wtorek, 13 sierpnia 2013

Magiczna różdżka

Każda kobieta uwielbia czekoladę i komplementy. I za sprawą czekolady, i za sprawą komplementu, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, można sprawić cuda - poprawić humor, wyczarować uśmiech, nie mówiąc już o uwiedzeniu niewiasty. 

W ostatnią sobotę zdarzyło mi się usłyszeć jeden komplement. Za to wypowiedziany przez pięciu różnych facetów. I to facetów pięciu różnych narodowości. Co prawda, komplement był tani jak hamburger z dworcowej budki, bo brzmiał "your are beautiful", ale jednak swoje zrobił. Promieniałam, a zapewniam, że położyłam podwójną warstwę pudru na czoło. Więc to musiała być magia, a nie tłusta skóra twarzy.

Zaiste ta noc cała była magiczna. Bo w Krakowie. Bo w gronie Delicji - moich przyjaciółek z dzieciństwa. A i najważniejsze - bo to był Wieczór Panieński. Oczywiście, znowu nie mój. Kto by się tym jednak przejmował?! 

Bawiłyśmy się bardziej, niż przednio. W takim gronie nie może być inaczej. Nie potrzebujemy ani alkoholu, ani facetów, ani magicznej różdżki. Tamtej nocy był jednak i alkohol. I faceci. I różdżka





Zacznijmy jednak od różdżki, bo to za jej sprawą przybywało i alkoholu, i facetów. Różdżka była w takim a nie innym kształcie. I to tyle na temat niej samej. Magiczna była dopiero ta, która ją dzierżyła - przyszła Panna Młoda. Tamtej nocy, Królowa Penisów. Choć w dłoni miała tylko jednego, nie jednego na ową różdżkę złapała. I to złapała w pewne miejsce. Był Australijczyk, Włosi, Hiszpanie. Jak na Wieczór Panieński przystało, zintegrowałyśmy się z Wieczorem Kawalerskim. Kolejkę zakończył jeden Warszawiak, dla którego zwykłe czekanie w kolejce na kawę w McDonaldzie na Szewskiej miało stać się przygodą roku. Kto wie, może i życia?

Dla przyszłej Panny Młody to na pewno była noc życia. W końcu, ostatni raz bawiła się jako panna. Oczywiście, jako mężatka zapewne powtórzy taką imprezę nie jeden raz. Po co zatem ten cały blichtr? Po co żelkowy penis? Po kiego grzyba płonące drinki? I na co komu bieganie o 3.00 po krakowskim rynku w niebotycznie wysokich szpilkach?

Czyżby ktoś miał nadmiar pieniędzy? Żądzy? Albo tego i tego?

Otóż, Wieczór Panieński jest pożądaną rzeczą z kilku powodów. Pierwszą, a zarazem ostatnią i najważniejszą jest sprawdzenie, czy bycie mężatką to rzeczywiście pożądany przez nas stan. To jak ostatnie wejście do ciastkarni przed podjęciem diety. Jeśli naprawdę tego chcemy, nie skusimy się na włożenie niczego do ust. 

Ostatnim smakołykiem, który ja włożyłam do ust, była woda. Leżąc z Starszą Siostrą w jednym łóżku, w dziesięcioosobowym pokoju, nie było łatwo zmrużyć oka. Tym bardziej, że wentylator huczał jak wielki stary traktor. Nie dał ani krztyny ochłody. Za to powód do użycia kilku pospolitych wulgaryzmów oraz czas do wyciągnięcia 5 wniosków:
1. Zawsze warto brać ze sobą zatyczki do uszu
     (Jak to jest, że Starsza Siostra nigdy o nich nie zapomina?! I ma święty spokój.) 
2. Przed imprezą nie należy jeść ostrej chińszczyzny 
     (Jak to jest, że ja zawsze ją jem?! I mam wydęty brzuch!)
3. Jednak należy zjeść cokolwiek!
     (O czym zapomniała Świadkowa Panny Młodej. I zakończyła imprezę szybciej, niż się zaczęła)
4. Mam najwspanialsze przyjaciółki na świecie
     (komentarz nie potrzebny...)
5. Warto wziąć ślub ze względu na sam Wieczór Panieński !!!
      (yeah!!!)

Nazajutrz obudziłam się opuchnięta, z podkrążonymi oczyskami, z kosmatym włosem i nie mniej kosmatymi myślami. Prosto z Krakowa miałam ruszyć do Pana Taksówkarza. Z taką aparycją i takim oddechem? Heh... Osłodzić chciałam się wizytą w Krakowskiej Manufakturze Czekolady, lecz nie bardzo pomogło. Nawet "magiczna różdżka" Pana Taksówkarza by nic tu nie zdziałała... Potrzeba było naprawdę silnego zaklęcia, nie taniego komplementu, by mnie uratować...

