środa, 27 lutego 2013

Pogaduchy Blogerów

Laurki nie będzie. Hejta tym bardziej. Tak de facto w ogóle nie miałam zamieszczać relacji z Reklamowych Pogaduch Blogerów, bo mój blog ma inne (wcale nie powiedziałam, że wyższe!) cele. Jak wiecie mój blog to pełna łez epicka opowieść o smakowaniu życia, praniu skarpetek i szukaniu przepisu na miłość. I o tym też będzie dzisiejsza historia, która przydarzyła mi się w minioną sobotę. A że wydarzyła się w trakcie Pogaduch... Cóż, nie pozostaje mi nic innego jak ukłonić się w kierunku organizatorów w podziękowaniu za dostarczenie wspaniałego tła!

Rzecz działa się we Wrocławiu. Był wieczór, a to nie tylko znaczy, że miliony par na całym świecie oddawało się namiętnym pocałunkom, ale również, że moje włosy były w opłakanym stanie. Podobnie jak cała reszta mnie. Mimo wszystko, czyli mimo tego, że przypominałam jedynie wyrób czekoladopodobny, nie czekoladę, zdecydowałam się wstąpić na imprezę blogerów. W końcu nie każdego dnia ma się okazję spojrzeć twarzą w twarz sławetnym blogerom, a nawet Blogerą. W tym Panu Blogerowi włącznie. Tak się złożyło, że od kilku dni nie tylko nie spoglądałam na Pana Blogera, ani nawet na jego bloga. Były tylko rozmówki smsowe. A jako że dręczył mnie podstępny i wstrętny demon PMSa, rozmówki doprowadziły do tego, co ludzie z klasą nazywają "nieporozumieniem" (któreż to należy rozwiązać drogą pokojowej rozmowy).

Czy istnieje lepsze miejsce do porozmawiania Pani Blogerki z Panem Blogerem, niż Pogaduchy Blogerów?

Owszem. O tym jednak miałam dowiedzieć się jakieś dwie godziny później.

Dwie godziny wcześniej, spóźniona pół godziny, weszłam na salę, po brzegi wypełnioną blogerami. Trwała dyskusja panelowa, na której wynudziłam się co nie miara, myśląc o czekającej mnie dyskusji z Panem Blogerem? Co mu powiem? "Przepraszam, że byłam cięta jak dzika osa, ale zbliża mi się okres?" 

Całe szczęście, miałam wiele czasu na ułożenie nieco mniej tandetnej wersji okrutnej prawdy o moich hormonach, bo po dyskusji był poczęstunek (zdecydowanie najlepszy punkt imprezy!) a następnie film. Nie wymyśliłam nic, bo na filmie zasnęłam. Winę za to obarczam nie film, ani nawet nie moje hormony, lecz producentów wódki Wyborowej, której zasmakowałam tuż przed rozpoczęciem seansu. Czy i oni ponoszą odpowiedzialność za to jak się zachowałam po filmie? 

Otóż po filmie, wreszcie doczekałam się pogaduch z samym Panem Blogerem. I kiedy już mieliśmy zacząć rozmawiać, stało się coś dziwnego. Pan Bloger nie oświadczył mi się, a oświadczył mi, że nie chce być ze mną w związku

A więc nie będzie nigdy małych Blogerzątek? W porządku. Jakoś to strawię... Z resztą, nigdy ich nie planowałam. Podobnie jak bycia z kimkolwiek w związku. Nie mniejszym szokiem było to, co od niego usłyszałam. Nie byłam w stanie wykrztusić słowa, toteż uciekłam. Tylko po to, by po chwili się zatrzymać i zwyzywać go wszystkimi znanymi mi epitetami. Nie wiem jakim cudem opanowałam rękę przed rozbiciem butelki różowego Frugo na jego głowie... 

W każdym razie nie umiałam opanować łez, które nie tyle wypłynęły ze mnie, co wybuchnęły. Szlochałam wybiegając z Pogaduch. Szlochałam nieomal wpadając pod tramwaj. Szlochałam w tramwaju. Na szczęście ktoś podał mi chusteczkę. Aż tak żałośnie wyglądałam? Cóż, wielki był żal, który czułam. Będąc na Pogaduchach w ogóle nie pogadałam... 

Został mi nie tylko żal. Zostało mi jeszcze mydło, prezent od organizatorów spotkania. Tylko prezent, a może i sugestia






Nie, nie zamierzam nikogo miziać. Raczej zmyć z siebie poczucie bycia odrzuconą. Bo to nie ja w tym wszystkim najwięcej tracę. Chyba, że chodzi o utratę iluzji. Ale to utrata tak przyjemna jak utrata kilogramów podczas uprawiania... fitnessu.

29 komentarzy:

  1. A może Panu Blogerowi brak dojrzałości?
    Do smakowania wytrawnej Czekolady/dojrzałej Kobiety trzeba dojrzeć przecież ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z Melą co właśnie czynię!! Blogerzątek nie będzie z tym Panem blogerem ale będzie wolność od bycia w związku, do którego jedna strona nie dojrzała :) Ściskam, całuję itp. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mmm..czarne Frugo jest dużo smaczniejsze:))Gorzkie prawdy z trudnością się przełyka ale za to korzystnie się odbijają - i tak do tego podejdź. Lepiej, że powiedział prawdę niż żeby pajęczył, snuł, eeee...czył, nie odbierał telefonów, nie miał "w tym tygodniu czasu" i tym podobne. Widocznie to nie ten czas i nie ten On,płakać nie warto bo to źle działa na make up.

