poniedziałek, 14 stycznia 2013

Coś lekkiego.

Być może na moim blogu nigdy nie pojawiła się żadna kaczka dziennikarska, w każdym bądź razie ma on więcej wspólnego z kaczką, niżbym sobie tego życzyła. Otóż, podobnie jak kaczka w sosie własnym, ja zaczęłam się taplać w bajorku mojej boleści i tak oto obie - kaczka i ja - stałyśmy się ciężkostrawne. 

Trudne decyzje. Poważna praca. Bolesne rozstanie. Pudzian by się zmęczył takimi ciężarami, a przecież ja mam tylko budyń na ramionach...

Rażona tym odkryciem, niczym piorunem, poczęłam gorączkowo zastanawiać się, co robić, by nie skończyć z życiową zgagą w wieku 26 lat. Odpowiedź nie przyszła prędko, ponieważ była zbyt prosta i oczywista, by ją od razu zauważyć. Przyszła jednak w samą porę. Innymi słowy, w łikend. 

Trzeba mi było zrobić coś lekkiego!  

Mus czekoladowy? A może czekoladowy suflet? Hm... Odpada - czekolada również jest produktem ciężkostrawnym. A może by tak wyjść poza rolę Czeko Lady? Wyjść z pokoju. I wcale nie do kuchni, ale też poza kuchnię. I poza mieszkanie. A nawet poza miasto. 

Jak pomyślałam, tak też zrobiłam. Potem przestałam wreszcie myśleć (bo ileż można?!), tylko robiłam. To, na co akuratnie miałam ochotę... A że było w pobliżu wino i fajni ludzie... Nie chcecie nawet wiedzieć jak to się wszystko skończyło. Chcecie? Dobra.

Skończyło się na tym, że obudziłam się z potwornym bólem głowy, w pełnym makijażu i ubraniu z dnia poprzedniego. Tylko okularów na nosie brakowało! I bez nich byłam wstanie dostrzec, że to nie moje łóżko. I że obok leżało dwóch facetów! Jeden po mojej prawicy, drugi po lewicy. Jeden również w pełnym makijażu. Drugi w przebraniu strusia. Ból głowy wzmógł się gwałtownie i pewno rozsadziłoby mi głowę, gdyby nie przebłysk świadomości. To nie żadni faceci. To moi kumple. Geje. Uff... 

Heh... Ciężko jest lekko żyć

To może ja już lepiej wrócę do siebie. Do kuchni. Do czekolady. Do czegoś naprawdę lekkiego. Do czegoś o nazwie... 


Bezy kakaowe

Składniki:
4 białka
200 g cukru pudru
3 łyżki kakao
Pół łyżeczki imbiru

Wykonanie:
Jeśli to ma być coś lekkiego, to polecam użyć miksera w ubiciu białek, by się nie przemęczyć. Gdy piana będzie sztywna, wsypujemy powoli cukier, kakao oraz imbir. Miksujemy jeszcze ok. 5 minut. 

Gotową pianę przełożyć do szprycy lub woreczka foliowego i wyciskać na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Włożyć do nagrzanego piekarnika (140 stopni) i suszyć ok. 1- 1,5 godziny. 





Po wyjęciu oprószyć kakaem. Jeść z lekkim sumieniem, przecież to tylko bezy! Ja biorę aż cztery! Cóż, po podzieleniu się z Wami moją historią, czuję się lżejsza o, co najmniej, dwa kilo i trzy deko.

42 komentarze:

  1. Od czasu do czasu trzeba tak zaszaleć, żeby móc choć trochę docenić codzienność :D A beziki bardzo zachęcające :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://btrmystory.blogspot.com/2013/02/rozdzia-20-czy-wszystko-sie-uozy.html skomentuj i zaobserwuj proszę,a na pewno się odwdzięczę!

      Usuń
  2. Ciężko jest lekko żyć - co racja to racja :)

    OdpowiedzUsuń
  3. :) to mi się podoba:) u mnie będzie wersja z ksylitolem, sumienie lekkie jak po pierwszej komunii;)))))

    OdpowiedzUsuń
  4. A aj dziś bez słodkiego i już mnie skręca jak to zobaczyłam! Buuuu...książki już spakowane i polecą lada moment :)

    OdpowiedzUsuń
  5. no to jutro będą bezy, dzięki!;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Struś powiadasz.... rrrrrr... ;D mam nadzieję, że ból głowy minął!!