I oto Pan Taksówkarz zdobył się, by wypowiedzieć te 2 magiczne słowa. Czy zdobędzie się kiedyś na to, by i mi w udziale przypadł Wieczór Panieński. Hm. Nie wiem...

Jednak wiem, że to musi być prawdziwa magia, jeśli Pan Taksówkarz kocha mnie nawet skacowaną. 





P.S.  Jeszcze jedno - przez najbliższy miesiąc nie chcę widzieć, czuć, a tym bardziej pić alkoholu. Prawda, że piwo imbirowe to nie alkohol???

22 komentarze:

  1. Czeko jesteś wspaniała! :)
    Już niebawem mój wieczór panieński, mam nadzieję, że będę bawić się również przednio ;)
    Co do Pana Taksówkarza - dobrze, że zebrał się w sobie i powiedział te dwa słowa, zawsze miło to usłyszeć ;)
    ściskam! Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  2. Aha, piwo imbirowe to też alkohol - nie łudź się ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piwo z sokiem to nie piwo, wszyscy piwowarzy Ci to powiedzą. ;) A jak ja lubię Twoje historyjki bardzo i filozoficzne i obyczajowe i się wkradnie czasem psychologii element czy też socjologii. Interdyscyplinarnie, no no. ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I byłaś w Krakowie i ja o tym nie wiedziałam, i nie poznałam osobiście CzekoLady????o ty:( a mogłam Cię na szacowany spacer zaprosić i do wodopoju jakiegoś zaciągnąć,
    Żałuj! Na tyle, by przy okazji kolejnej wizyty z Krk dać znać i dać się poznać!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę wieczoru panieńskiego, też bym sobie na jakiś poszła, ale niekoniecznie swój... jeszcze nie.
    Jeśli Pan Taksówkarz kocha Cię nawet skacowaną, to musi być prawdziwa miłość :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też zazdroszczę wieczoru panieńskiego mimo że nie był Twój ;), mi się też marzy taka impreza.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatni punkt mnie rozłożył na łopatki :D Na pewno zapamiętam i jak ktoś kiedyś mi się oświadczy, to pewnie zgodzę się, ze względu na ten wieczór panieński ; P

    OdpowiedzUsuń
  8. hehe uśmiałam się, niezły wieczór:)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Piąty punkt rządzi :). I dla Pana Taksówkarza plusik :)

    OdpowiedzUsuń
  10. haha! :-)
    A mój "wieczór panieński" w sb ;-)
    Ale jako, że latanie z welonem i rogami tudzież gumowym facetem lub sztucznym penisem mnie akurat osobiście nie bawi( co innego, gdy kto inny jest w roli Pani Młodej - to zmienia postać rzeczy), a mojego K. nie bawią ( przynajmniej tak utrzymuje) gumowe panie - robimy wspólną imprezę panieńsko-kawalerską dla znajomych jego i moich ;-)
    Też się będzie działo!

    OdpowiedzUsuń
  11. czy ten Australijczyk nie miał czasem na imię George i usilnie starał się mówić po polsku ? :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Piwo imbirowe to cały czas alkohol. Przykro mi. :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Czasem wystarczy prosty komplement a jaki daje efekt, a skoro powiedziało go 5 osób, to musi być prawda :)

    OdpowiedzUsuń
  14. hahahahahha
    ja chyba jednak też chcę mieć wieczór panieński!
    chociażby z tego powodu wezmę ten ślub, nad którym się tak zastanawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  15. ja bym chciała wziąć udział w wieczorze panieńskim, ale jeszcze nie swoim :D
    a co do tulipanów, kiedyś może i były, ale teraz to już chyba tylko stereotyp ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. ale dobry tekst, uśmiałam się setnie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj absolutnie obydwiema rekami podpisuje sie pod tym, ze piwo imbirowe to nie alkohol, a przy Twoim tekscie usmialam sie po pachy.
    Jak zwykle genialnie kochana!

    OdpowiedzUsuń
  18. Hey sweets,
    Nice post..
    Maybe we can follow each other..!!
    Keep in touch,
    www.beingbeautifulandpretty.com
    http://instagram.com/beingbeautifulpooja

    OdpowiedzUsuń
  19. świetnie piszesz! super się to czyta

    OdpowiedzUsuń
  20. O, mam tak samo! Manufaktura na drugi dzień po krakowskich eskapadach stała się moim rytuałem. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. ...i dlaczego ja nie maiłam Panieńskiego???..czas wymyślić i wprowadzić "post panieński rocznicowy",hmm...a ten post no nawet całkiem ciekawie się składa...bo pytanie czy był by to panieński, czy postny jak jedzenie czekolady przez szybkę w Manufakturze ;-) PS. Genialnie piszesz!

    OdpowiedzUsuń
  22. Pięknie piszesz.
    Tyle.
    Bo po co prawdzie ozdobniki?

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?