środa, 24 kwietnia 2013

O kiju, marchewce. I motylach w brzuchu też.

Do czego służy wiosna? 
Nie będę sprzeczać się z milionami istnień ludzkich i odpowiem zgodnym chórem z wszystkimi- 
do zakochania.

Do czego służy kij?
Do odpychania niechcianych adoratorów.
Do czego służy marchewka? Do zrobienia ciasta czekoladowego, do przyciągania odpowiednich adoratorów. 
Gdy to ciasto trafi do odpowiedniego brzucha, prócz zawartości czekoladowo marchewkowej, z całą pewnością pojawią się też w nim motyle. Do czego służą te motyle? Do poczucia, że to jest właśnie to. 
Zakochanie. 

Z motylami, jak z zającem i Julią Roberts w jednym filmie - uciekają. Co zrobić by je złapać i zatrzymać? Na zawsze. Hm. Z całą pewnością służy do tego siatka. Z tymi motylami, które pomieszkują w naszym brzuchu jest jednak nieco inaczej. A by Was nie czarować, powiem wprost - znacznie trudniej. Czy istnieje zatem czarodziejski sposób, by wraz z wiosennym wietrzykiem, nie przeminęło  owo szczególne uczucie? Zasadniczo są dwa wyjścia. Bardzo nie czarodziejskie, a jeszcze mniej romantyczne. Kij albo marchewka.

Metoda pierwsza polega najczęściej na zaszczuciu absztyfikanta w klatce gróźb i pogróżek, które jako by się spełnią, gdy absztyfikant od nas odejdzie. Można, na przykład, opowiadać przeróżne brednie - o tym, jaki to absztyfikant będzie smutny bez nas. Przecież nikt na tym łez padole nie wykarmi go tak jak my, prawda? Można absztyfikanta zastraszać face to face, a również - uwaga, modne słowo! - stalkować na Facebooku. Nie wiem dokładnie, co ono znaczy, ale jakoś wpisuje się w wyżej naszkicowany horror.

Metoda druga - odwrotnie do pierwszej - ma absztyfikanta uwolnić z klatki. Ta chwilowa słodycz ma trwać nie tylko przez chwilę. Przeciwnie, polega na osładzaniu mu życia tak długo, aż absztyfikant wpadnie. Nie w sidła miłości. Gorzej - prosto w słój miodu - naszych komplementów, prezentów, buziaczków i wszelkich możliwych bonusów jakie absztyfikant miałby posiadać, pozostając przy nas. Czekoladki mogą się przy nas schować. My jesteśmy jeszcze słodsze, smaczniejsze i... uzależniające.








Metody  działają. Zatrzymują absztyfikanta przy nas na długi, długi czas. Są jednak efekty uboczne. W pierwszym przypadku, absztyfikant może w krótkim czasie zamienić się w dzikiego zwierza. Cóż, klatka to klatka. Nawet, jeśli ją pomalujemy na kolor cytrynowy. 
W drugim przypadku, absztykinat może w krótkim czasie zamienić się w baryłkę miodu. Dosłownie. Cóż, miód jest zdrowy. W pewnych ilościach. Absztyfikant nie przeszkolony do pływania w miodzie może też w nim się utopić. Ale wtedy - ku naszej uciesze - pozostanie przy nas na zawsze. A przecież o to nam chodzi. Prawda? 

Nie prawda?!

Cóż, jeśli chodzi o prawdziwą miłość, a nie romans tani jak gałka lodów z czeskiej budki, to niestety mam smutne wieści. Jak powiedział kiedyś pewien mądry człowiek (i nie byłam nim ja, ani Paolo Coelho) miłość jest albo jej nie ma. Owszem, jeśli jest, można o nią dbać. Ale nie da się jej zatrzymać. Tak jak motyli. Tych w naturze i tych w brzuchu. Cóż, motyle znikają w bardzo szybkim czasie, kwiaty z pąków drzew również, tylko po to by dać miejsce czemuś trwalszemu - owocom.

Jeśli Wasza wiosenna miłość obwieści Wam, że to koniec, bo nic nie czuje, bądźcie Wy czujne. Bo to może być prawdziwa miłość. Albo... jeszcze prawdziwszy koniec. Wtedy jednak nie warto takiego tknąć kijem, a co dopiero rozpieszczać marchewką. Koniec końców, czy to będzie flirt, ognisty romans tudzież miłość Waszego życia - warto na wiosnę wpuścić motyle do brzucha.





