poniedziałek, 8 lipca 2013

Pikantne szczegóły

Znacie smak czekolady z chili? A z pieprzem? Lub też z wasabi?


Choć ostre dodatki stanowią jedynie szczegóły w czekoladowej masie, są na tyle intrygujące, że nie sposób nie wziąć kawałka specyfiku do własnych ust. Czy aby na pewno jest to jadalne? Czy ostre przyprawy podkreślają czy też może zabijają smak ulubionego deseru? 


Pikantne szczegóły intrygują nie tylko nasze podniebienia, ale i naszą wyobraźnię. Tak, jeśli chodzi o jedzenie czekolady, jak i konsumpcję pewnych znajomości. Przecież, nie wystarczy mi informacja, że moja najlepsza kumpela poznała fajnego faceta! Co jak co, ale chcę chociażby wiedzieć, czy się całowali na koniec randki. No... mogłaby też uszczknąć rąbka tajemnicy, jeśli chodzi o technikę. W końcu buziak w policzek to nie to samo, co języczek w ustach.

Niby nie jestem wścibska, ale jeśli chodzi o poznawanie intymnych szczegółów z życia miłosnego moich przyjaciółek, wiodę prym w słuchaniu. Może to dlatego, że pieczołowicie czyszczę uszy i mam dobry słuch? Morze jest szerokie, głębokie i do tego zimne, ja zaś po prostu palę się do ich słuchania. Bo lubię.  Tak jak jeść. Nic dziwnego, to właśnie przy jedzeniu prowadzone są najciekawsze rozmowy o konsumowaniu związków. I, co ciekawe, obojętnie czym zastawiony byłby stół, wszystko wydaje się pikantne... 


Należę do grona tych szczęśliwych osób, które nie muszą ostro pić, by prowadzić ostre rozmowy. Choć wymagam odpowiednich warunków do tego, bym ja sama zaczęła zdradzać pikantne szczeóły CzekoLady. Chcecie je poznać? Sekreciki, nie warunki! Otóż... Żeby zapewnić sobie naprawdę nieziemskie doznania, trzeba - pół kilo mąki, szklankę cukru, tabliczkę czeko... A... nie tej czekolady, a Czeko Lady... 


No tak, co, jeśli nie internet, stwarza lepsze warunki do intymnego ekshibicjonizmu? Pytanie tylko, czy rozmowy o intymnym życiu są ekshibicjonizmem? Jeśli nie z wyjałowionej z głębszych motywów ciekawości, to z czego bierze się chęć poznawania cudzej sfery seksualnej. Otóż bierze się to z tego, iż wszyscy jesteśmy ludźmi. A tak się składa, że sfera seksualna to nie szczegół, a bardzo ważna część życia każdego człowieka. Dlatego warto o tych pikantnych szczegółach rozmawiać tak często, a nawet głośno, jak tylko się da. Nie tylko w łóżku, ale i na ławce w parku lub przy śniadaniu. I koniecznie bez rumieńca na twarzy. Chyba, że ten jest efektem jedzenia zbyt gorącej owsianki. Możecie mnie uznać za bezpruderyjną (do czego Was zachęcam!) aczkolwiek mam tupet twierdzić, że im mniej seks jest tematem tabu, tym staje się (jeszcze!) bardziej wartościowy. A i przy okazji można wymienić się ciekawymi doświadczeniami, technikami, pikantnymi szczegółami, w rzeczy samej.





Niestety ja rozpisałam się o samej teorii na tyle, że nie zdążyłam zdradzić Wam moich sekrecików. Od czego jednak macie wyobraźnię? 


21 komentarzy:

  1. my kobiety już tak mamy, że lubimy plotkować o pikantnych szczegółach ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z chili tak ale z pieprzem jeszcze nie jadłam

    OdpowiedzUsuń
  3. Tia.. Nie ma jak to "wzniosłe" rozmowy o ...pie Maryni.

    OdpowiedzUsuń
  4. bo ludzie lubią pikantne rozmowy bardziej od pikantnych czekolad...:)

    OdpowiedzUsuń
  5. kiedyś jadam lody czekolada z chilii .
    dwie łyzki i odpadłąm ;d
    zapraszam do siebie na nowy post :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ooooo!!!:) mniamu!!!
    ♡ ♡ ♡
    z pozdrowieniami z Gdyni,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  7. No, na rysunku CzekoLAdy wygląda na zdziwioną. Mam nadzieje, że bynajmniej nie szczegółami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post jak zawsze;) zjadłam kiedyś czekoladowe ciasto z chilli = pychota!

    OdpowiedzUsuń
  9. niestety nie mogę jeść ostrych rzeczy, co za tym idzie czekolada pikantna nie dla mnie, ale... to się tyczy tylko jedzenia! niezmiernie się cieszę, że żyjemy w czasach, kiedy o naszych przeżyciach możemy porozmawiać otwarcie, bez świszczącej myśli z tyłu głowy: jestem kobietą, nie wypada mi o tym mówić. Słuchać i dzielić się doświadczeniami. To coś pięknego :)

    OdpowiedzUsuń
  10. będziemy ćwiczyć silną wole do następnego posta:*

    OdpowiedzUsuń
  11. przepraszam, że tak z mostu, ale: kurde! Chciałam spróbować czekolady z chilli i co? Nie ma;/ no nigdzie jej nie ma;/ :(

    OdpowiedzUsuń
  12. jadłam czekoladę z chilli i jestem zdecydowanie na tak
    lubię takie połączenie
    ostatnio nawet w kawiarni zamówiłam takie połączenie
    mrrr :)

    co do szczegółów i rozmów, jestem raczej podobna do Ciebie, mogę słuchać, nie potrzebuję alko do takich tematów i lubię wymieniać się wrażeniami

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałam kiedyś okazję pić likier czekoladowy z dodatkiem chilli. Pamiętam, że był fantastyczny! Jakby ktos miał okazję to polecam :))

    Pozdrawiam i zapraszam na EkoRewolucje !

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale u Ciebie przyjemnie...nieprzyzwoicie. Ilustracja, ilustracja, och matko! Dlaczego nie mam takie wyobraźni...
    Ale zgadzam się z Tobą, że bezpruderyjność pomaga. Nie wiem, na czym to polega, że na magiczne słowo na "s" wszyscy mają uszy jakby czystsze.
    Kulinarnie seksualnie...pieczenie chleba. Rytuał chlebowy. Drożdże na dłoniach, mąka zaplątana gdzieś we włosach i pocałunek zostawiony na umazanym nosie. A potem na szyi. I dalej, i dalej...

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj, Nominuję Cię do nagrody The Versatile Blogger, więcej szczegółów za moment u mnie na blogu ^^

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo lubię czekoladę z pikantnymi dodatkami :) To jest właściwe połączenie :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja zawsze uważałam za pecha to, że 90% moich znajomych, z całkowicie nieznanych mi przyczyń, uznawało za stosowne dzielić się ze mną najbardziej szczegółowymi sekretami swego intymnego pożycia... ;) Myślę, że co za dużo, to niezdrowo, bo teraz unikam takich rozmów jak ognia. Za dużo się już zasłuchałam chyba... ;P
    Sol

    OdpowiedzUsuń
  18. czekolada na ostro to lubie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. fajny smak ;d ale nie w dużej ilości

    zapraszam do siebie na nowego posta :)
    www.estiine.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak zawsze czytam i boki zrywam :) Pozdrawiam wesoło

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?