    OdpowiedzUsuń
  7. pierniczę marchewki jak Judyta chcę bezy!!!!!:))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Noooo takie beziki to ja rozumiem! PYCHA! :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach, że też ja się nie budzę z dwoma koleżankami obok mnie. A niechby były lesbijkami! I tak bym się cieszył. I to nas różni Auri: Ty się smucisz na widok kolegów w łóżku a ja marzę o widoku koleżanek w moim łóżku ! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Pycha i masz rację to tylko bezy więc bez wyrzutów sumienia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kumpli gejów trochę zazdroszczę. Bo zawsze chciałam mieć.
    A w bezach się zakochałam od pierwszego wejrzenia i chyba sobie zrobię... :D
    Pozdrawiam
    Sol/Monique

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapraszam do spisu blogów

    http://spis-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciężko jest lekko żyć? Zgadzam się :)

    OdpowiedzUsuń
  14. w stroju strusia powiadasz? :) Wesoło musiało być :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://btrmystory.blogspot.com/2013/02/rozdzia-20-czy-wszystko-sie-uozy.html skomentuj i zaobserwuj proszę,a na pewno się odwdzięczę!

      Usuń
  15. Bardzo smakowało. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  16. bo na cięzkie czasy najlepsze lekkości co przypominają o słodyczy istnienia:D
    wiesz że jestem głupia wręćz na bezy?

    a przebranie strusia...inspirujące:D

    autoportretodczuwalny.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. Jadłam i to bez wyrzutów sumienia;) Były pyszne ! Wracając do posta... że co że struś?!:)

    OdpowiedzUsuń
  18. o mój Boże, co za cudowne bezy, chcę je!

    A Czekolada widzę poszalała... ;D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja mam dla Ciebie coś bosko czekoladowego, upojnie pachnącego i absolutnie NIE tuczącego - pachnie tak, że zaczynam się ślinić i muszę się pilnować, żeby nie zeżreć :) tanie jak barszcz a doskonale robi na samopoczucie :) O czym mówię? O płynie do kąpieli Luksji - CHOCO - czekolada z pomarańczą... przyjemności w wannie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  21. bezy... mmm jak ja dawno nie jadłam...:) czas do kuchni:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Zawsze człowiekowi lżej na duszy, kiedy może wszystkie emocje jakoś z siebie wyrzucić. Między innymi dlatego posiadam bloga ;) a bezy? uwielbiam! ale niestety bardzo dawno je jadłam ostatnim razem, kto wie, może znajdę chwilkę i w najbliższym czasie sobie takowe przyrządzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. zaszalalas Kochana :)))))))
    mniam jakie apetyczne bezy:))))

    OdpowiedzUsuń
  24. Bezy wyglądają cuudownie, masz świetny styl pisania ; D

    OdpowiedzUsuń
  25. Że też było mi dane skosztować tych cudowności :* tenkju tenkju ♥

    OdpowiedzUsuń
  26. schrupałabym te twoje leciutkie bezy:)))

    OdpowiedzUsuń
  27. Bezy wyglądają znakomicie! :)
    Czasem ostatnio też miewam wrażenie, że piszę tylko o trudnych sprawach. Przy czym one bywają trudne, ale w sumie dajemy sobie z nimi radę bardzo dobrze.
    Ale czasem trzeba zrzucić z siebie ciężary, ot tak po prostu, nie ma w tym nic złego :)
    pozdrowienia i lżejszych przeżyć, żeby lekko przychodziło pisanie o lżejszych rzeczach :)

    OdpowiedzUsuń
  28. w stroju strusia ... jesteś moim mistrzem ;) już myślałem, że jak wrócę po 1,5 miesiąca przerwy to będzie tu napisane, że jesteś prawie mężatką ... ale jednak nie czekolada jak i romantyzm między palcami skazani są na tragiczne w skutkach melanże których finały są tak absurdalne, że czasem samo nawet pisanie o nich ciężko przychodzi ....

    witaj po przerwie :*

    OdpowiedzUsuń
  29. że też pomyśleć...
    i że też pomyśleć, że kiedyś skomentuje mi blog, autorka jednego z moich ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
  30. ta nieznośna lekkość bytu, a przecież do bezy mi daleko :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Ojej jakie musialy być dobre :)
    http://kuchareczkamala.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  32. teraz uświadomiłaś mi,że tak na prawdę bezy się suszy a nie piecze..:)
    samych dobrych rzeczy i niech się lepiej pojawią szybko!
    uściski Aurorko:*

    OdpowiedzUsuń
  33. swietnie bawisz sie znaczeniami słow! :D uwielbiam to!

    OdpowiedzUsuń
  34. KAKAO, nie kakaem!!! nieodmienne!!!!

    OdpowiedzUsuń
  35. bezy wygladaja przepysznie ale chyba jedank wole budyn czekoladowy, mmmm juz dawno nie jadlam,chlopy geje w lozku z baba , mam nadzieje ze nie bylas swiadkiem wydazen za kurtynowych ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Przepysznie wyglądają, jak malowane:)

    OdpowiedzUsuń
  37. Fajne beziki, mała rzecz a cieszy :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Zapraszam wszystkich na mojego bloga:http://btrmystory.blogspot.com/ skomentuj najnowszy post i zaobserwuj proszę tego bloga,a na pewno ci się odwdzięczę tym samym!

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?