niedziela, 10 lutego 2013

Co by tu zjeść?

Znacie ten najstraszniejszy z strasznych momentów? Idziecie do kuchni, otwieracie lodówkę i... nie wiecie, co zjeść. Pół biedy, kiedy jesteście studentami albo nauczycielami  i Wasza lodówka nie jest wypełniona po brzegi jedzeniem. Gorzej, gdy to jedzenie tam faktycznie jest. Co zrobić w tak beznadziejnej sytuacji? Wyrzucić połowę do śmietnika? Zjeść wszystko, tylko po to by następnie gwałtem udać się tam, gdzie król i wszyscy inni chodzą piechotą? Tak się ciekawie składa, że ta najmniej ciekawa opcja i tak jest tą optymistyczną. Brutalna prawda zaś przedstawia się następująco - skończymy nie tyle z pustą lodówką, co z pustym brzuchem. Chyba że...  wiemy, czego chcemy.

W świecie, w którym na słowo "dżem" uruchamia się niekończąca się lista rozróżnień, takich jak: truskawkowy, ananasowy, jagodowy, nisko-słodzony, wielkoowocowy, a nawet czeko-dżem (!), trzeba naprawdę byś świadomym tego, jaki dżem najskuteczniej rozpieszcza nasze podniebienie. Czyli, na co się ma ochotę. I to właśnie - nie lament - jest rozwiązaniem problemu, zatytułowanego wzniośle "co by tu zjeść?".




Hm. Być może dlatego współcześnie na świecie jest tyle singlii? Za dużo opcji. Jak w supermarkecie pełnym najróżniejszych towarów, do którego trafiła przypadkiem osoba, który tylko chciała zwykłą grahamkę. Tymczasem z permanentnym oczopląsem trudno cokolwiek dostrzec. Już nie mówię o jakimś przystojniaku, ale przede wszystkim swoich potrzebach. Zachciankach. Gustach.

Dzięki temu, że lubię smakować, a robię to już bez mała od 26 (z tendencją na 27...) lat, wiem, co wyciągnąć rano z lodówki. Często jest to chleb z miodem. Prawdziwą słodycz przynosi mi jednak myśl, że bardziej, niż tego, co szukam w lodówce, wiem, czego szukam w życiu osobistym. Nie z jednego pieca chleb jadłam, jeśli chodzi o mężczyzn. I tak oto wiem już, że gustuję w blogerach... Taki Kominek, na przykład. Kiedyś obiekt westchnień, z naciskiem na słowo "kiedyś". Następnie Pan X. Ten tylko czyta mojego bloga. Pana Magika poznałam przez mojego bloga. Sam (dla siebie...) z resztą bloguje. Mój eks-Luby za sprawą znajomości ze mną zaczął pisać bloga (niech Bóg ma mnie w swojej pieczy, bym tam nigdy nie trafiła... ). Kilka dni temu spotkałam się z autorem bloga Invest in love. I tak oto dochodzimy do słowa "love" i dnia dzisiejszego. I Pana Blogera. Pan Bloger leży obok mnie i zamiast patrzeć w mój monitor, ogląda mecz. Całe szczęście, że używa do tego tylko oczu, nie rąk. Te zajęte są czymś innym.

Rety! Na gorzką czekoladę, jak to się stało, że nie minął miesiąc nowego roku, a ktoś nowy pojawił się w moim życiu? Z mojego ostatniego związku dowiedziałam się tyle, że nie chcę być w związku. Czyżby moja słabość do blogerów stała się uzależnieniem? Czy to ten moment, by oddać się w kaftan bezpieczeństwa? Tak jak wobec związków i uzależnień (prócz czekolady...) jestem na "nie", tak zawsze i wszędzie jestem na "tak" wobec tego, co nazywam porozumieniem dusz. Odnalezieniem swojej drugiej połówki... czekolady.


33 komentarze:

  1. Broń Boże leczyć się z takiego uzależnienia!! Oddać mu się całkowicie ;) Zerkać spod długaśnych rzęs i myśleć sobie, bez specjalnej analizy, co by tu jeszcze... Płyń Słońce, płyń ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Temat lodówki ujął mnie bardziej. NADMIAR, przy jednoczesnym, paradoksalnym wręcz braku wyboru. Przykład taki:

    wchodzę do kawiarni, dużej, przyzwoitej, żadnej sieciowej. Mówię:

    - Poproszę dużą i mocną kawę.

    Baristka (wow!) mówi, że może mi zaproponować taką i taką, wiecie, taki bełkot włoski, którego nie trawię. Ja powtarzam:

    - Chcę duuużą mocną kawę.

    - Nie mamy niczego innego oprócz tego, co wymieniłam.

