czwartek, 9 maja 2013

Podróż za jeden pocałunek

Jako osoba niezmotoryzowana często jeżdżę taksówkami. Nieczęsto jednak całuję się w taksówce. Ba, zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Czy ostatni, tego nie byłabym pewna...  Nie był to bowiem  ani przypadek, ani forma zapłaty. To było idealne zakończenie randki, która zaczęła się - jakże by inaczej - w taksówce. 



Wszystko z resztą zaczęło się w taksówce. Bynajmniej nie był to Dzień Taksówkarza, a Dzień Kobiet. Ja zaś była mocno spóźniona na bardzo ważne wydarzenie. Zasadniczo, w tym dniu wszystko szło nie tak... Prawdziwy Dzień Świra, nie kobiet. W rzeczy samej, prócz tego, że zagubiłam portfel, stłukłam przez przypadek skarbonkę (w której - o ironio - było pięć złotych...), wypaliłam pół paczki papierosów (slimy! zielone!), to na dokładkę spotkałam prawdziwego świra. Nie, nie zakręconego studenta, który nabrał odwagi, bo wypalił o jednego jointa za dużo i obejrzał o jeden odcinek "Jak poznałem waszą matkę" za dużo. To był świr z krwi i kości. I to przez niego spóźniłam się na pociąg. Całe szczęście! 

Tamta taksówka nie podjechałaby po mnie nigdy, gdybym była na czas. Jak widać, opłaca się spóźniać. I opłaca się wyżalać Panowi Taksówkarzowi. Może się, na przykład, okazać, że Pan Taksówkarz lubi czekoladę. I że Panu Taksówkarzowi podoba się Czeko Lady. 

Panu Taksówkarzowi na tyle spodobała się Czeko Lady, że po dwóch miesiącach od felernego Dnia Kobiet, usłyszałam ponownie jego głęboki, męski głos w słuchawce telefonu. W ten oto sposób, po raz drugi wsiadłam do taksówki Pana Taksówkarza. I to był już nie tak felerny dzień. Powiem, więcej, to była jedna z najlepszych randek od wielu, wielu miesięcy. Może i lat? Pomińmy ta kwestię, bo wyjdzie na jaw, że się starzeję. 

Teatr, kolacja, drinki i... pocałunek. Zgadnijcie, która część była najlepsza? 




Niestety, ta ostatnia... Do teatru mogę pójść kiedy tylko zechcę, kolację jem codziennie, drinka wypiję w nadchodzący weekend. Z całowaniem się w taksówce już gorzej. 
Pan Taksówkarz wygląda na zajętego. Co prawda, nie ma - chyba - obrączki. Nie ma - chyba - dziewczyny. Ma za to pracę. W innym mieście, niż ja. Co prawda, ma też taksówkę. Ale czy ma też na tyle pomysłowości, by jej użyć do pewnych właściwych celów?

Tak oto, mili czytelnicy, jeszcze milsze czytelniczki, wyszło na to, że jestem zdesperowaną i napaloną kobietą, która nie komunikuje swych pragnie wprost. Naga prawda jest jednak taka, iż choć spodobała mi się przejażdżka taksówką, nim zdecyduję się na dłuższą jazdę, muszę zapiąć pasy bezpieczeństwa - chcę się przekonać, czy taksówka, którą jadę nie jeździ ani zbyt wolno, ani zbyt szybko.  No i czy nie będzie mnie zbyt wiele kosztować. 

W każdym bądź razie, warto zaryzykować. Ciekawe dokąd mnie ona zawiezie? 
Koniec końców, zawsze pozostaje mi rower. A na wiosnę rowerzystów wszędzie bez liku. 

22 komentarze:

  1. a wiesz co jest najlpesze, nigdy tak naprawdę się nie przekonasz, czy jedzie wolno, szybko, czy wlasciwą drogą, czy krętą, a cena , tego nigdy nie wyliczysz dopoki nie zajedziesz na miejsce, musisz wejsc do taksówki i jak zakończy się kurs wtedy będziesz mogła ocenić ;) i pamiętaj kazdy kurs moze byc zupełnie inny;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post, czekam na dalsze rozwiniecie akcji :*

    OdpowiedzUsuń
  3. ślicznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. taksówka może pojechac wszędzie i zabrać kogo chce, ale jak wielu się w tej taksówce całuje, hm? trochę nietypowe i to już plus taksówki i Taksówkarza :) powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  5. :) nie jesteś zdesperowana!:)

    OdpowiedzUsuń
  6. rowerzyści tacy przystojni:>
    ps: ja też jeżdżę taksówami, ale mówiąc szczerze nie spotkałam jeszcze nidgy w życiu! przystojnego taksówkarza :)
    Pozdrowienia ciepłe ślę.

    OdpowiedzUsuń
  7. jedno jest pewne - dobrze że to nie kierowca autobusu albo tramwaju, bo te pojazdy zawsze lądują na pętli i kręcimy się w kółko... a taksówką można mknąć w siną dal! tylko czasem licznik może wskazać zbyt wysoką cenę... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No, no ;). Kolejna interesująca historia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. hohoho! zapowiada się fajnie - tylko ta odległość. Nie jestem zwolenniczką związków na odległość, ale może nic nie stoi na przeszkodzie, żeby słynna czeko-taxówka zaczęła jeździć w Mieście Czekolady :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiesz, kolejna randa może zacząć właśnie od roweru. Dlatego może warto spróbować ? :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pojawia się poważna wątpliwość, czy oby posiadanie własnego auta jest luksusem?

    OdpowiedzUsuń
  12. Przy czytaniu Twoich postów mam wrażenie jakbym czytała jakąś cudowną książkę, pięknie dobierasz słowa :)
    Ja niestety takie historie to mam tylko w głowie, nie ma co się zastanawiać, będzie co ma być :)

    OdpowiedzUsuń
  13. najważniejsza jest podróż sama w sobie, szerokiej drogi więc :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. ryzyk zwiększa zabawę!
    Może akurat ty razem? :)
    3mam kciuki;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oby na końcu tej drogi taksówką był happy end - tego Ci życzę :))

    OdpowiedzUsuń
  16. Zaciskam mocno moje kciuki w piąstki i życzę Tobie smakowicie czekoladowej miłości na jaką zasługujesz :) Powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Gratuluję-masz dar dziewczyno! pisz pisz jak najwięcej!
    zazdrośnica:)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?