakie są teraz stawki za napisanie prezentacji maturalnej? Muszę znać przedział kwotowy, a nie mam kogo zapytać w zaufaniu... ;)

    Ja byłam nauczycielką tylko przez miesiąc, na zastępstwo. W gimnazjum. I to był horror... ;) Nie wiem, czy kiedykolwiek chciałabym tam wracać... ;P No ale myślę, że gdybym uczyła od lat, to polubiłabym to. Niestety wymaga to przyzwyczajenia, by się pozbyć stresu... :)

    Pozdrawiam,
    Sol

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak najbardziej szczęśliwego wyboru, choć pewnie jestem spóźniony i już go dokonałaś ;) tak czy inaczej - powodzenia w życiu :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?