niedziela, 28 kwietnia 2013

Co za dużo, to nie zdrowo

Tydzień bez randki tygodniem straconym. Zwłaszcza na wiosnę. Hm. Gdybym tak liczyła w tej kwestii na Pana Blogera, wkrótce minęłaby wiosna, a nastąpiło by lato. Mało tego, minęłyby całe lata, niż ten zaproponowałby spotkanie. Dużo by mówić na temat jego opieszałego postępowania. Szkoda mi jednak na to czasu , wolę pójść na randkę. I to nie jedną.

6 randek w tygodniu.

Tyle zaproszeń otrzymałam w ostatnim czasie. I dobry Bóg raczy jedynie wiedzieć, ile kilogramów więcej wskazałaby moja waga, gdybym rzeczywiście z tych zaproszeń skorzystała. Tu lody, tam ciastko, a i jeszcze deser z bitą śmietaną. Nie zapominając o – jak by nie patrzeć również kalorycznym – winie, na przełamanie pierwszych lodów. Nie moja wina, że nie przystałam na wszystkie sześć anonsów. Doprawdy, co za dużo to nie zdrowo. Tak, odnośnie ilości jedzenia na talerzu, tak jeśli chodzi o ilość randek w tygodniu. Wreszcie, również w przypadku wzrostu absztyfikanta.

Pierwszy pan z listy był naprawdę duży. Nie miał jednak za dużo mądrych rzeczy do powiedzenia. Jego zdaniem, kobieta to zło. Tej dewizy nauczyła go babcia. Jakie szczęście, że mnie babcia nauczyła smacznie gotować, bo gdy spiłam z jego ust te trucicielskie brednie, pozostał jedynie niesmak. I duża niechęć do kolejnych spotkań.  

Dla zdrowia ciała i serca, postanowiłam nie tylko przejść na dietę od randek, ale też mężczyzn w ogóle. Jest tylko jeden problem. Nigdy nie byłam na żadnej diecie i nie wiem, jak to się robi. Zaiste, sformułowanie „przejść na dietę” ma coś wspólnego z dewizą „kobieta to zło”. Oba stwierdzenia są równie mocno idiotyczne. Dlatego nie wierzę ani w jedno, ani tym bardziej drugie.

Między ciastkiem a sałatą, trzeba nam powiedzieć, że istnieje tylko jeden jedyny sposób na bycie szczupłym, zdrowym i szczęśliwym. Jeść wszystko i pamiętać, że co za dużo, to nie zdrowo. Zamiast jeść w tygodniu sześć parówek, powzięłam za rozsądne skonsumować tylko jedną. Tą najapetyczniejszą. Z resztą, nie musiałam się starać, by ją upolować. Została mi podarowana w bardzo miłych i zaskakujących okolicznościach. A konkretnie, w taksówce. Dlaczego nie w mięsnym? Nie zdradzę Wam już nic więcej, bo... co za dużo, to nie zdrowo. 

 No, chyba, że chodzi o czekoladę... tej nigdy za dużo. Powtórzę raz jeszcze - nigdy. 





Przepis znajdziecie w Quchni Karoli.

20 komentarzy:

  1. Jestem ciekawa czy wkrótce nam zdradzisz coś o najapetyczniejszym ciachu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro kobieta to zło, to po jaką cholerę na randki chadza?:)

    OdpowiedzUsuń
  3. "parówka" podarowana w taksówce;) Uwielbiam to jak piszesz;) I uśmiech pojawia się na mojej twarzy;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje teksty sa świetne. Ach te skojarzenia... I jak z tą ''prówką'' było?

