czwartek, 18 kwietnia 2013

Sztuka robienia loda

Czy powinno się go robić długo?
Czy kuchnia to odpowiednie miejsce?
Czy powinno się go gryźć czy tylko lizać?

Mogłoby się wydawać, że lodzik to sprawa nieskomplikowana. 
A jednak istnieje zbyt wiele pytań czekających odpowiedzi, by uznać, że to kwestia prosta. Ba, to kwestia nie tylko trudna, lecz i nagląca. Bo sezon na lody oficjalnie się rozpoczął. 

Jako kobieta o dobrym sercu chętnie pospieszyłabym Wam z pomocą. Muszę przyznać jednak, że w tej dziedzinie jestem laikiem. Laikiem ambitnym, bo postanowiłam się podszkolić. Owszem, mogłabym zajrzeć na pewne apetyczne blogi, przewertować pewne książki, ale niektórych rzeczy nie da się nauczyć inaczej jak tylko w praktyce. Słyszeliście, żeby ktoś uczył się piec muffinki tylko czytając o nich. No właśnie. Tak samo sprawa ma się z lodami. Trzeba ćwiczyć na żywym materiale.

Jako osoba nie rzucająca słów na wiatr, poszłam do sklepu kupiłam wino, banany i umówiłam się z moim instruktorem. To była wyjątkowo przyjemna lekcja. Być może dlatego, że moim instruktorem była... Karola - miłośniczka czekolady i zumby. Kobieta doświadczona w wielu kwestiach, również w tym jak zrobić loda. A nawet całą górę lodów. Czekoladowo-bananowych. Po szczegółowe instrukcje zapraszam do Quchni Karoli.

Tamtego wieczora nie tylko się zasłodziłam, dobrze bawiłam, ale również wiele się nauczyłam. Również jak podawać na talerzu  lody domowej roboty.





Istnieje kilka niezawodnych sposobów na to, by przyswojona wiedza nie rozpłynęła się jak lody na słońcu. Najlepszą metodą jest powtarzanie. Powtarzanie sprawia, że z wprawy dochodzimy do sztuki. Toteż lekcję robienia lodów postanowiłam powtórzyć. Tym razem z Panem Blogerem. Wiem, wiem... pamiętam, że miałam nie spotykać się z Panem Blogerem. Ale jest wiosna. I naprawdę nie potrafię odmówić jak ktoś zaprasza mnie na lody... Nie tylko dlatego, że są dobre. Na litość Willy'ego Wonky, mam 26 (z tendencją na 27) lat i wypada, bym wreszcie przestała być w pewnych kwestiach laikiem.

Cóż, to drugie spotkanie nie zaowocowało kolejnym przepisem na lody, ale... Ale było równie apetyczne. I właśnie o to chodzi w tej całej sztuce. Nie o technikę. A uczucie. Rozkoszy. Jeśli nie nauczyliście się jej odczuwania, to żadna lekcja, żaden przepis, ani instrukcja nie pomoże. Możecie ćwiczyć i ćwiczyć, ale jeśli nie obudzicie w sobie prawdziwej ochoty... co ja bełkoczę, żądzy loda, żaden Wam nie będzie smakował. Choćby to były - ponoć najlepsze na świecie -  lody Häagen-Dazs.

Na szczęście wreszcie jest wiosna i mało kto nie ma ochoty na loda. Ja przyznaję się bez bicia. Wieczorową porą fantazjuję tylko o jednym - Big Milku w moich ustach.

51 komentarzy:

  1. hahahaha:))) Jesteś boska!!! W życiu nie czytałam tak dobrego tekstu z podtekstem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co racja to racja. O wspaniałości lodów wypowiedzieć może się chyba każdy. Bo nawet jak ktoś ich nie robi to na pewno je zjada. Jeszcze nie spotkałabym osoby, która odmówiła by sobie małego lodzika :) Jednak rzeczywiście coś mi się chce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobre!!! ale, ale czuję się pominięta na jakimś spotkaniu o tematyce lodowej ;) Ja też uwielbiam lody !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Deli, ja proponuję następnym razem wspólne kucharzenie !:)

      Usuń
  4. ja marzę o pistacjowych... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. prawdziwa ta rozkosz, oj prawdziwa! (ps. sprawdziłam te linki - no, no, no, czego to się człowiek dowiaduje na stare lata;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś niesamowita - wróciłam z pracy, wchodzę na Twojego bloga. I uśmiałam się do łez:D Ale ze mnie lodziara!:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak dobrze, że sezon na lody został oficjalnie rozpoczęty :) Ja przyznaję się bez bicia, że obowiązkowo jeden dziennie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. dobre muszą być,a sposób podania mistrzowski :)

    OdpowiedzUsuń
  9. noooo, popłynęłaś już z samym tytułem posta ;) ale przecież niekosmata sztuka robienia lodów nie brzmiałaby już tak zadziornie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. mmm! orzechowe albo pistacjowe! Pycha! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na króliczka najlepiej: chrup, chrup!