    OdpowiedzUsuń
  4. No coż, historii nie znam, może opowiesz podczas kolejnego afteru...tak czy inaczej jestem z Tobą :-), "always look on the bright side of life..." :-)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż moja babcia zawsze mi powtarza że "to stworzenie" Panu Bogu nie wyszło. Więc bez sensu jest się przejmować "głupim capem" który ma wybujałe ego ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam bardzo, bo może nie powinnam, ale uśmiałam się setnie bo sytuacje opisałaś bezbłędnie:) PS. Jak to mówią, każda potwora znajdzie swego amatora... To jest prawda, kto wie co kryje się za następnym rogiem:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pan bloger może cie z kimś pomylił?

    OdpowiedzUsuń
  8. Absolutnie się zgadzam z Pieprzem! :)
    Nie ten On, nie ten czas, nie te Blogerzątka.
    Ten Twój gdzieś jest i przyjdzie we właściwym czasie :)
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  9. tak mi się wydawało, że nie dzieje się tam za dobrze. nawet na schodach chciałam Cię spytać czy wszystko okej, ale stwierdziłam, że nie będę się wtrącać. a przytuliłabym. tulę teraz. przepraszam, że online.

    OdpowiedzUsuń
  10. ojj, to w takim razie to nie był właściwy Pan Bloger. Blogosfera jest duża, więc znajdzie się inny - lepszy ;). Swoją drogą damn it, dlaczego ja o takich wydarzeniach nie wiem, a jestem z Wrocławia. Następnym razem napisz mi proszę na blogu jak Cie dojdą słuchy o takim spotkaniu, bo ja jakoś mało ogarnięta jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, bo nie śledzisz blogosfery ;) Faktycznie szkoda, że niektórzy nie wiedzieli o wydarzeniu, chętnie poznałbym kogoś nowego z blogowego świata :)

      Usuń
  11. Faceci tak mają że nawet jakbys była Monica Bellucci ale uroiłby w swojej głowie że Cię ma to Cię rzuci. Znam tych skurwysynów bo znam siebie. Głowa do góry. Będą lepsi!

    OdpowiedzUsuń
  12. Na wszystkich blogach o tym czytam. Wychodzi na to, że byli tam wszyscy poza mną :/ ...

    OdpowiedzUsuń
  13. No cóż, ciężko odnieść się do sytuacji nie znając wszystkich aspektów, powiązania przyczynowo- skutkowego itd. W każdym razie zostałam poruszona DOGŁĘBNIE (jakkolwiek to brzmi i wygląda), co prawda nie miziam, ale emocjonalnie tulę do serca swego w akcie mającym na celu ukojenie nerwów skołatanych, otarcia łez.

    OdpowiedzUsuń
  14. oj, Aurorko! Przytulam mocno!
    Pan Blogger widocznie nie był TYM jedynym.
    Ten jedyny gdzieś tam jest (może nawet w bloggosferze) i czeka, czeka, czeka :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Niestety realny Pan Blogger w tym wypadku nie sprostał, nie był tym, czy tamtym. Kolejne doświadczenie :) głowa do góry i czekam na relacje z kolejnych poszukiwań miłości, czekolady i siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. poGADuchy i gadzina wylazła z Blogera :)złe duchy zamieszały :/ jakie mizianie... Pan B.zasłużył jedynie na "zmycie głowy" :D

    OdpowiedzUsuń
  17. bo to po prostu zły Pan Bloger był. ot co! don't worry, nie warto.

    OdpowiedzUsuń
  18. ech.. ja tam facetów nigdy nie ogarnę, nawet nie wiem czy jakiś komentarz tutaj jest potrzebny.. Tego nie da się skomentować;/ debile!

    OdpowiedzUsuń
  19. Przynajmniej szczerze postawił sprawę...

    OdpowiedzUsuń
  20. Faceci to wielka zagadka, a mówią, że to my jesteśmy tajemnicze :D

    OdpowiedzUsuń
  21. hehehehe najlepsze jest pomiziaj blogera:)))
    dziękuje Ci strasznie za komentarz na moim blogu:)
    ja u Ciebie chyba zostanę na dobre!

    OdpowiedzUsuń
  22. Uhuhu, dlategoz spedy zlo;-) btw wielbie twego bloga za nazwę<3

    OdpowiedzUsuń
  23. Przytulam, choć pewnie jużrany czekoladą obłożone i wylizane!

    OdpowiedzUsuń
  24. esz ci faceci, same problemy z nimi! a na związkach z nimi kobiety tak często wychodzą jak Zabłocki na mydle...

    OdpowiedzUsuń
  25. Uściski przesyłam :) mam nadzieję, że czekoladowe okłady pomogły choć troszkę zaleczyć rany....

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?