    Kawiarniany elitarny ekspres do kawy oferował pierdylion opcji, ale DUŻEJ MOCNEJ nie mieli.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam zawsze wiem, że mam ochotę na słodkie :) zresztą nawet dziś mój wpis o tym ewidentnie mówi :D

    OdpowiedzUsuń
  4. ooo widzę, że blogosfera łączy - dosłownie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sklepy ewidentnie serwują nam wybór ogromny
    ...glupi przykład maki, jajek, o chlebie nie wspomnę
    I jak wiedzieć czego się chce ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, wierzę teraz że się da
      i każdą osobę będę do tego przekonywać ;)

      Usuń
  6. a ja cichutko się:)tylko bądźcie grzeszni :):):)

    OdpowiedzUsuń
  7. jeśli chodzi o jedzenie, kiedy nie wiedziałam co zjeść jadłam kanapkę z żółtym serem i to mi pomagało ;) (słyszałam też że w takich chwilach pomaga łyżka miodu) aktualnie nie mam z tym problemu, bo ciągle jestem głodna i wiem co chcę zjeść, gorzej jak tego w lodówce nie ma ;)
    A co do reszty to jak mawiają życie jest niczym pudełko czekoladek ... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ah, moim rozwiązaniem na takie dylematy jest zrobienie np. kanapek dwóch. jedną z dżemem, druga z szynką. albo po obiedzie zjesc szybko coś słodkiego. albo śledzie i czekolada. rewolucji żołądkowych brak na szcęście ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też myślę, że kobietom podobają się blogerzy.

    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma jak autopromocja :D Tak trzymać :))

      Usuń
    2. A tam autopromocja. Wybujałe ego, nic więcej ;))

      Usuń
  10. Ja nie mam wątpliwości, jest kiełbacha to mam szczęście, a jak nie ma to szukam czekolady, najlepiej z bakaliami....

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja, troche na przekor, nie sadze ze mamy za duzy wybor i za duzo opcji, tylko coraz wiecej 'badziewia', a coraz mniej dobrych jakosciowo produktow (w kazdej dzedzinie ;)). I to dlatego nie zawsze jest latwo wybrac. Szczegolnie gdy (z wiekiem ponoc...) stajemy sie bardziej wymagajacy (i to chyba tez w kazdej dziedzinie ;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, moja droga, święta racja :)

      Usuń
    2. Zgadzam się z Beą :)
      A Wam życzę przyjemnego... blogowania ;D


      P.S. O koszyk chyba łatwiej niż o rower ;D ja nie mam ani jednego, ani drugiego... ;D

      Usuń
  12. Bo z lodówką to jest tak, że niby jest pełna, ale brak w niej tego 'czegoś'. Widocznie z mężczyznami jest nieco prościej, a raczej z blogerami - ich nie dość, że mniej, to jeszcze zazwyczaj to 'coś' mają... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Może Czeko nie potrafi być sama? ;)
    Ale czy to ważne, dlaczego? Grunt, że jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Czeko była sama do 23 roku życia. Wystarczy hehe :P
      P.S. Choć lubię być sama z sobą :D

      Usuń
    2. No to na pohybel wątpliwościom! Wyciągaj z lodówki życia to, na co masz ochotę. I próbuj, ogrzewaj, smakuj! :*

      Usuń
  14. hah! Serio? To pozostaje pogratulować :)

    OdpowiedzUsuń
  15. gratuluje! to cudownie, ze znowu kogoś znalazlas. oby ten blogger był lepszy od poprzednich :)

    OdpowiedzUsuń
  16. U mnie to norma - niby lodówka pełna, a zjeść nie ma co.

    OdpowiedzUsuń
  17. o kurczaki.
    Adoptujcie mnie jako blogowe dziecko... :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Znam to uczycie, kiedy lodówka, jest pewna a ty nie wiesz co jeść i w ostatecznie idziesz głodny, albo przejedzony.

    OdpowiedzUsuń
  19. dzieje się dzieje :) i tak trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  20. w takim razie trzymam kciuki za pomyślny rozwój twoich blogerowych tendencji:)

    OdpowiedzUsuń
  21. tak,lubienie bycia z sobą samą to podstawa,wtedy inni też bardziej lubią być z nami a wrazie czego i tak mamy siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Może tak ma właśnie być. Nie ma co analizować. Weź czekoladę, usiądź gdzieś z boku i daj się sytuacji rozwijać.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ale to nie jest tak, że mamy za duży wybór. Po prostu zbyt trudno wybrać spośród produktów chemicznie i genetycznie modyfikowanych, które na pierwszy rzut oka wyglądają na apetyczny jogurcik, a po jakimś czasie okazuje się, że dostajemy po nich sraczki. I żeby było jasne, nie mówię o jedzeniu.
    No i cieszę się, bo lubię Łukasza ^^
    Pozdrawiam, siostra w czekoladzie.

    OdpowiedzUsuń
  24. no prosze krecic z blogierem tego nie przerabilama ;p

    OdpowiedzUsuń
  25. TY MUSISZ KSIĄZKE NAPISAĆ! MUSISZ!

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?