Do napisania niniejszego wpisu nie zmusiły (kijem), a zachęciły (nie marchewką) blogerki poszukujące odpowiedzi na te same ważkie pytania życiowe, co ja - Delimamma, Pestka oraz Andźka. A ja zachęcam Was do pisania o wiosennych uniesieniach - szczegóły akcji znajdziecie tutaj!

23 komentarze:

  1. Pięknie napisane... śmiało mogę napisać - pięknie jak zawsze, ale dzisiaj jest wyjątkowo pięknie i bardzo mądrze. Zaczynam podejrzewać czy oby nie jesteś 100-letnią Chinką, która ma w sobie tyle mądrości życiowej... ale mam przyjemność znać Cię osobiście także jeżeli byłaś kiedyś skośnooką staruszką to zapewne w poprzednim życiu ;)
    Zgadzam się !! Miłości a raczej pseudo miłości nie ma sensu zatrzymywać, grozić, zachęcać czy prosić... niech odfruwa wraz z płatkami wiśni, które ustąpią miejsca owocom :)
    :***

    OdpowiedzUsuń
  2. ano w taki sposób połączyć kij i marchewkę, że koniec końców chodzi o adoratorów - tego bym nie przewidziała :) pozdrawiam czule :***

    OdpowiedzUsuń
  3. oh! ja chcę motyli! Tęskno mi do nich - dam marchewek całą grządkę i bukiecik z gałązek :D

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja osatnio stwierdziąłam, ze dam sobie swiety spokuj chwilowo z facetami, bo z tego same problemy, wiec chwilowa, bae kija i bez marchewki:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi testosteron buzuje cały rok więc nie wiem co to wiosenne miłostki.

    Aha - i nie istnieje miłość odwzajemniona. Sprawdzałem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja w sierpniu zatrzymuję zakładając obrączkę. Amen :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Coz, najlepiej miec TE MOTYLE przez caly rok, nieprawdaz?
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
  8. jak zawsze rewelacyjnie sie czyta!!!
    ♡ ♡ ♡ ♡Z POZDROWIENIAMI:*
    OLA

    OdpowiedzUsuń
  9. Haha bardzo fajny wpis, miło się go czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  10. wiosna do zakochania? A jeśli zazwyczaj zakochiwałem się zimą - znaczy - nie jestem normalny ? :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Co do tego śledzenia na FB: ja ostatnio musiałam zablokować kilka osób notorycznie mnie śledzących. Od razu poczułam się lepiej psychicznie... ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oooo widzę że każdy inaczej pisze :) super :) ciekawe pomysły

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeny jaka rewelacyjna notka ;)
    Świetnie mi się czytało !

    http://letmeloveyou1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. A tego miodem utopionego absztyfikanta można powiesić za szkłem na ścianie :-P i potem oddać do sklepu ze starociami...a ten prawdziwy, któremu ani klatka ani miód nie dadzą rady, sam się znajdzie niespodzianie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. słyszałam o tej akcji-lepiej wymyślić nie można było! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. wiosenne uniesienia już od lat mnie nie dopadają, ale tym bardziej miło się czyta o waszych:))))

    OdpowiedzUsuń
  17. no niby tak..niby warto..ale coraz częściej wydaje mi się, że moja nastoletnia natura zakochującej się dziewczyny gdzieś umknęła i nie mogę za cholerę jej znaleźć. :) może to i lepiej w sumie;)
    ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ależ przyjemnie się Ciebie czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Chyba masz rację- nie ma co na siłę trzymać, jak nie chce. Choć z drugiej strony trzeba mieć oczy i uszy otwarte- może TA miłość jest gdzieś w pobliżu?
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Trochę szkoda, że te motyle jednak odlatują... Chciałoby się jednocześnie prawdziwej miłości trwającej latami, przy jednoczesnych uniesieniach jak na pierwszej randce. A to nie do końca tak wygląda... :) Co nie znaczy, że to co jest po odfrunięciu motyli nie jest lepsze, bo jest i to dużo, dużo bardziej. Ale tych motyli i tak żal... :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?