    OdpowiedzUsuń
  12. Hehehehehe :) Rozbawiłaś mnie do łez :)
    Dziękuję za ten post. Znakomita uczta dla ducha, ciała i podniebienia :)
    Big Milk is the best :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam pieczone banany z czekoladą. ROZKOSZ. :D You are really bad girl! Keep doing! ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zabawne. Czekoladowe lody z bananem- to na pewno jest pyszne :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie to moze nie wypada... /smiech/! Jestes DOBRA w zonglowaniu slowem!!!
    A lody... moga nie istniec, jak dla mnie... co nie umniejsza, ze sa dobre!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  16. Hahaha :-)))
    Jesteś genialna! ależ mi humor poprawiłaś tym swoim lodowym językiem. ;-D
    I ten Big Milk...
    A pewnie, że się spotykaj. I smacznego! ;-D

    OdpowiedzUsuń
  17. We wszystkim trzeba ćwiczyć, aby dojść do mistrzostwa!
    W wykonaniu dobrego loda również :)))
    Smacznego!

    OdpowiedzUsuń
  18. zrobiłabym takie lody, ale boję się... więc pozostaje mi ślinotok na twoim blogu;D

    OdpowiedzUsuń
  19. Hahahha uwielbiam Twoją wieloznaczność ;P
    NIestety dieta mi nie pozwala na TE lody, na które rzeczywiście mam ochotę, ale sezon dopiero przyjdzie na razie to lekka walka ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja zawsze robię lody truskawowo-bananowe:) Pyszne są.:) Już nie mogę się doczekać wakacji,żeby je zrobić:)

    OdpowiedzUsuń
  21. hahaha czytałam ten trzy częściowy wykład o tym u Czasem widziane, jak dla mnie za dużo tego, mi ta wiedza jak na razie nie jest potrzebna. Poza tym uważam, że jak ma coś do czegoś "dojść", to warto przed tym wymienić się z partnerem wskazówkami i tym co się lubi a czego nie, ustalić pewne zasady. ;)

    Dziękować, starałam się, by tak właśnie wyszło :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Czekolado! You've made my day! :-P

    OdpowiedzUsuń
  23. Uwielbiam, uwielbiam Cię! Haha, te żonglowanie słowem. Nic mi się tak dobrze nie czyta jak Twoje wpisy. Mój najbardziej ulubiony smak to niezaprzeczalnie czekoladowy! :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Jerszcze lodów nie jadłąmw tym roku, ale nic nie stoi na przeszkodzie, zeby sobie takiego loda zjesć:D

    OdpowiedzUsuń
  25. ja tam jedynie kupuje lody, włsnie jem;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Uwielbiam lody i potwierdzę że sezon na dobre rozpoczęty, ale sama jeszcze nie robiłam.

    OdpowiedzUsuń
  27. genialny post ;) dwuznacznosc jest boska :))))

    OdpowiedzUsuń
  28. Haha, nie powiem jak mi się to skojarzyło:D. Ale banana porywam:D

    OdpowiedzUsuń
  29. uśmiecham się jak idiotka do monitora, dziękuję za poprawę humoru :-D

    OdpowiedzUsuń
  30. no i teraz Big Milk wieczorową nabierze całkiem innych skojarzeń :)

    OdpowiedzUsuń
  31. świetny dwuznaczny tekst o lodach :D
    a przy okazji uwielbiam big milki :P

    OdpowiedzUsuń
  32. hehe, to się uśmiałam :) rewelacyjny tekst i świetny tytuł :) z tymi lodami to kwestia jest trudna, każdy lubi co innego :D

    OdpowiedzUsuń
  33. świetny tekst!:) a ja poproszę lody orzechowe!:D

    OdpowiedzUsuń
  34. hahahahhah świetny dwuznaczny tekst!!! jesteś genialna :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Geniusz od Ciebie bije, badania profilaktyczne uważam za zbędne ;P A lody...to jest to, co lubię, aż czasem się dziwię, że mnożna aż tak.

    OdpowiedzUsuń
  36. Genialnie piszesz! Przeczytałam z ogromnym zaciekawieniem, a lody to chyba każdy kocha ;))

    OdpowiedzUsuń
  37. Haha, nieźle się uśmiałam ;)) Świetnie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Lód wygląda cudownie. Chyba się przekonam:)

    Ola

    http://kochamkubusia.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  39. świetny, pozdrawiam;)
    http://vermilionmcq.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?