    OdpowiedzUsuń
  5. parówka w taxi, czekamy na szczegóły:P

    OdpowiedzUsuń
  6. genialne, czy już wspominałam że kocham twojego bloga?? :) :) :)
    Tak nawiasem czasem mała "głodówka" nie jest zła, wzmaga apetyt ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Co za dużo to nie zdrowo. Święto słowa :) Ale przyznać rację muszę też Twojej randce, że kobieta to zło. No przecież ma chłopak rację. My tylko udajemy niewiniątka, a tak naprawdę ci biedni faceci nie mają z nami łatwo. Mówię tu o sobie, ale myślę, że kilka innych osób mogłoby się pod tym też podpisać.

    OdpowiedzUsuń
  8. jak dla mnie czekolady nigdy dość:) zawsze, wszędzie i w każdej ilości;)

    OdpowiedzUsuń
  9. widzę, ze szykuje Ci się randkowe szaleństwo :) fajnie :) trochę zazdroszczę bo ja z Małżonem na randki od prawie 10 lat nie chadzam :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja pierwsza randka, gdzieś na początku ogólniaka, była na basenie :) Kolega był mocno usportowiony ;) Nic z tego na dłuższa metę nie wyszło, ale nauczyłam sie pływać :D Od tamtej pory jestem za alternatywnymi miejscami do randkowania niż knajpki :) Z moim obecnym mężem pierwszą randkę spędziliśmy w lesie na wabieniu sów :D
    Takich randek można zaliczać dowolną ilość bez ryzyka przytycia ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Podpisuje sie pod tym co napisalas: CO ZA DUZO, TO NIE ZDROWO wylaczajac w Twoim przypadku czekolade, a w moim... niestety ciagle ZA DUZO i NIE ZDROWO /smiech/!!!
    A co do Kobiet, coz, ZOLZY z nas chodzace /smiech/!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojej, ależ jesteś rozchwytywana. To ja polecam zacząć wybierać tych, którzy nie zapraszają na kawę, ciastko i inny deser, ale zabiorą na spacer, do wesołego miasteczka albo na rowery. ;) Przynajmniej ja tak zawsze spędzałam randki (tyle, że jako nastolatka), nie dając zapraszać się na jedzonko. Od ostatniego nastoletniego roku jestem z jednym facetem (już cztery latka) i to z nim się umawiam. ;) Na jedzonko w domu, ale z umiarem, bo statystycznie kobieta w związku zaczyna tyć! ;) Zatem: łyżwy, tenis, wędkowanie, spacery, rowery, pływanie - w zależności od pory roku - ewentualnie później jeść. :D Tak jak napisała któraś z czytelniczek wyżej - najlepsze są nietypowe randki.

    Idę po kosteczkę czekolady, którą dałam dziś mamie na urodziny. ^^

    OdpowiedzUsuń
  13. w taksówce powiadasz?parówkę:) Ok - o szczegóły nie pytam :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdecydowanie - diecie mówimy stanowcze -NIE, tak jak i opieszałym zachowaniom Pana Blogera ;) Chcemy czekolady, bitej śmietany i całej góry lodów :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Znam też takiego jednego Pana, który zanim zaproponowałby mi spotkanie, to chyba by mnie zima zastała. Eh, doprowadza mnie do szału!
    Masz rację, czekolady nigdy za dużo :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Igrasz sobie z nami, pisząc tak zdawkowo ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale Ci zazdroszczę, KrucaFuks! ja mam 6 randek w ciągu 6 lat :D (w przybliżeniu! :D) ale! może jak się obsmaruję czekoladą to się zlecą adoratorzy? :D

    OdpowiedzUsuń
  18. haha normalnie szkoła luksusowa :D ale za nic w świecie bym tam nie wróciła. w ogóle genialny blog, z przyjemnością obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. mój Geniusz zrobił sobie dożywotnie wakacje, ale mówił, że będzie dzwonić, więc czekam :)

    6 randek w ciągu 7 dni? wow. nieważne, że nie skorzystałaś z okazji. tak czy inaczej, wow.
    moje czasy randkowania skończyły się, zanim na dobre się zaczęły, także tego, troszkę zazdroszczę... ale tylko troszkę ;)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?