poniedziałek, 1 lipca 2013

Trudna sztuka

Jej! 
Jajks...
Auć

Aż tyle?  Zniknęłam z blogosfery na dobry miesiąc i to wcale nie dlatego, żeby pobawić się z Wami w chowanego. Jeśli pytacie - a Wiem, że tak jest - o to, gdzie się podziewałam, nie byłam w szafie, ani w fabryce czekolady, ani też na księżycu.
Zanim przejdę do tego, gdzie, z kim i co robiłam, chciałabym wyskoczyć jak królik z kapelusza i zawołać radośnie ku Wam, moi Czytelnicy:  





Zrobiło się słodko? 
To teraz przejdźmy do rzeczy. Wszyscy dobrze wiemy, że jeśli nie było mnie tu, ani w szafie i innych podejrzanych miejscach, to musiałam być w ramionach Pana Taksówkarza. Wobec powyższego, zupełnie zbędne okazuje się pisanie z kim i co robiłam przez ten długi czas.

Zrobiło się ostro?
To teraz przejdźmy do faktów. A te raczej w smaku są nijakie i do tego suche. Fakty są takie, że brak mi czasu... Hm. To, co napisałam, to raczej nonsens, nie fakt. Czasu każdy ma zawsze tyle samo. Tak emeryt siedzący pod gruszą, jak krzepki admirał marynarki wojennej. Skoro jeden nonsens już napisałam, nie będę pisać kolejnego o tym, że cierpię na nadmiar obowiązków. Bóg i moi współlokatorzy mi świadkami, że raczej na dupsku beztrosko nie siedzę. Ale w tym samym czasie, gdy robię miliony rzeczy na raz w pracy, po pracy i między jednym a drugim (a kto tak nie ma?!), siedzę też jak na tureckim kazaniu. Zdaje się bowiem, że coś ważkiego umknęło mojej uwadze... Czegoś nie wiem... Jak pogodzić to wszystko? Rety krety, czemu nikt nigdy mi nie powiedział, że to aż tak trudna sztuka? 

Pogodzić pisanie bloga i zakochanie.

Śmiem twierdzić, że iloraz mojej inteligencji jest całkiem wysoki, gdyż doszłam do wniosku, że choć to sztuka trudna, to jednak możliwa. Możliwa dlatego, że i Blog Czekolady i znajomość z Panem Taksówkarzem opierają się na tym samym - miłości.

Prócz tego, że tkwię w basenie endorfin, taplam się też w gąszczu ważnych wyborów życiowych. Nadto i chaosie, który bynajmniej nie jest tylko czczą literacką figurą, a realnym bałaganem zalegającym w moich czterech ścianach. Ach... gdyby tak się schować jednak do jakiejś szafy... na miesiąc, może na dwa... bałagan sam się nie posprząta, ale może wybory życiowe się podejmą? 

Nie? 

Hm.

Sztuka wyboru to jedno z najcięższych doświadczeń, nie tylko wtedy, gdy stoimy przed ladą pełną czekoladowych pralinek. Całe szczęście, odkąd Pan Taksówkarz uznał, że niezła ze mnie sztuka i zaczęliśmy zacieśniać naszą znajomość, nauczyłam się, że istnieje jeszcze ważniejsza sztuka - kompromisu. To, że wracam do blogosfery, nie znaczy, że rezygnuję z jazdy taksówką. No, chyba że do pracy. Do niej nie wybieram się przez najbliższe dwa miesiące. 

Przede mną trudna sztuka relaksu, potocznie zwana wakacjami. Ani nie będę chować głowy przed słońcem, ani też nie będę chować głowy w piach przed podjęciem trudnych decyzji. Dobre decyzje zjawią się wraz z opalenizną. Czyż nie?


24 komentarze:

  1. Kompromis to ponoć sztuka osiągania takiego stanu, w którym obie strony są po równi niezadowolone, przykład: ja chcę w góry, on nad morze, więc siedzimy w Piątku pod Łodzią (nic nie mam do Piątku, ale jednak nie o to chodziło). Życze powodzenia w ćwiczeniu tej sztuki, mnie nigdy za dobrze nie wychodziła ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie zaczęły się wakacje a ja też mam mnóstwo roboty, och i ach i ałć i myślę o okropnym wrześniu, i wakacjach które wakacjami nie są bo muszę się w nie uczyć :/ ale odpocząć też trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Powodzenia! Słońca do tego opalania!

    OdpowiedzUsuń
  4. :) Masz rację - wakacje! Ćwicz osiąganie kompromisów pilnie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie jestem zakochana a też nie mogę znaleźć motywacji do pisania. Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. przeczytałam cały tekst i powiem Ci że takiej dawki słodkiej ironii w eleganckim opakowaniu dawno nie miałam przed oczami,

    jestem zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli masz nas odwiedzać tylko raz w miesiącu, ale ten raz ma być tak konkretny, cudnie zredagowany, okraszony Twoim charakterystycznym spojrzeniem na świat, to... to ja się na to godzę :)

    Obyś zawsze podejmowała dobre dla CIEBIE! decyzje!
    buziaki piernikowe :***

    OdpowiedzUsuń
  8. Różnie bywa. Czasami od słońca się w głowie miesza i można dostać potem kubeł zimnej wody.
    Zimna krew i gorące serce!
    Pięknych wakacji Zakochani ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ty to świetnie piszesz:)

    OdpowiedzUsuń
  10. ciężko pogodzić stan zakochania z czymkolwiek innym
    ja nawet facebooka zaczęłam zaniedbywać :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie nie wiążą sie, bo ja jestem blada a czasami zdarza mi sie coś dobrze postanowić:D no to pławcie się w szczęściu jak najdłużej:D

    OdpowiedzUsuń
  12. Rzeczywiście, z początku trudno pogodzić zakochanie i blogowanie, ale dasz radę :)
    Cieszę się, że się układa!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ars wyborand(k)i.

    Bloguj dziarska kruszynko!

    OdpowiedzUsuń
  14. powiem Ci,że kocham blogować, ale miłość też by się przydała,a raczej zakochanie :) Pan taksówkarz może będzie chciał pomóc przy blogowaniu ?:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zakochania gratuluję, bo to słodki stan :).
    A wiem, że lubisz słodycze.
    Wybory to jedna z najtrudniejszych dziedzin w życiu, oby były właściwe nie tylko na czas wakacji :)!

    OdpowiedzUsuń
  16. Z czekoladową opalenizną, oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Prawda :) Dobrze opaleniznę sobie jakiś czas powoli nabywać. Tak samo z podejmowaniem decyzji - zwłaszcza tych trudnych. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja muszę godzić na co dzień blogowanie z zakochaniem. No cóż jak trzeba to trzeba :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Gratuluję!
    Poradzisz sobie ze wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ajć! Zazdroszczę tych 2 miesięcznych wakacji!

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?